Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Jak chcemy żyć?

Z Ewangelii według św. Mateusza

Jezu powiedział do swoich uczniów: Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (Mt 6,1-6.16-18).

Na mocy chrztu świętego każda i każdy z nas stał się członkiem wspólnoty Kościoła. Wspólnoty, która od początku swojego istnienia podejmuje zewnętrzne i wewnętrzne środki prowadzące do przemiany serca, myślenia, życia – słowem do radykalnej odnowy zwanej nawróceniem.

Oczywiście dla jednych ta radykalna przemiana będzie rzeczywiście radykalna, bo będzie wymagała przemiany całego sposobu myślenia i życia (podobnie jak w przypadku Szawła, na którego radykalną przemianę wskazuje nawet zmiana imienia na Paweł). Dla innych będzie mniej radykalna, ale zawsze miarą tej zmiany jest to na ile w naszym sposobie myślenia i życia jesteśmy podobni do wzoru, jaki mamy w Jezusie.

Oczywiście chodzi o właściwe interpretowanie tego wzoru. Pięknie pisze o tym patron dnia dzisiejszego św. Brat Albert Chmielowski:

„Inaczej będzie naśladował Jezusa człowiek wykształcony, inaczej robotnik w fabryce, inaczej wdowa, inaczej małżonka a jeszcze inaczej osoba konsekrowana.

Nie byłoby rzeczą właściwą, gdyby biskupi zapragnęli żyć jak pustelnicy, czy jak ludzie żonaci; albo gdyby mąż i ojciec, który ma na utrzymaniu rodzinę spędzał w kościele cały dzień jak mniszka klauzurowa a z kolei mnich, aby wystawiał się na wszelkie pokusy świata nie unikając rozrywek i niepotrzebnych spotkań. Prawdziwe naśladowanie Jezusa musi być dostosowane do naszych sił, charyzmatów i powołań.

Jak uczą tego Ojcowie Kościoła naśladowanie Chrystus, gdy jest prawdziwe i szczere, niczego nie niszczy w życiu (jak Jezus, który nie łamie nadłamanej trzciny i nie gasi ledwie palącego się knota), ale wszystko udoskonala i dopełnia. Kiedy zaś próba naśladowania Jezusa przeszkadza i sprzeciwia się właściwemu powołaniu z pewnością jest ono fałszywe.

Kluczem do naśladowania Jezusa jest pokora serca. Większość problemów człowieka związana jest z brakiem pokory lub złym jej rozumieniem. Okazuje się bowiem, że wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że to, co uważa za pokorę, wcale nią nie jest.”

Ewangelia dzisiejsza zaprasza nas do trzech ćwiczeń, które mają w nas tę pokorę wykształcić:

Jesteśmy zaproszeni do tego, aby podjąć wyrzeczenia – które mają postawić granice naszym nieuporządkowanym pragnieniom (Brat Albert: „Nie chciejmy się niepokoić, bo dobrego Ojca mamy, który ma w ręku wszystko, aż do najdrobniejszych szczegółów. Po co więc się niepokoić, wszak Bóg w nas, a my w Nim, a poza tym wszystko takie mało znaczące).

.

By podjąć modlitwę – która ma podtrzymywać naszą intymną więź z Bogiem (Brat Albert: „Zjednoczenie z Bogiem jest ważniejsze od wszelkich innych obowiązków”).

Wreszcie do jałmużny – czyli wyzwalania się z okowów naszego ego, wychodzenia poza skupienie na sobie i dostrzeganie potrzeb innych (zarówno tych duchowych jak i materialnych), a Brat Albert doda: „Powinno się być dobrym jak chleb, powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny.”

Nie można iść za Jezusem nie chcąc zgodzić się, aby On przemieniał nasze serca na podobieństwo do swojego Serca.

„Bóg chce być Bogiem ludzkiego serca. Bóg chce przed nami otworzyć swój skarbiec – swe Serce – i chce abyśmy i my nasze serca przed Nim otworzyli.” -pisze Brat Albert do swoich duchowych dzieci.

Czy nie jest to piękna metafora medytacji monologicznej?

Oby ta praktyka modlitwy upodabniała nas do tego, w którego w tej praktyce się wsłuchujemy i którego przyzywamy.

Na koniec wisienka na torcie z nauczania Brata Alberta: Nie szukajmy idealnych komentarzy do Ewangelii. Pytajmy raczej siebie: Jakim komentarzem do Ewangelii jest moje życie?

Prawo miłości

Z Ewangelii według św. Mateusza

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim” (Mt 5, 17-19).

„Droga do Królestwa Niebieskiego wiedzie przez dwie postawy. Pierwszą z nich jest poznanie, drugą – ugruntowanie” – pisał św. Efrem Syryjczyk, którego liturgiczne wspomnienie przypadało wczoraj.

Co mamy poznawać? Prawo Boże. Ale nie chodzi o prawo w znaczeniu przepisów, przykazań, zasad etc. Chodzi o prawo określone jednym słowem: Caritas – Miłość. W tej jednej postawie streszcza się całe prawo, tak, że św. Augustyn może powiedzieć: „Kochaj i czyń co chcesz!”

Łatwo powiedzieć. Gorzej z wypełnieniem, co wiemy z praktyki. Gdyż nie chodzi o jakąkolwiek miłość, ale o taką, której wzór mamy w największym nauczycielu miłości, jakim dla nas jest Jezus.

I tu często zaczynają się schody. Bo mamy świadomość, jak wiele jest w nas deficytów miłości. Nosimy w sobie taki obraz miłości , jakiej doświadczyliśmy i jakiej nas nauczono w domu, w szkole, w środowisku, w którym dorastaliśmy… A wiemy, że nie były one pod tym względem doskonałe.

I ta świadomość naszej ubogiej, niedoskonałej i egoistycznej miłości to – jak napisze św. Efrem Syryjczyk – jeden z elementów wspomnianego poznania. A jednocześnie punkt wyjścia do tego, żeby chcieć uczyć się miłości od Jezusa. Tej miłości, na którą wskazuje Jezus gdy pyta Piotra: „Piotrze czy ty mnie kochasz?”  Ale czy kochasz mnie nie jakąkolwiek miłością, ale tą miłością AGAPE. Miłością, o której Jezus powie, że „Nie ma większej miłości niż takiej, która gotowa jest oddać życie za przyjaciół”.

I wtedy, gdy Jezus zadaje Piotrowi to pytanie, Piotr wiedział, że nie potrafił kochać taką miłością, ale jednocześnie chciał się nauczyć od Jezusa tak kochać. I dlatego pozwolił się poprowadzić droga tej miłości. Drogą nie tyle wypełniania Prawa, przykazań, ale drogą uczynienia całego życia wyrazem Miłości. Agape to życie, które jest wyrazem Miłości. A uczenie się tej sztuki jest – jak pisze dalej Efrem Syryjczyk – drogą serca. Przychodzi bardziej przez łaskę i zrozumienie niż przez teoretyczną wiedzę. Przychodzi przez to, że pozwalamy się ogarnąć i przeniknąć miłością Jezusa niż przez nasze chęci wyuczenia się jej.

Jak ujął to św. Jan: „Bóg jest miłością, kto trwa w miłości trwa w Bogu a Bóg trwa w nim.”

Praktyka medytacji monologicznej jest niczym innym jak trwaniem w Bożej miłości. Jest zgodą, aby ta miłości przez moc słowa i łaski, które jej towarzyszą przemieniała nas wewnętrznie. To wiedza, której nie da się ogarnąć umysłem, bo ona wymyka się naszemu poznaniu intelektualnemu. To wiedza, która wykracza poza słowa, którą przyswaja się sercem. To mądrość – napisze św. Efrem – pochodząca nie z głowy, co przede wszystkim z serca. Jest mądrość wynikająca z wiedzy i jest mądrość wynikająca z praktyki czyli z tego, że coś przestaje być dla nas tylko zewnętrznym doświadczeniem, a staje się czymś moim, własnym – zjednoczeniem z Bogiem: Ja trwam w Nim a On we mnie i to nam wystarczy… Reszta jest owocem tego trwania. Jest owocem, zjednoczenia mojego ludzkiego serca z sercem Boga. Jest owocem, zjednoczenia mojej ludzkiej myśli z myślą Boga. Jest owocem zjednoczenia mojego ludzkiego spojrzenia ze spojrzeniem Boga. Jest owocem zjednoczenia mojej ludzkiej woli z wolą Boga.

To w ten sposób – jak pisze św. Efrem –  ugruntowujemy nasze poznanie i pozwalamy, aby przekładało się na konkretne postawy życiowe.

A Merton doda: „To zgoda na prowadzenie nas przez Ducha Świętego, który jest właśnie miłością. Nie wiem jak to się dzieje, ale wiem że pewnego dnia odkrywam, że ta miłość nadaje sens mojemu życiu i staje się motorem moich codziennych wyborów, choć wciąż nie do końca rozumiem, jak to się dzieje. Bóg jest miłośnikiem procesu. Pozwala nam błądzić, jest przy tym z nami. Towarzyszy nam, nie odrzuca nas nawet wtedy, gdy jesteśmy pogubieni, choć my sami być może tego jeszcze nie zauważamy. Nie mówmy więc do Boga: jeszcze nie umiem wszystkiego, żeby móc się zaangażować w to, czy tamto. Miejmy zaufanie do Boga, że w drodze nauczymy się najwięcej. O ile pozwolimy Mu się poprowadzić. On zatroszczy się o nasze poznanie, o nasze zrozumienie i nasze dorastanie. Dajmy Mu tylko szansę godząc się na to, do czego nas dziś zaprasza.” [T. Merton, Mistyka chrześcijańska]

Bóg w sercu

Z Ewangelii według św. Marka

Przyszli do Jezusa saduceusze, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i pytali Go w ten sposób: „Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: „Jeśli umrze czyjś brat i pozostawi żonę, a nie zostawi dziecka, niech jego brat pojmie ją za żonę i wzbudzi potomstwo swemu bratu”. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy pojął żonę, a umierając, nie zostawił potomstwa. Drugi ją pojął za żonę i też zmarł bez potomstwa; tak samo trzeci. I siedmiu ich nie zostawiło potomstwa. W końcu po wszystkich umarła także kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc, gdy powstaną, którego z nich będzie żoną? Bo siedmiu miało ją za żonę”. Jezus im rzekł: „Czyż nie dlatego jesteście w błędzie, że nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej? Gdy bowiem powstaną z martwych, nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie w niebie. Co się zaś tyczy umarłych, że zmartwychwstaną, to czy nie czytaliście w księdze Mojżesza, tam gdzie mowa o krzewie, jak Bóg powiedział do niego: „Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba”? Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych. Jesteście w wielkim błędzie”(Mk 12, 18-27).

Możemy się dziwić saduceuszom, którzy wymyślają zagadki i mają nadzieję przyłapać Jezusa na nielogiczności czy błędzie. Ale wydaje się, że każdy z nas zdążył już stworzyć swoją własną zagadkę, w której Bóg jest… bezradny.

Mamy np. swoje własne teorie i schematy myślenia, w których kończy się Boża moc i możemy liczyć już tylko na siebie. Wydaje się, że jednym z takich schematów myślowych jest przekonanie o tym, że szczęście to przyjemność, to doznawanie przyjemnych stanów a zarazem unikanie różnych przykrości czy zaskakującyh sytuacji. Jakże często modlimy się do Boga o ten dobrostan w naszym życiu. Z jednej strony nie ma w tym nic złego. Z drugiej strony jeśli nasza wiara koncentruje się przede wszystkim na szukaniu Boga dla własnej korzyści, to jednak coś poważnie nie gra w naszym wyobrażeniu Boga. Dla Boga bowiem szczęście = zbawienie. I temu celowi podporządkuje wszystko i chce żebyśmy i my to chcieli uczynić.

Jezus pokazuje saduceuszom, że rozwiązaniem sytuacji bez wyjścia, którą przedstawili jest zrezygnowanie z własnego systemu odniesienia, który sobie stworzyli.

Jezus natomiast pokazuje im i nam, że ziemska rzeczywistość kieruje się innymi regułami niż ta duchowa czy wieczna: Tam będziemy „jak aniołowie w niebie”.

Może warto dziś przyjrzeć się swoim schematom myślowym, których centrum i punktem odniesienia jesteśmy my sami. Zwłaszcza tym, w których nie pozwalamy Bogu być Bogiem i Panem całej rzeczywistości. Jak słusznie ujmuje to ojciec Rohr: „Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo a my odwdzięczamy się Mu tym samym” [Prostota. Sztuka odpuszczania]

I zachęca byśmy zobaczyli jak zmieni się nasze patrzenie na świat, gdy Bóg znów odzyska centralne miejsce w naszym sercu i życiu.

To właśnie dlatego praktyka medytacji monologicznej jest tak owocna praktyką: uczy nas porzucania schematów myślowych, naszych wyobrażeń i oczekiwań na rzecz całkowitego zawierzenia prowadzeniu przez Boga i Jego łasce.

To własnej medytacja monologiczna pozwala na to, aby bóg z Jego słowem zajął centralne miejsce w sercach medytujących i by uczył nas swojego sposobu myślenia i patrzenia na rzeczywistość.

Agere contra

Słowa Ewangelii według Świętego Marka

Uczniowie byli w drodze, zdążając do Jerozolimy. Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili; ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni. Wziął znowu Dwunastu i zaczął mówić im o tym, co miało Go spotkać:

«Oto idziemy do Jerozolimy. A tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie».

Wtedy podeszli do Niego synowie Zebedeusza, Jakub i Jan, i rzekli: «Nauczycielu, pragniemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy».

On ich zapytał: «Co chcecie, żebym wam uczynił?»

Rzekli Mu: «Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie».

Jezus im odparł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?»

Odpowiedzieli Mu: «Możemy».

Lecz Jezus rzekł do nich: «Kielich, który Ja mam pić, wprawdzie pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale dostanie się ono tym, dla których zostało przygotowane».

Gdy usłyszało to dziesięciu pozostałych, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich:

«Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu». (Mk 10, 32-45)

 

Zaczniemy dzisiejsze wprowadzenie od opowiadanie pt. „O psałterzu i służeniu” zaczerpnietego z życia św. Franciszka:

Jeden z braci prosił Św. Franciszka z Asyżu, aby mógł posiadać psałterz. Franciszek nie pozwolił, argumentując w ten sposób:

– Jeżeli będziesz miał psałterz, przyjdzie ci ochota na brewiarz, mając brewiarz, zajmiesz miejsce w stallach jak wielki prałat, do swojego zaś brata powiesz: przynieś mi mój brewiarz

Ta historia ilustruje mechanizm, którym kierują się uczniowie z dzisiejszej Ewangelii. Jezus mówi im o cierpieniu, które Go spotka. Oni chcą czegoś przeciwnego: chwały, władzy, bezpieczeństwa, wywyższenia.

Mimo upływu czasu uczniowie Jezusa pozostają tacy sami.  My także. Nasza skażona grzechem natura, wciąż dąży do szczęścia na własną rękę. Bywa, że do jego osiągnięcia chętnie posłużyli byśmy się Bogiem, ale pod warunkiem, że uczyni to, czego my chcemy.

Stanowiska i władza mają to do siebie, że potrafią oddzielić nas nie tylko od innych ludzi, ale także od samych siebie. Ciężko dostrzec tych, którzy są na dole i zrozumieć ich realne potrzeby nie tylko finansowe, ale przede wszystkim duchowe. Patrzenie na kogoś z góry (oceniająco) oddala nas od siebie. Nie jesteśmy już wtedy dla siebie bliźnimi, ale cenzorami i wrogami…

Jezus uczy nas, że dziś mamy, a jutro już nie naszą władzę (nie ważne czy chodzi o władze rodziców nad dziećmi, czy władze przełożonego w firmie, czy biskupa, proboszcza lub lidera jakiejś wspólnoty w kościele). Warto pochylić się nad tymi, którzy tej władzy nie mają. Zrozumienie i zaradzanie potrzebom innych nadaje sens naszej służbie drugiemu, bo tylko wtedy wykonujemy dobrze to, do czego zostaliśmy powołani…

Im większą masz władzę, tym większą musisz mieć cierpliwość – mawiał Seneka Młodszy.

Franz Jalics współczesny uczeń św. Ignacego Loyoli zwraca uwagę w swoich „Rekolekcjach kontemplatywnych”, że drogą do naszego uświęcenia jest droga, która można by określić – za św. Ignacym – jako drogę ćwiczeń duchowych  określanych mianem agere contra (z łac.) – czyli drogę działania przeciw swoim słabościom:

A sam św. Igancy radzi: „w czasie pocieszenia łatwo i lekko jest oddawać się kontemplacji przez pół godziny, natomiast w czasie strapienia jest bardzo trudno wytrwać w niej do końca. I dlatego medytujący powinien zawsze trwać na modlitwie nieco dłużej ponad trzydzieści minut, a to w tym celu, żeby działać przeciw strapieniu i przezwyciężyć pokusy. Trzeba się bowiem przyzwyczaić nie tylko do tego, żeby stawiać opór przeciwnikowi, ale nadto żeby go powalić na ziemię” (Ćwiczenia duchowe, 13).

Niech zatem praktyka medytacji będzie takim ćwiczeniem duchowym, któremu jesteśmy wierni w codzienności, abyśmy – mówiąc słowami św. Pawła: „potrafili i trudności znosić i obfitować”.

Droga jedności

Z Ewangelii według św. Jana

W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami: Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się spełniło Pismo Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie (J 17,11b-19).

 

Jezus modli się o naszą jedność z Bogiem, tak, jak On jest jedno z Ojcem. Podstawą naszej jedności z Bogiem jest wiara i miłość. „Jest wielu, którzy wierzą w Boga, ale nie każda wiara owocuje więzią miłości a tym samym  jednością.” – pisał kiedyś wybitny teolog Hans Urs von Balthasar

Bóg ryzykuje niezwykle wiele przedstawiając się przez swego Syna, jako nasz dobry Ojciec. Przecież w naszym życiu nie brakuje cierpienia: psychicznych traum wynikających z niedobrych doświadczeń z naszymi Ojcami. A te doświadczenia podświadomie przenosimy na Boga, których chce byśmy nazywali Go i traktowali jak Ojca.

Jezus dziś modli się o naszą wiarę w Boga, który jest dobrym Ojcem – ale nie sposób nie zauważyć, że Bóg mówi dziś do nas o swojej wierze w nas. Mówi dziś: wierzę, że mimo wszelkich cierpień spowodowanych przez innych, przez własną słabość czy nieumiejętność lub takich, których przyczyny nie da się jednoznacznie wyjaśnić – wierzę, że wbrew temu wszystkiemu odkryjesz mnie jako Twojego dobrego Ojca.

Nie jesteśmy pierwszymi, którzy zmagają się z tym duchowym problemem.

Do tego zmagania odwołuje się pośrednio św. Paweł, gdy pisze: „Teraz polecam was Bogu i Jego słowu łaski. Ono może was umocnić i udzielić wam dóbr przeznaczonych dla wszystkich świętych”. Te słowa mogą być mottem naszej przemiany.

Słowo Boga jest słowem łaski. Łaska to dar udzielany człowiekowi przez Boga, a który nie jest związany z żadną zasługą – a więc otrzymywany całkowicie darmo, bezinteresownie i w sposób niezasłużony czyli niezależny od naszych wysiłków. W ten sposób św. Paweł tłumaczy, że istnieje dobry Ojciec, który nie liczy, nie sprawdza jak wydałeś, nie rozlicza, ale codziennie na nowo obdarza łaską, wręcz trwoni ją dla nas – Ten, który Ci nam, wierzy w nas i nie tylko nas kocha, ale co więcej bardzo nas lubi. Takiemu Ojcu łatwiej zaufać!

„Zgoda na działanie w nas Słowa Bożego,  to praca w czasie. – pisał kiedyś Merton. Byś był mocny duchowo, nie musisz opierać się na sobie, ale masz pozwolić, by Bóg wykonał w Tobie swoje dzieło. Masz się zgodzić na Jego działanie w Tobie. Twoja najważniejsza decyzja, która pomoże Bogu pracować owocnie w Tobie to ta: „Dobry Ojcze, pozwalam Ci kochać mnie takim/taką jakim/jaką jestem.

Kiedy decydujemy się na taką czystą wiarę niezależną od wewnętrznych odczuć często poczucie bycia kochanym, ważnym dla Boga z czasem przychodzi i dogania naszą wiarę.” [Thomas Merton, Szukanie Boga]

W praktyce medytacji każda i każda z nas jest obdarzony łaską – za darmo. Bóg okazuje swoją moc w Tobie. I zaprasza Cię do wiary i miłości, która jest postawą, a nie odczuciem. Która jest fundamentem relacji z Nim

Podążajmy w ciszy za Słowem. Niech ono prowadzi nas przez moc działania Ducha Świętego w tej modlitwie do jedności z Ojcem.