Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Współuczestnictwo

Z Ewangelii według św. Mateusza.

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie (Mt 11,25-30).


Przeżywamy dziś w kościele święto św. Katarzyny Sieneńskiej – patronki a właściwie współ-patronki Europy (obok św. Benedykta i kilku innych zacnych postaci).

Przewodnim tematem dzisiejszych czytań jest największy dar, jakiego Bóg nam udziela – dar więzi.

W pierwszym czytaniu zostaje on nazwany „współuczestnictwem”. Za tym tajemniczym słowem kryje się pragnienie wzajemnego uczestniczenia obu stron w swoim życiu. Bóg chce być uczestnikiem naszego życia.

Św. Katarzyna ze Sieny, patronka dnia dzisiejszego pisze: „Bóg będąc światłością chce nią obdarzać nas, którzy mamy tendencję do trwania w ciemnościach. Bóg nie odtrąca nas widząc nasze ciemności. Wręcz przeciwnie – przychodzi z darem światła przebaczając nasze grzechy. Bóg mówi wprost do każdego z nas: «Twoje życie jest moim życiem». I na odwrót: «Zapraszam Cię do tego, aby moje życie było Twoim»”.

Do nas należy zgoda na współuczestniczenie w życiu Boga. To uczestnictwo w życiu Boga, który jest Trójcą Osób Boskich, które rozpoczęło się w chwili naszego chrztu  daje nam siłę i łaskę do tego, aby uczyć się żyć miłością, której źródło i wzór mamy w Bogu, który jest Miłością. Miłość Boga uczy nas jak przekraczać siebie, by wychodzić ku drugiemu i aby w ten sposób odnajdywać szczęście w tworzeniu właściwych relacji z innymi: czyli takich, w których my ofiarowujemy dobro innym, jak i przyjmujemy to dobro, które inni chcą nam ofiarować.

Dzisiejsza Ewangelia mówi o wzajemnej wymianie: „Przyjdźcie do mnie, a Ja was pokrzepię”. Przestrzenią, w której pozwalamy Mu na to jest medytacja, Eucharystia… Za każdym razem, kiedy pozwalamy Mu na to, aby On nas przenikał swoją obecnością stajemy się zdolni by pokrzepiać innych, tą mocą, którą najpierw pozwoliliśmy, abym On pokrzepił nas.

Jezus pięknie wyraził tę myśl w rozmowie z dzisiejszą patronką dnia św. Katarzyną ze Sieny zapraszając ją do wzajemnej troski o siebie: „Ty zajmij się Mną, a Ja zajmę się tobą”. Wszyscy jesteśmy zaproszeni, aby stać się uczestnikami tej rzeczywistości. Na tym polega bycie chrześcijaninem.

Chleb życia

Z Ewangelii według św. Jana 

Odpowiedział im Jezus: «Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał.

Jest wolą Tego, który Mię posłał, abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym».(J 6,35-40)

Tematem przewodnim Ewangelii ostatnich dni jest chleb. A wszystko zaczęło się od przywołanego przez św. Jana rozmnożenia chleba (Ewangelie tę słyszeliśmy w piątek). Do tego wydarzenia odwołuje się także doświadczenie uczniów idących do Emaus, którzy rozpoznają Jezusa właśnie przy łamaniu chleba. I teraz przez kolejne dni ten motyw chleba wraca.

Ewangelia uświadamia nam, jak bardzo martwią Boga nasz głód i nasze pragnienie. Jak więc możemy sądzić, że Bóg jest obojętny na nasze cierpienie? Co więcej, zbyt często wzbraniamy się przed wiarą w czułą miłość Boga, którą obdarza każdego z nas. Ukrywając samego Siebie w Eucharystii, Bóg ukazuje, jak wielką drogę jest w stanie pokonać, aby zaspokoić nasze pragnienie i nasz głód.

Jezus jednak chce, abyśmy nie zatrzymywali się jedynie na tym głodzie fizycznym, gdyż dla Niego najważniejszy z perspektywy człowieka wiary jest głód i pragnienie życia wiecznego.

Fizyczny głód i pragnienie są jedynie pewnym obrazem innego pragnienia, które człowiek w sobie nosi. Stąd we wszystkich religiach tak ważne znaczenie w wymiarze duchowym ma głód. Bo kiedy przestajemy się skupiać jedynie na zaspokajaniu naszych doczesnych potrzeb, wówczas jest szansa, że dostrzeżemy ten największy głód, który człowiek nosi w sobie i które jedynie Chrystus może zaspokoić. Jezus nazywa ten głód wprost: «To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne» (J 6,39).

Jak często szukamy namiastek, które mają zaspokoić nasz głód a potęgują jeszcze większe pragnienie. I to zarówno w wymiarze fizycznym, jak i duchowym. Potrafimy nawet doświadczenie wiary uczynić narzędziem zaspokajania naszych doczesnych głodów, albo posługiwania się Bogiem dla realizacji naszych własnych planów. Taką postawę nie dalej jak przed dwoma tygodniami potępił papież Leon odnosząc ją wprawdzie do świata polityki, ale przestrzegając przed pokusa posługiwania się Bogiem dla osiągnięcia własnych, utylitarnych celów.

Stąd to pytanie Jezusa, które pada już na początku Jego działalności wobec uczniów, którzy za Nim idą: „Czego szukacie?” I jest to pytanie, które także nam winno towarzyszyć w naszej duchowej podróży: „Czego szukam w wierze?” „Dlaczego idę za Jezusem?” „Dlaczego siadam codziennie do medytacji?”

Wbrew pozorom okazuje się, że szukanie życia wiecznego nie zawsze jest na pierwszym miejscu wśród motywacji, które towarzyszą naszej praktyce wiary. A z perspektywy Jezusa powinno być! Wszystko inne jest ulotne. Jest Hewel – jak pisze o. Pałys.

Dobrze zatem jest nieustannie oczyszczać nasze motywacje przychodzenia do Jezusa w medytacji, w Eucharystii, po to by widzieć w nich przede wszystkim zaspokojenie naszego duchowego głodu i aby widzieć je podobnie jak i całe nasze życie już teraz jako część życia wiecznego, do którego jesteśmy powołani.

Czy potrafimy siadając do codziennej medytacji zobaczyć, że jest ona cząstka naszego życia wiecznego. A z tej perspektywy szansą oderwania się i odpocznienie od ciągłego przymusu zaspokajania naszych doczesnych głodów a nawet od naszego zabiegania wokół samych siebie, które pochłania na co dzień tyle czasu i energii, które moglibyśmy przeznaczyć na rzeczy ważniejsze.

 Jak pisał Merton: „Bóg nas przeznaczył do czegoś większego, ale to czym jest to „WIĘCEJ” możemy odkryć tylko przez trwanie w zażyłej relacji z Jezusem, aby nie zamienić tego na jakieś namiastki.” [Chleb żywy]

Nikodem

Z Ewangelii według św. Jana

Jezus powiedział do Nikodema: Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego; każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu (J 3, 16-21).

Od poniedziałku towarzyszy nam Ewangelia relacjonująca spotkanie Nikodema z Jezusem. Piękna i bardzo głęboka to rozmowa, która może być dla nas samych lustrem, w którym przegląda się nasza wiara. Przez dwa ostatnie dnie Jezus wskazywał Nikodemowi na konieczność powtórnego narodzenia się i otwarci na Ducha Bożego, którego działanie Jezus porównuje do nieuchwytnego wiatru. Chce w ten sposób podprowadzić Nikodema do wiary w Jezusa  nie tylko jako Mesjasza – bo za takiego Nikodem uznaje Jezusa – ale jako Syna Bożego.

Jest takie przysłowie: „Jeśli nie wiesz, dokąd chcesz dojść, to nigdy tam nie trafisz”.

Żyjemy w czasie, gdy wiatr historii co chwilę zmienia kierunek. Gdy zdania, komentarze, opinie są zmienne niczym prognoza pogody. Gdy liczą się szybkość reakcji i podbijanie emocji, a nie fakty i prawda.

Sztuką jest dzisiaj nie pędzić za wszystkim i wszystkimi, ale zatrzymywać się co chwilę i pytać: o drogę i jej cel. Szukać kogoś, kto będzie dla mnie drogowskazem. Kogoś, kto wie, co mówi, oraz kto mówi o tym, czego sam doświadczył i co zobaczył. Kto nie powtarza cudzych opinii, ale świadczy o własnym życiu. Nocna rozmowa Jezusa z Nikodemem jest właśnie o tym. O poszukiwaniu sensu życiowej drogi.

Do tej nocnej rozmowy z Nikodemem można porównać naszą praktykę medytacji. Pozwala nam zatrzymać się w biegu życia, usiąść w obecności Jezusa i karmić się Jego słowem i łaską a przy tym prawdą i mądrością, której źródłem jest Jezus.

Jezus chce uzmysłowić Nikodemowi i nam, że do prawdziwego nawrócenia nie wystarczy zmiana życia, nie wystarczy zmiana światopogląd. Tu trzeba narodzić się na nowo. Z Bożego Ducha. I pozostać temu Duchowi i Jego prowadzeniu wiernym w codziennym życiu. W przeciwnym razie może okazać się, że sprzeniewierzamy się temu, czym był nasz chrzest.

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy, że Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne.

Słowo Boże i otwartość na Ducha dają nam gwarancję tego, że nie zagubimy się; nie zginiemy pod presją świata. Oczywiście to opowiadanie się po stronie Jezusa wymaga z naszej strony wysiłku woli, mobilizacji naszej wewnętrznej wolności, by opowiedzieć się po stronie życia, zmartwychwstania, po stronie cierpliwości i wytrwałości w dobrym, wytrwałości w modlitwie. Każdy z nas ma do stoczenia swoje wewnętrzne walki. A wygrać je możemy tylko przy pomocy Bożej łaski!

W drodze z Jezusem

Z Ewangelii według św. Łukasza

W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze? Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało. Zapytał ich: Cóż takiego? Odpowiedzieli Mu: To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli. Na to On rzekł do nich: O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały? I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił. Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba. (Łk 24,13-35)

Jest coś ogromnie pocieszającego w tym, że ktoś nie potrafi jeszcze rozpoznać Jezusa, a jednak może się z Nim spotkać naprawdę. To właśnie do tej perspektywy odwołuje się nauczanie Soboru Watykańskiego II o powszechności zbawienia, które w deklaracji soborowej Nostra Aetate mówi o możliwości spotkania z Chrystusem tych wszystkich, którzy autentycznie podążają droga wiary własnych tradycji religijnych.

Bo prawda, którą przypomina nam dzisiejsza Ewangelia jest taka, że to Chrystus wychodzi naprzeciw człowiekowi. Do Niego należy inicjatywa spotkania z człowiekiem. A człowiek może jedynie na to pragnienie Jezusowego serca odpowiedzieć lub nie.

Przejmująco skomentował to św. Augustyn: „Boję się, że gdy Chrystus będzie przechodził obok mnie i ja Go nie zauważę, On już może nie wrócić”.

Dlatego powinniśmy dbać o wyrabianie w sobie tej wrażliwości serca na Chrystusa, których przechodzi przez nasze życie. Bez wątpienia takiej wrażliwości na obecność Boga uczy nas medytacja. Bo przecież jest to praktyka, w której godzimy się na to, aby sam Jezus kształtował nasze serca przez słowo i łaskę.

Niezwykłe jest również to w wymowie tej dzisiejszej Ewangelii, że mogę nawet uciekać od mojego życia, podobnie jak uczynili to uczniowie idący do Emaus. I właśnie na tej swojej drodze ucieczki spotkali Jezusa. Ważnej jest jednak nie sam fakt, że człowiek od czegoś ucieka, ale to czy potrafi wyjść naprzeciw Jezusowi, tak jak On wychodzi naprzeciw nam.

Uczniowie idący do Emaus wyszli Mu naprzeciw, i to na dwa sposoby. Z uwagą i wiarą słuchali słowa, kiedy Jezus do nich mówił  a następnie wyszli naprzeciw Jezusowi przez swoją gościnność. Gdyby nie ta ich gościnność, Jezus poszedłby dalej, a oni w ogóle nie wiedzieliby, że się z Nim spotkali.

Bardzo podobny epizod opisany jest w Księdze Rodzaju, gdy Abraham udziela gościny trzem nieznajomym, udzielając tym samym gościny samemu Bogu.  

Św. Grzegorz Wielki, zachwycając się tą gościnnością uczniów z Emaus, powiada: „To nie przypadek, że uczniowie nie rozpoznali Jezusa, kiedy słuchali Jego nauki. Rozpoznali Go dopiero wtedy, kiedy Jego naukę zaczęli wypełniać”. Tak jest i dzisiaj. Największą szansę na to, żeby spotkać się z żywym Jezusem, mają ci, dla których przykazanie miłości jest naprawdę regułą ich życia.

Bezwarunkowy dar wolności

Z Ewangelii według świętego Mateusza

Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam. A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać. W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali Paschę do spożycia? On odrzekł: Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka, i powiedzcie mu: Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie chcę urządzić Paschę z moimi uczniami. Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę. Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu . A gdy jedli, rzekł: Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was mnie zdradzi. Bardzo tym zasmuceni zaczęli pytać jeden przez drugiego: Chyba nie ja, Panie? On zaś odpowiedział: Ten, który ze Mną rękę zanurza w misie, on Mnie zdradzi. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził. Wtedy Judasz, który Go miał zdradzić, rzekł: Czy nie ja, Rabbi? Odpowiedział mu: Tak jest, ty (Mt 26, 14-25).

Każdy z nas został obdarzony przez Stwórcę wielkim darem: darem wolności. Bóg nie dał go nam warunkowo. To nie jest tak, że możemy z niego korzystać do chwili, gdy… nie będziemy się mylili. Nie! Bóg dał nam go w sposób bezwarunkowy. Bo taka jest natura miłości. A to oznacza, że możemy tę wolność wykorzystać także przeciwko… Bogu.

Oczywiście często zapominamy, że wykorzystując naszą wolność przeciwko Bogu, wykorzystujemy ja przede wszystkim przeciwko sobie. Judasz to zrozumiał. Niestety trochę za późno.

Czasem ktoś docieka ile to było te „30 srebrników”, za które Judasz sprzedał Jezusa. W tamtych czasach była to cena wykupu jednego niewolnika. Jezus zatem zostaje sprzedany jak niewolnik. To bardzo symboliczne. Wcześniej jak pamiętamy jako niewolnik został sprzedany Józef przez swoich braci w Starym Testamencie. Jezus nie tylko wpisuje się w tę historię zbawienia. On ją pisze wraz z Ojcem. Tamto – starotestamentalne – sprzedanie Józefa do Egiptu Bóg uczynił drogą do uratowania rodu Jakuba. W tym wypadku także będzie to prowadziło do uratowania człowieka.

Postawa Judasza z dzisiejszej Ewangelii chce być jednak dla nas przestrogą. Owszem Bóg potrafi wyprowadzić dobro nawet z naszych złych decyzji, ale Ewangelia dzisiejsza każe nam zadać sobie pytanie czy i dziś łatwo nie przychodzi nam sprzedawać Jezusa za „trzydzieści srebrników lichego luksusu”, czy sprzedawać naszej wiary w Niego za cenę lęku przed opinią innych!?

Bóg mógłby ingerować za każdym razem, gdy popełniamy błędy, gdy źle wykorzystujemy nasza wolność. Ale nie chce tego robić! Co nie znaczy, że jest na nasze wybory obojętny – jak sadzą niektórzy. W zamian daje nam bowiem sumienie, które jest Jego głosem w nas i działa trochę jak duchowy GPS podpowiadając: „Czyń dobro, unikaj zła!”. Mogę go posłuchać, mogę go zignorować. Ten duchowy GPS miał w sobie także Judasz, choć go zagłuszył.

Bóg nie chce ręcznie sterować naszym życiem! W zamian za to kieruje do nas swoje słowo miłości. Uczymy się w nie wsłuchiwać w praktyce codziennej medytacji, aby również łatwiej je usłyszeć, gdy mówi do nas w gwarze codziennego życia. Medytacja ma w nas wyrabiać wrażliwość na to słowo, żeby nie pozwolić, aby głos świata je zagłuszył, tak jak zagłuszył je w sercu Judasza.

Na tym też polega nasze nawracanie się, które jest przechodzeniem od myślenia światowego ku Bożemu sposobowi myślenia; jest naszą odpowiedzią na Boże słowo i Bożą wolę, na która my odpowiadamy z wolnej, nieprzymuszonej i niesterowanej woli. A odpowiedź ta za każdym razem zaczyna się w naszych sercach.