Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Iść na spotkanie do Tego, który czeka

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.

Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim». (Mt 5, 17-19)

Dzisiejsza Ewangelia chce nas uwrażliwić na Boże Prawo i na wierność w życiu Słowem.

Słowo zostało dane po to, aby je wypełniać. Najpełniej słowo wypełnia się w Jezusie – w Jego osobie, będącej uobecnieniem słowa Bożego, ale też w Jego życiu, które jest wzorem posłuszeństwa temu słowu.  To posłuszeństwo było owocem wewnętrznego zjednoczenia Jezusa z Ojcem. Jeśli przylgniemy do Chrystusa, On nauczy nas tak wiernego wypełniania Bożego słowa. Drogą do tego przylgnięcia jest medytacja. Ona przez zasłuchanie i podążanie za słowem kształtuje w nas zdolność zlewania się z nim naszej woli.

Wysiłek medytacji, jeśli będzie systematyczny będzie prowadził do znajdowania w słowie źródła mądrości i ukojenia. A to z kolei będzie rodziło w naszym sercu ład i ciszę, będące owocem zgody na działanie w naszym wnętrzu łaski. Następnie praktyka medytacji pozwala nam to samo doświadczenie przenosić na życie zewnętrzne. Ład, pogoda ducha i pokój w życiu zewnętrznym są obrazem zgody na to, by w życiu realizowało się Boże Prawo i Boża wola.  Są także potwierdzeniem głębokiej jedności między życiem wewnętrznym i zewnętrznym.

Fenomen Słowa Bożego polega na tym, że ilekroć się w nie wsłuchujemy, tylekroć dotyczy ono bezpośrednio osoby, która się w nie wsłuchuje. Ono pragnie wypełnić i przemienić życie konkretnej osoby, ale owoce tej przemiany są zależne od osobistej otwartości na to słowo.

To działanie słowa doskonale obrazuje doświadczenie medytacji. Nawet jeśli w praktyce medytacji posługujemy się jednym słowem (Jezus, Marana-tha), czy jednym wezwaniem (Panie Jezu, Synu Boży ulituj się nade mną grzesznikiem), to zawsze będzie ono wyrażane w różnoraki sposób. To słowo jest zawsze inne, zawsze świeże, zawsze pełne łaski, choćby było powtarzane w nieskończoność. Jak pisze o tym jeden ze współczesnych mistyków: „Modlitwa, wyrażona jednym słowem potrafi być bardziej zróżnicowana i osobista, niż można to sobie wyobrazić a to dlatego, że pod osłoną tego jednego słowa wyraża się cały Duch Jezusa, który jest także Duchem Ojca”. (Carlo Carretto, Listy z pustyni)

Modlitwę nazywamy Jezusową nie dlatego, że jest nieustannym przywoływaniem Imienia Jezus, ale dlatego, że to właśnie Duch Jezusa wypełnia tę modlitwę i to On jest źródłem natchnienia do tej modlitwy. To, co należy do nas to jedynie przygotować usta i serce, aby stały się w tej modlitwie narzędziem Ducha i aby mogło nim zawładnąć Boskie natchnienie.

To doświadczenie uświadamia nam, że modlitwa jest przede wszystkim darem, który bardziej przyjmujemy niż dajemy. Gdyż jak pisze przywołany przeze mnie Carlo Carretto:

„W tym tkwi pierwsza wielkość i pierwsza niespodzianka modlitwy, że tak wielki Bóg, zechciał rozmawiać ze mną, tak małym; On – Stwórca, ze mną stworzeniem. To nie ja pragnąłem modlitwy; to On jej chciał. To nie ja Go szukałem; to On pierwszy mnie szukał. Nadaremne byłoby moje poszukiwanie Jego, gdyby przed wszystkimi czasami On nie zechciał mnie szukać.

Nadzieja, na której opiera się moja modlitwa, wiąże się z faktem, że to właśnie On pragnie mojej modlitwy. A jeżeli idę na spotkanie z Nim, to dlatego, że On mnie już oczekuje.

Jeśliby On pozostał w milczeniu i ukryciu, ja nie mógłbym przerwać mojego milczenia. Nikt przecież nie wdał się nigdy w dłuższą rozmowę ze ścianą, z drzewem, z gwiazdą. Jeśli nawet ją zaczął, to przerwał bardzo szybko, nie otrzymawszy odpowiedzi.

Z Bogiem rozmawiam przez cale życie; ale to ledwie początek rozmowy. Nasza modlitwa miała kiedyś swój początek, ponieważ i my mieliśmy swój początek, ale nie będzie miała końca i towarzyszyć nam będzie w wieczności. Będzie przejawem naszej kontemplacji Boga”. (tamże)