Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Słowo, które odkrywa sens

Z Ewangelii według Świętego Jana

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, z tego, co się stało.

W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.

Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi.

Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.

A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. (J 1, 1-5. 9-14)

Powoli, ale  nieubłaganie dobiega końca okres Bożego Narodzenia – najkrótszy okres liturgiczny w roku, więc pomyślałem sobie, że dobrze byłoby, gdyby raz jeszcze wybrzmiała Ewangelia, która w tak zwarty ale i odmienny od innych Ewangelistów sposób opisuje nam misterium wcielenia Boga. W sumie to dzięki Bogu, że mamy cztery Ewangelie! To trochę tak, jak byśmy czytali o tym samym wydarzeniu w różnych gazetach. Tym bardziej, że Ewangelia św. Jana zaczyna się trochę tak jak tajemna księga. Tam, gdzie inni Ewangeliści rozpisują się na temat rodowodu i przyjścia na świat Zbawiciela Jan streszcza to jednym zdaniem: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” – tak zaczyna się najbardziej „kosmiczna” z Ewangelii – jak kiedyś określił to watykański biblista i rekolekcjonista kard. Raniero Cantalamessa . „Perspektywa wybrania narodu, perspektywa stworzenia człowieka, perspektywa konkretnego wydarzenia nabiera pełnego światła w spojrzeniu ewangelisty Jana, który podsumowuje historię świata stwierdzeniem, że ów świat ma sens! Że miał go od początku! I że ów sens odsłania się nam w historii, ale i w pojedynczym życiu każdego człowieka właśnie dzięki Słowu!” – pisze kard Cantalamessa.

Stwierdzenie, że coś nie ma sensu, jest jedną z najczęściej używanych form oburzenia i dezaprobaty. Domagamy się sensu. Ale jakiego? Domagamy się sensu „dla nas”, już, tu i teraz. Można powiedzieć, że wiek XX i XXI każe nam żyć w nieustannej tyranii sensu! Tymczasem taka uzurpacja jest wrogiem życia duchowego, bo sens jest nam dany, darowany, ukazany, ale potrzebujemy czasu, aby go uchwycić.  „Sensu – jak pisze Clive Levis – nie można wydrzeć Bogu i światu. Można pozwolić, aby on się nam objawił jeśli będziemy cierpliwi i uważni”…

Mam serdecznego kolegę, misjonarza, który pracuje w Boliwii. Lubię czytać jego „misyjne opowieści”, które regularnie mi przysyła, bo rzadko przyjeżdża do Polski. Kiedyś opowiadał mi, że na misjach szybko musiał się nauczyć piękna i znaczenia hiszpańskiego słowa mañana, znaczącego dosłownie: „jutro rano”. Mañana  – jedno słowo, które jest doskonałą obrona przed uzurpacją naszego umysłu – że musimy wszystko zrozumieć i skończyć dzisiaj, teraz. Mañana, czyli jutro też jest dzień. Świat jest Boży a Bóg dokończy objawiać nam sens codziennych zdarzeń w swoim czasie.

Kiedyś napisał:  „Mañana jest dla mnie taką mantrą, która uczy mnie zasypiać nocą uświadamiając, że nie muszę rozumieć wydarzeń tego świata i wydarzeń mojego życia i że tak jest dobrze, bo to wielki akt wiary. Wiary w jutro. Wiary, że historia się nie kończy, a Pan Bóg kolejnego dnia będzie to dzieło kontynuował”… „Dlatego – pisze dalej – Mañana to najpiękniejsza modlitwa wieczorna. Nie mówimy mañana rano, kiedy cały dzień jest w naszych rękach, ale mówimy mañana wieczorem, uznając, że ja nie jestem Bogiem, że świat się jeszcze nie skończył, że jutro Bóg w nowy sposób ukaże, jak małe sensy mieszkają w sensach większych, a większe w tym jedynym Boskim Logosie. Mañana to prośba o cierpliwość w odkrywaniu sensu świata i sensu mojego życia”.

Jakie to medytacyjne – pomyślałem wtedy. Czyż nie tego samego uczy nas także wezwanie, które powtarzamy w ciszy naszych serc w praktyce modlitwy monologicznej!?

Aby zrozumieć sens wydarzeń taki, jakim chce nam go pokazać Bóg trzeba nam wsłuchania się w Słowo. Na początku jest Słowo – mówi nam dzisiaj św. Jan. Na początku zrozumienia jest Słowo! Nie chodzi jednak o rozumienie na płaszczyźnie naszego intelektu a serca. A żeby mogło się to dokonać nasze serce potrzebuje ciszy, milczenia… Bez niej słowo wypowiedziane do nas nie trafia, i nawet jeśli dochodzi do naszych uszu, to jednak nie dociera do serca.

Bóg dziś mówi o sobie, że jest Słowem. Codzienna medytacja to okazja do karmienia się tym Słowem. A z zasłuchania w to Słowo rodzi się przecież i umacnia nasza wiara – przypomni św. Paweł Apostoł [Rz 10,17]

W starych klasztorach monastycznych często możemy zobaczyć obraz zakonnika trzymającego palec na ustach i tak nawołującego nas do zachowania ciszy – silentium. Dla mnie jedną z najpiękniejszych ikon, jakie znam  jest ta, której kopia towarzyszy naszej medytacji – przedstawiającą Chrystusa jako Świętą Ciszę. Po raz pierwszy odkryłem zobaczyłem ją w klasztorze sióstr karmelitanek prawie na końcu świata. Zakochałem się w tej ikonie od pierwszego wejrzenia. Siostra przełożona powiedziała wówczas, że ta ikona, to nie tylko zaproszenie do wejścia w ciszę, ale też symbol światła rozpraszającego ciemności, co na dalekiej północy Norwegii, gdzie przez pół roku mają regularną noc brzmi szczególnie wymownie. I dodała wówczas: „W naszych klasztorach szukamy milczenia, bo milczenie jest sposobem otwarcia się na Słowo, które Bóg wypowiada do każdej i każdego z nas”. 

A Thomas Merton doda: „Nasze dziecięctwo Boże być może najpełniej wyraża się właśnie w milczącym nasłuchiwaniu Słowa i pełnym miłości wpatrywaniu się w Oblicze Jezusa”[Szukanie Boga].

Medytacja oparta na Słowie uświadamia nam, że Bóg wypowiada się w pełni w naszym ludzkim języku, gdy dał Go nam w ludzkim ciele. I jeśli wierzymy, że możemy Boga poznać, to nie ma lepszego sposobu, aby to uczynić, niż przyjąć JEZUSA w Jego słowie”. To słowo wydobywa nas z ciemności, po to, aby przynieść nam swą łaskę „w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia” (Ef 1, 8).

Przez swoje Słowo, które towarzyszy nam w medytacji Bóg wchodzi w bliskość z człowiekiem, w relację przekraczającą po wielekroć nasze oczekiwania. W ten sposób to Słowo prowadzi nas do zrozumienia sensu, które może dokonać się jedynie w wierze i miłości.

I tak jak Janowy Prolog jest kluczem do każdego fragmentu napisanej przez niego Ewangelii, tak też Słowo, w które wsłuchujemy się w ciszy medytacji możemy przyłożyć do najmniejszej części naszego życia, aby zostało napełnione Bożym Życiem i Światłem.

Każde doświadczenie medytacji utwierdza nas, że Słowo Przedwieczne wciąż działa między nami i w nas, kształtując nas – współczesnych uczniów Jezusa Chrystusa. Niech medytacja sprawia, że spotkanie i komunię z tym Słowem będziemy zawsze postrzegali w perspektywie daru i łaski.