Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Odnajdywać siebie we wspólnocie medytujących

Wielkie tłumy szły z Jezusem. On odwrócił się i rzekł do nich: «Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.

Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby położył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: „Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”.

Albo jaki król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju.

Tak więc nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem». (Łk 14, 25-33)

Wszyscy idziemy w tłumie ludzi, którzy podążają za Jezusem. Są w tym tłumie twarze naszych bliskich, którzy uczyli nas wiary, stając się jej pierwszymi świadkami, są twarze naszych znajomych, przyjaciół, członków wspólnot, z którymi przemierzamy drogę życia. Każda z tych osób niesie – podobnie jak my – własną historię życia, własne pragnienia… Część tych historii jest historią, którą dzielimy z nimi. Dzisiaj, kiedy ze względu na pandemię nie jest nam dane spotykać się twarzą w twarz dobrze sobie te twarze przywołać w pamięci, podziękować za nie, za dar każdej osoby, którą Bóg postawił na drodze mojego życia, również życia we wspólnocie medytacyjnej. Ile godzin spędziliśmy siedząc razem na medytacji, podczas rozmów, różnego rodzaju spotkań: na miejscu i podczas wyjazdów, w grupie i w wymiarze prywatnym. Kawał historii naszego życia, naszej drogi wiary…

Warto zapytać siebie, co mogę powiedzieć o sobie, o moim stanie ducha dziś, gdy dotyka nas czas pandemii, kiedy stajemy wobec niewiadomej? Czy świadomość, że nadal jesteśmy wspólnotą, że modlimy się razem – choć oddzieleni od siebie – wpływa na ten stan ducha? Czy dodaje nam sił i wzmacnia naszą wiarę i nadzieję?

Medytacja jest zaproszeniem do tego, by nieustannie odnajdywać siebie we wspólnocie medytujących. Jest praktyką, która podpowiada nam, że w drodze naszej wiary i naszych zmagań z rzeczywistością nie jesteśmy sami. Dobrze mieć tę świadomość zwłaszcza w czasach, gdy wiele osób bardzo źle znosi rozłąkę, przeżywa niemożność spotkań czy lęk (o siebie lub o najbliższych) przez szerzącą się pandemią. Dobrze o nich pamiętać medytując i modlić się za nich, tak aby doświadczenie wspólnej modlitwy dodawało im sił i ducha.

Ale medytacja to przede wszystkim uczenie się skupienia na spojrzeniu Jezusa, który podobnie jak w dzisiejszej Ewangelii w największym nawet tłumie potrafi dostrzec każdą i każdego z nas i spogląda na nas zawsze z miłością. Medytacja to uczenie się wychwytywania tego Jezusowego spojrzenia i odpowiadania na nie naszym spojrzeniem miłości i wiary.

Jezus przypomina nam dzisiaj o krzyżu, o tym, co jest dla każdej i każdego z nas najtrudniejszą ofiarą, co najwięcej nas kosztuje. Pozwólcie że raz jeszcze powrócę do rzeczywistości pandemii. Ona także dla wielu – nie tylko zmagających się z wywołaną przez wirus chorobą – może być doświadczeniem krzyża. Czy godzę się na ten krzyż? Czy potrafię przyjąć go z ufnością, że jak każdy inny krzyż, który jest mi ofiarowany przez Jezusa jest mi dany po coś, jest mi dany dla mojego uświęcenia i umocnienia mojej wiary? Czy doświadczenie tego konkretnego wymiaru krzyża zbliża mnie do Jezusa, czy oddala od Niego?

Medytacja jest doświadczeniem, które pragnie przez zatrzymanie się u stóp Jezusa, przez zasłuchanie w Jego słowo umacniać nas w wierze, czerpać siły z Jego obecności i bliskości.

Jezus opowiada nam dzisiaj przypowieści, w których uczy nas uczciwego i mądrego podchodzenia do naszych życiowych wyborów. Życie z Jezusem jest jak budowanie i jak walka. Trzeba najpierw dobrze poznać swoje możliwości i słabości.

Ten obraz budowania wieży jest mi szczególnie bliski. Kiedy słucham słów Jezusa nie mam na myśli jakiejś wieży na zewnątrz siebie, ale wieży, którą za św. Teresą z Avila można by nazwać „twierdzą wewnętrzną”. Ta wieża to symbol Królestwa Bożego, które jeśli mam budować wokół siebie, muszę najpierw zbudować w sobie, w moim sercu.

Jak wygląda to budowanie Królestwa Jezusa w moim sercu? Czy pozwalam by fundamentem tej budowli były wiara, nadzieja i miłość?… Czy walczę o to, aby nikt i nic innego nie zawładnęło moim sercem, ale aby ono nieustannie  należało do Jezusa i tylko do niego?

Medytacja jest dla mnie nieustanną walką, o moje serce! O to by było ono sercem otwartym dla Jezusa, dla Jego słowa, Jego łaski i Jego miłości. Medytacja jest budowaniem w moim sercu rzeczywistości Królestwa Bożego, lecz nie przy pomocy moich własnych środków, możliwości i planów. Ja co najwyżej jestem pomocnikiem Najwyższego i Najlepszego Architekta. Praktyka modlitwy monologicznej uczy mnie nieustannie jak pozwalać budować Jemu w moi sercu najpiękniejszą budowlę wznoszoną z takich elementów jak Jego łaska – na którą się otwieram w tej modlitwie, Jego słowo – w które się wsłuchuję, Jego miłość – na której pragnę się całkowicie oprzeć.

Medytacja monologiczna jest raczej szkołą tego jak nie przeszkadzać Jezusowi kształtować moje życie według Jego pomysłu, aby Jego Duch, który zapoczątkował we mnie dobre dzieło mógł doprowadzić je do końca do dnia Chrystusa [por. Flp 1,6].

W dzisiejszej Ewangelii Jezus uczy nas, że w podejmowaniu dojrzałych wyborów konieczne jest wejście w głębszy kontakt z samym sobą, z własnymi motywacjami, z potrzebami, z wewnętrznymi konfliktami.

Medytacja monologiczna jest niezawodną drogą wiodąca nas ku głębszemu kontaktowi z samym sobą, z naszym sercem. Dlatego jest nazywana także Modlitwą Serca. Uczy nas także, że bez kontaktu z samym sobą nie sposób spotkać się z Bogiem, który jest obecny w moim sercu i stamtąd pragnie przemawiać do mnie. Medytacja jest też najbezpieczniejszą drogą do spotkania z samym sobą, gdyż to spotkanie dokonuje się zawsze w Chrystusie i przy zanurzeniu w Jego łasce, dlatego staje się też najlepszym sposobem oczyszczania i wzmacniania naszych motywacji; szukania odpowiedzi na nasze najgłębsze potrzeby (bo jak mówi św. Augustyn: „Niespokojne jest serce człowieka dopóki nie spocznie w Tobie Boże”); i wreszcie wyciszania naszych wewnętrznych konfliktów i zaprowadzaniu pokoju w naszym sercu. Pokoju, który jest niewzruszony wobec różnego rodzaju okoliczności, które staja się naszym udziałem właśnie dlatego, że jest darem samego Jezusa.

Wierzymy, że słowo Jezusa, w które wsłuchujemy się w medytacji czyni nas mocnymi Jego mocą, zdolnymi stoczyć zwycięsko każdą bitwę ze złem a nade wszystko czyni nas wewnętrznie wolnym od wszystkiego, do czego nie warto się przywiązywać, by być jak najbardziej otwartym na Bożą obecność i łaskę.

Panie Boże,

prosimy Cię, aby ta prosta i cicha modlitwa do jakiej nas zapraszasz w medytacji była skierowana na większą chwałę Twojego Majestatu i na Jego służbę.

Aby każdy oddech był doświadczeniem Twojej Bożej obecności i miłości.

Aby każde słowo modlitwy, było udziałem w życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa.

Aby każdy powrót do wezwania Panie Jezu, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem był wyznaniem, że Ty jesteś naszym jedynym Panem i Bogiem, w którym pokładamy naszą nadzieję.

Maryjo, Nauczycielko Medytacji, przyjmij nasze myśli, uczucia i nasze serca,

ucz je skupiać na Twoim Synu, tak jak były na Nim skupione Twoje myśli, uczucia i serce

i zawierzaj nas nieustannie Jego miłosiernej miłości. AMEN