Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Uspokój serce przed Bogiem

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Żydzi prześladowali Jezusa, ponieważ uzdrowił w szabat.

Lecz Jezus im odpowiedział: «Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam».

Dlatego więc Żydzi tym bardziej usiłowali Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu.

W odpowiedzi na to Jezus im mówił: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie może niczego czynić sam z siebie, jeśli nie widzi Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili.

Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie pod sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia. (J 5, 17-30)

Jednym z najczęściej pojawiających się w dzisiejszym fragmencie Ewangelii zwrotów jest „życie”. Ten, kto słucha słów Jezusa, „ma życie”, „ze śmierci przeszedł do życia”, „jest ożywiany”, „Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia”, „Syn ożywia tych, których chce”.

To życie możemy rozumieć na wielu poziomach. Najczęściej, gdy czytamy te słowa, na myśl przychodzi nam życie wieczne. Myślimy: fajnie, że kiedyś może będę żył wiecznie, ale póki co, mam swoje życie, swoje sprawy… Muszę jakoś przeżyć tu na ziemi ten kolejny dzień, muszę zadbać o życie moich najbliższych… Myślenie o życiu duchowym schodzi często na plan dalszy a przecież tak nie musi być. Jedno i drugie nieustannie się ze sobą przenikają. Zrozumiał to doskonale św. Paweł, gdy pisał: „W Bogu żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” [Dz 17,28 ]

Mamy tendencję do tworzenia sztucznego podziału pomiędzy naszym życiem a życiem Bożym. Podział na sacrum i profanum. Wynikałoby z tego, że życie oferowane przez Boga stanowi jakąś konkurencję dla naszego życia i naszych spraw. „Panie Boże, wybacz, że nie mam czasu przyjść do Ciebie, ale mam naprawdę dużo do zrobienia”. Takie postępowanie papież Franciszek nazwa „herezją aktywizmu”: liczy się to, ile ja robię, bo na Boga to raczej nie ma co liczyć.

Jakie są owoce takiej filozofii życia? Przede wszystkim nasze przemęczenie, wyczerpanie, sfrustrowanie i „ofiary w ludziach”, których ranimy przez nasze przemęczenie. Chrześcijaństwo nie jest religią „czystego ducha” oderwaną od naszych realiów, ani zbiorem filozoficznych zasad „jak być dobrym człowiekiem” do rozważania po godzinach. Chrześcijaństwo to życie zanurzone w Bogu, z którego mamy sami czerpać i którym mamy się dzielić.

Bóg wie, że mamy ciało, które ma swoje ograniczenia; Bóg wie, że mamy serce, które ma ograniczone pokłady wytrzymałości i duchowych sił, bo przecież sam je stworzył. Jak pięknie ujmuje to św. Jan: „A jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko” [1 J 3,20]. A Jezus dodaje: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”[ Mt 11,28]. Oznacza to, że dopiero spotykając się z Jezusem realnie napełniamy się życiem, mocą, motywacją do działania, regenerujemy swoje siły i to na każdym poziomie: cielesnym, duchowym i psychicznym.

Przeczytałem kiedyś w książce Bruno Ferrero piękne opowiadanie:

Pewien chłopiec chciał przesunąć o kilkadziesiąt centymetrów dosyć duży kamień. Mocował się z nim biedak ładnych parę godzin, próbował wszelkich sposobów, ale wszystko na nic: kamień ani drgnął.

Zrezygnowany i zły przyszedł się wyżalić przed ojcem.

– Mówisz, że wyczerpałeś naprawdę wszystkie sposoby? – powątpiewał ojciec.

 – Naturalnie – odparł malec.

– O, nie – stwierdził spokojnie ojciec – nie próbowałeś jeszcze jednej możliwości: – Nie prosiłeś mnie o pomoc!

Medytacja monologiczna to taka modlitwa, w której uczymy się polegać bardziej na Bogu niż na sobie, na mocy Jego słowa niż na naszej inteligencji; na działaniu Jego łaski niż na własnych wysiłkach. Dobrze, gdybyśmy uczyli się częściej przenosić to doświadczenie na nasze codzienne życie. Może wówczas nasze serca i nasze życie byłyby spokojniejsze.