Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Mechaniczne serce

W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć.

On zaś rzekł do człowieka z uschłą ręką: «Podnieś się na środek!» A do nich powiedział: «Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie uratować czy zabić? » Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: «Wyciągnij rękę!» Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa.

A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz się naradzali przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić. (Mk 3, 1-6)

Zwróćmy uwagę na Jezusa śledzonego złymi, podejrzliwymi spojrzeniami. Bywa i tak, że podobne spojrzenie niejednokrotnie padało na praktykujących medytację monologiczną, gdyż niektórzy podejrzliwi chcieli widzieć w tej praktyce modlitwy jakieś „niezdrowe” wpływy medytacji Wschodu.

Tymczasem kiedy spoglądamy na Jezusa łatwo dostrzec, że jest zawsze spokojny i wolny wobec ludzkich uprzedzeń, co może nie zawsze udaje się nam. Jezus pozostaje sobą w każdych okolicznościach. W medytacji dobrze nasycać się Jego wewnętrzną wolnością i pokojem.

Niech zasłuchanie w Słowo i zapatrzenie w Jezusa uczy nas Jego prostolinijności i konsekwencji w naszych zachowaniach wobec innych, zwłaszcza kiedy przychodzi nam stawać po stronie prawdy i dobra. Medytacja pragnie czynić nasze serca prostymi, wolnymi  i odważnymi przez moc Słowa, które na nie oddziałuje.

Jezus zwraca się dziś w Ewangelii do ludzi opanowanych przez złe myśli. Stara się ich poruszyć i uzdrowić swoim Słowem. To doświadczenie także można odnieść do praktyki medytacji, kiedy różne myśli, obrazy, rozproszenia pragną odebrać nam skupienie. Ewangelia dzisiejsza uświadamia nam, że tym, co broni nasze serca i umysły przed rozproszeniami, ale i pewnego rodzaju zatwardziałością jest Słowo, którym się posługujemy w medytacji i towarzysząca mu łaska.

Mówiąc o zatwardziałości serca mamy na myśli częstą niezdolność współczesnego człowieka do doświadczenia Boga, powiązaną najściślej z kryzysem modlitwy. Jak pisze szwajcarski teolog i działacz ekumeniczny Kurt Marti: „Niezdolność do modlitwy współczesnego człowieka Zachodu, czy wręcz jej zanik – jest religijnym zawałem serca dzisiejszego chrześcijaństwa, który stał się przyczyną wszystkich innych kryzysów Kościoła. Jeśli możliwy jest jakiś ratunek, to tylko przez odnowę modlitwy. Modlitwa jest bowiem pulsującym znakiem życia duchowego.”

Podobną diagnozę stawiał też Merton pisząc, że: „zachodnich chrześcijan dręczą niekiedy posępne myśli, że są dziećmi schyłkowej kultury. W obliczu dzisiejszej kultury Zachodu, który – jak sądzą – znużony jest modlitwą, albo stał się do niej często niezdolny, marzą o odnalezieniu swojego „ja” i o religijnej odnowie szukając impulsów ze strony medytacji dalekowschodniej” [Dziennik Azjatycki].

Innym wymiarem rzeczonej zatwardziałości serca jest wspomniane w ostatnim wprowadzeniu „mechaniczne serce” i jego skutki. Aby wyjaśnić czym jest owo mechaniczne serce warto przywołać opowiadanie chińskiego filozofa Czuang-cy, w którym mówi on o starym człowieku, który aby nawodnić swój ogród, z największym trudem wyciągał raz po raz z głębokiej studni napełnione wodą naczynie. „Pewien przechodzący obok wędrowiec poradził mu, aby czerpał wodę ze studni za pomocą wału z korbą i łańcuchem, żeby ułatwić sobie pracę. Na co starzec z gorzkim uśmiechem odrzekł: – Jeśli ktoś posługuje się maszynami, to wszystkie swoje sprawy załatwia jak maszyna a kto swoje sprawy załatwia jak maszyna, nabywa mechanicznego serca. A jeśli ktoś ma mechaniczne serce to traci czystą prostotę. Kto zaś utraci czystą prostotę, staje się niepewny w poruszeniach swojego ducha. Niepewność zaś w poruszeniach ducha jest czymś, co sprawia, że tracimy prawdziwy sens życia”. [O przekleństwie maszyny].

Od czasu napisania tej opowieści technika gigantycznie zmieniła świat, życie, ale też sposób myślenia człowieka. Niestety zmiana ta – Czuang-cy mówi o utracie czystej prostoty – nie ominęła także doświadczenia wiary i modlitwy, lub używając słów Mertona „gruntownie ugodziła i zraniła religijne korzenie człowieka”. Ponieważ nauczyliśmy się myśleć naznaczeni współczesnym rozwojem techniki sami często nie potrafimy już dostrzec tych głębokich przemian naszych wyobrażeń o sobie, o świecie, o Bogu i naszym stosunku do Niego, jakie dokonały się w ostatnich dekadach.

Stąd potrzebny jest nam – jak wspomniano na początku dzisiejszego wprowadzenia – powrót do prostoty, wewnętrznej wolności i życia w prawdzie, które to cechy znajdujemy u Jezusa i których tylko On może nas na nowo nauczyć – jak pisał Merton w Nowym posiewie kontemplacji – przez medytacyjne milczenie, które jest czymś więcej niż tylko zwyczajną ciszą spowodowaną brakiem słów. Milczenie to nic innego jak zachowaniem uwagi dla Boga. To intensywny kontakt z Nim na poziomie serca otwartego na łaskę, która przenikając całą naszą istotę staje się zaczynem prawdziwej i głębokiej przemiany człowieka na poziomie zarówno jego świadomości jak i podświadomości. Dlatego właśnie jedną z podstawowych dróg prowadzących do odnowy duchowej w Kościele jest kontemplacja, w której wielu teologów schyłku XX wieku widziało ratunek dla dotkniętego coraz bardziej mechanicznym sercem chrześcijaństwa. Jak pisał Karl Rahner: „Chrześcijanin XXI wieku albo będzie kontemplatykiem, albo go w ogóle nie będzie”.