Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Nie wszystkim można się podzielić

Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść:

«Podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły.

Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!” Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”. Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”.

Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam!” Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”.

Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny». (Mt 25, 1-13)

Gdybyśmy pokusili się, aby zajrzeć do hebrajskiego oryginału Ewangelii według św. Mateusza okazałoby się, że pięć panien z opowieści Jezusa było mądrych, a pięć – po prostu głupich. Dosadnie i konkretnie.

Współczesne tłumaczenia – w tym to przed chwilą przywołane – są bardziej łagodne i ostrożne w słowach – mówią o pannach „roztropnych” i „nieroztropnych”. Które z tłumaczeń komuś przypadnie bardziej do gustu zależy zapewne od jego wrażliwości. Kiedy jednak autor natchniony używa mocnych słów, to nie dlatego, że chce kogoś obrazić, ale po to, aby oddać rzeczywistość taką, jaka ona jest, bez jej zmiękczania czy przemalowywania.

Mówię o tym, bo wiele osób jest dziś zarażonych wszechobecną „polityczną poprawnością” i boimy się wypowiadać słów mocnych i ostrych, choć spoglądając na ulice naszych miast w ostatnich dniach chyba się to zmienia. Przeciętny, kulturalny człowiek czuje, że nie wypada nazwać kogoś głupim, bo przecież może to kogoś urazić.

Nie zachęcam wcale do tego, aby być niekulturalnym, raczej zastanawiam się, czy zbytnia układność nie zniekształca czasem rzeczywistości, wobec której stajemy?

No bo jak inaczej – jeśli nie głupotą – nazwać można sytuację, gdy ktoś świadomie lekceważy to, co najważniejsze w życiu!? A o takiej postawie jest dzisiejsza Ewangelia.

W Mateuszowej Ewangelii panny mądre i głupie oczekują przed zamkniętymi drzwiami domu weselnego na przybycie pana młodego. Znamy tę historię na pamięć, a jednak kiedy jej słuchamy nasz sprzeciw może raczej budzić postawa tych mądrych czy roztropnych panien.

Bo czy panny mądre zachowują się zgodnie z chrześcijańskim obowiązkiem dzielenia się i wspomagania słabszych? Czy nie powinny użyczyć oliwy biednym, roztargnionym towarzyszkom? Czy nie zachowują się po prostu egoistycznie? „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie i kupcie sobie” – odpowiadają na prośbę o pomoc.

A może warto było podjąć ryzyko, może oliwy by starczyło? W końcu przecież pan młody zdążył nadejść, kiedy głupie panny były jeszcze w drodze do sklepu – była więc jakaś szansa. Na pierwszy rzut oka panny mądre wydają się po prostu małoduszne.

Dla zrozumienia tej przypowieści kluczowe jest dobre odczytanie obrazu uczty weselnej. Otóż jest ona metaforą zbawienia, czyli ostatecznego wejścia do wiecznego królestwa, którego symbolem jest uczta weselna.

Ewangelia chce nam powiedzieć, że zbawienie jest sprawą najpoważniejszą w życiu i dlatego największą nieroztropnością a wręcz głupotą byłoby ryzykować jego utratę. Aby pomóc innym, można ryzykować utratę świętego spokoju, majątku, zdrowia, dobrego imienia a nawet życia – nigdy jednak życia wiecznego.

Niedawno usłyszałam porównanie oliwy – czyli tego, co bierze się ze zmiażdżonych, wyciskanych oliwek – do serca zmiażdżonego, czyli takiego, które bez pychy i buntu przyjmuje trudne doświadczenia i niesie je jako krzyż. Taka postawa serca przynosi miłość, łaskę, dobro… Oliwa jest więc atrybutem mądrości, która jest konieczna by oświetlić drogi życia, abyśmy nie zabłądzili w drodze ku wieczności, abyśmy nie zboczyli z niej przez głupie decyzje.

Św. Tomasz z Akwinu za największy dar Boga dla człowieka uważał rozum, dzięki któremu potrafi rozpoznać i wybrać dobro. Za największy zaś grzech uważał niewłaściwe używanie rozumu, które prowadzi do wybierania zła.

Wyraziłem wcześniej przekonanie – które zapewne podziela większość z nas – że odmowa udzielenia pomocy to egoizm i bezduszność, dlatego słowa i postawa „panien roztropnych” budzą opór. A przecież istnieją rzeczy nieprzekazywalne: doświadczenie Boga, osobista z Nim więź, spędzony z Nim czas, łaska…

Tego, co w nas najcenniejsze, co jest naszym skarbem, często nie możemy przekazać, podobnie jak życiowej mądrości będącej wypadkową mojego i tylko mojego, bardzo osobistego doświadczenia…. Owszem, mogę komuś doradzić, wskazać drogę, ale nie jestem w zrobić komuś przysłowiowej dziury w głowie i wlać mu trochę oliwy mądrości, która jest moim udziałem. Do doświadczenia życiowej mądrości każdy musi dojść sam. Dlatego św. Tomasz z Akwinu płakał nad grzesznikami nie mającymi jego doświadczenia wiary i idącymi na zatracenie.

Oczywiście św. Tomasz nie wątpił w Boże miłosierdzie, ale też przypominał, że jest jedna, nieprzekraczalna granica dla Bożego miłosierdzia – jest nią wolna wola człowieka, który ma możliwość odrzucenia ojcowskiej miłości Stwórcy a co za tym idzie daru zbawienia.

Dlatego módlmy się często, aby i nam nie zabrakło oliwy mądrości w naszych życiowych wyborach i abyśmy nigdy nie korzystali z naszej wolności w taki sposób, który mógłby prowadzić nas do utraty tego najcenniejszego z darów, jakim jest nasze zbawienie!