Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Zmartwychwstały, niewiasty i my

Gdy anioł przemówił do niewiast, one pośpiesznie oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i pobiegły oznajmić to Jego uczniom.

A oto Jezus stanął przed nimi, mówiąc: «Witajcie!» One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: «Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech udadzą się do Galilei, tam Mnie zobaczą».

Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: «Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdy spaliśmy. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu».

Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami, i trwa aż do dnia dzisiejszego. (Mt 28, 8-15)

Przez najbliższy tydzień będziemy słuchać Ewangelii o spotkaniach ze Zmartwychwstałym. To także nasze spotkania, które dokonują się za każdym razem, gdy jesteśmy na Mszy świętej.  A przeżyte z wiarą pozwalają nam sobie ciągle na nowo uświadamiać, że tylko ze spotkania ze Zmartwychwstałym pochodzi to, co w Kościele i w życiu chrześcijanina żywe i atrakcyjne.

Dzisiaj święty Mateusz przedstawia nam jedno jedyne zmartwychwstanie w historii świata i dwie perspektywy jego przyjęcia – wierzących i pogan.

Ile zamieszania robią kobiety! Po rozmowie z aniołem biegną z entuzjazmem do zatrwożonych uczniów. Oni jeszcze nie wiedzą. Kobiety chcą się podzielić dobrą wieścią. Ich wiara znalazła swoje wypełnienie.

Inaczej jest z żołnierzami. Są w drodze do miasta. Idą ciężkim krokiem, z niespokojnym sercem. Co z nimi będzie? Zadanie nie zostało wykonane, grób jest pusty. Może da się jeszcze wszystko naprawić? Nie wiedzą, co robić, co myśleć. Potrzebują rady. Na szczęście przełożeni synagogi przychodzą im w sukurs swoim pomysłem o wykradzeniu ciała Jezusa z grobu przez Jego uczniów.

Tymczasem Jezus przychodzi w ciszy. Staje pewnie na wyzwolonej ziemi, która należy już do Niego. Jak niegdyś Bóg przemawiał z całą mocą w delikatnym powiewie (1 Krl 19, 12), tak zwycięski Chrystus wielokrotnie będzie stawał przez kobietami, albo przed uczniami i mówił: „Witajcie!”.

Gdy zderzamy się z rzeczywistością, która przekracza nasze wyobrażenie, potrzebujemy czasu, aby ją zrozumieć. Unosimy wysoko brwi, z niedowierzaniem potrząsamy głową. Sprawdzamy, czy to, co zobaczyliśmy, jest prawdą. Narastająca radość spełnionej nadziei miesza się z lękiem, by nie doznać zawodu. Zmartwychwstanie Jezusa jak żadne inne wydarzenie zasługuje na takie zdumienie. Liturgia Kościoła odpowiada na nasze ograniczenia, bo nawet jako ludzie wiary potrzebujemy czasu, żeby nadążyć za tajemnicą ostatnich dni. Dlatego świętujemy oktawę wielkanocną, upewniając się wciąż, że grób jest pusty.

Nie śpieszmy się! Dopóki nasze oczy nie ujrzą Zmartwychwstałego w wieczności, dopóty zawsze, gdy ogarną nas wątpliwości możemy spotykać Go żywego  w Eucharystii.

Czy jednak sformułowanie: „spotkać Zmartwychwstałego” nie jest pobożnym frazesem? Czy doświadczenie religijne towarzyszące Eucharystii, nawet najpiękniejsze i najbardziej pobożne można w jakikolwiek sposób porównać z tym, co przeżyły Maria Magdalena i druga Maria? Czy Apostołowie w Wieczerniku? Czy możemy Go spotkać równie realnie jak Tomasz Apostoł mający szczęście dotknąć Jego ran?

Z całym przekonaniem odpowiadam: TAK!

Jest to jedna z najbardziej szokujących i porywających prawd chrześcijaństwa. Tak jak prawdziwe było doświadczenie kobiet, równie prawdziwe może być nasze doświadczenie. Osiągnięte na innej drodze, na drodze wiary i miłości do Chrystusa, lecz równie realne. Nie ma tu teologicznych sztuczek i pobożnego mydlenia oczu, lecz jest to serce chrześcijaństwa.

Co zatem trzeba zrobić, by to spotkanie ze Zmartwychwstałym mogło się odbyć?

Trzeba pozostawić w życiu miejsce na tajemnicę!

Bohaterki Ewangelii niosły w sobie pamięć o Jezusie sprzed Jego śmierci, a nade wszystko doświadczenie spotkania aniołów, mówiących, że On żyje. Wiedziały zatem, że ich życie dotyka spraw, które przez swą głębię pozostają niepojęte.

Niech będzie to i nasze przygotowanie na spotkanie ze Zmartwychwstałym: dostrzec, że dotykamy spraw niepojętych, a nawet więcej, sami od chwili chrztu jesteśmy ich częścią.

Bo tak naprawdę to nie gdzie indziej, jak w tajemnicy mojego i twojego życia, droga siostro i bracie, Zmartwychwstały wychodzi nam naprzeciw i odnawia wszystko.

Chrystus Zmartwychwstał! Alleluja!

Niech Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa będzie ogromną nadzieją dla każdej i każdego z nas, że Bóg zrobi wszystko, aby wydobyć nas z mroku grzechu i codziennej szarej wątpliwości, dając nam potężną Łaskę swojej obecności, przez miłość i przebaczenie, gdyż On sam nigdy nie męczy się w walce o wolność naszego serca i nasze zbawienie!

Z całego serca życzę Wam:

Cierpliwości wśród życiowych przeciwności;

Pogody ducha pośród zamętu;

Głębokiej Radości płynącej z udziału w paschalnym zwycięstwie Chrystusa;

Jezus prawdziwie zmartwychwstał! Alleluja!

Spokojnych i pełnych rodzinnego ciepła i miłości Świąt Wielkanocnych dla Was wszystkich i Waszych Rodzin.

 

Wielkanoc A. D. 2021                                              ks. Marek

Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus miłował, i rzekła do nich: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”.

Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka.

Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych. (J 20, 1-9)

 

W Wielki Piątek uczniowie Jezusa byli przekonani, że to już koniec…

Dlatego wieść o pustym grobie bardziej zaniepokoiła ich niż napełniła nadzieją. Ona wraca dopiero w osobistym doświadczeniu pustego grobu.

Nie można stać się wierzącym, jeśli nie przeżyło się Zmartwychwstania. A to z kolei wymaga śmierci – aby zmartwychwstać, najpierw trzeba umrzeć. Różne mogą być „śmierci” w naszym życiu. Może to być śmierć dosłowna, ale może to być też jakaś inna strata, która dla nas jest jakby „śmiercią”. Nie powinniśmy więc bać się śmierci w żadnej postaci, o ile przeżywając ją, zanurzamy się w śmierci Chrystusa. Kto zanurzy się w śmierci Chrystusa (przyjmie chrzest na serio), ten też razem z Nim zmartwychwstanie. A kto doświadczy Zmartwychwstania, ten dopiero przekona się, co to znaczy żyć naprawdę.

Niestety często w centrum naszej duchowości stawiamy Krzyż, koncentrując się podobnie jak apostołowie sprzed doświadczenia pustego grobu na męce i śmierci Jezusa. Być może to jest powodem, że jest w nas – współczesnych chrześcijanach tak mało radości, która porywałaby innych, która byłaby pierwszym świadectwem nadziei zmartwychwstania, którą w sobie nosimy.

Jest taka anegdota trafnia oddająca postawę życiowa niektórych chrześcijan: „Do chrześcijanina podchodzi pewien agnostyk i mówi:

– Ty mając łaskę wiary w Chrystusa zmartwychwstałego musisz być szczęśliwym człowiekiem!

– Owszem, muszę. – odpowiada chrześcijanin.

Obyśmy mieli w sobie niewymuszoną radość, radość zwycięstwa Chrystusa, którą będziemy potrafili promieniować na innych.

Cisza Wielkiej Soboty

Chrystus Jezus, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi. A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej.

Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem – ku chwale Boga Ojca. (Flp 2, 6-11)

Dzisiaj Adorujemy Jezusa złożonego do Grobu. Wielka Sobota, to bardzo ważny dzień dla nas, żyjących duchem medytacji – dzień ciszy. Jednak nie jest to cisza, która wynika z tego, że nie mam się do kogo odezwać, ani nie jest owocem tzw. świętego spokoju. To cisza, która powinna nas zaboleć. Jest to bowiem cisza, w której do głosu dochodzą tematy, którym na co dzień nie pozwalamy przemówić, które za wszelką cenę chcemy stłumić.

Cisza wielkiej soboty zaprasza nas, abyśmy razem z Jezusem zszedł do mojej osobistej otchłani po to, aby dać się przekonać, o Jego bezgranicznej miłości do mnie, szczególnie tam, gdzie wydaje mi się, że na nią nie zasługuję, że nie mam do niej prawa…

Zstąpienie Jezusa do otchłani chroni nas przed tym, aby nie uczynić z naszego życia cmentarzyska naszych lęków, naszych słabości, wszystkiego tego, czego się wstydzimy i co pragnęlibyśmy ukryć głęboko w podświadomości, w zapomnieniu. Tego, co chce odebrać nam nadzieję i wiarę.

Zstąpienie Jezusa do otchłani jest ogłoszenie nadziei tym, którzy umarli. Także tym, którzy umarli już za życia. Tym zstąpieniem na dno Jezus chce przypomnieć, że Bóg o nikim nie zapomniał, także o tych, którzy zapomnieli o Bogu; że nie przestał wierzyć, także w tych, którzy już w Niego od dawna nie wierzą.

Zstąpienie Jezusa do otchłani jest realizowaniem się planu Jego miłości do końca; miłości, która była, jest i pozostanie na zawsze niezmienna i ujawnia swoją duchowa i życiodajną moc szczególnie tam, gdzie wydawać by się mogło, że śmierć duchowa, emocjonalna, psychiczna, czy fizyczna zebrała już swoje żniwo.

Tak okazuje się, że w tym, co w nas zapomniane, niechciane, nieakceptowane czy pogardzane właśnie ta Miłość, która dała się zaprowadzić na Krzyż chce tę miłość wyznać każdej i każdemu bez wyjątku swoimi ranami i swoim przebitym sercem.

Tylko dzięki otwarciu się na tę Miłość rodzą się procy nadziei, którzy odważnie i z wiarą przeżyli swoje wielkie soboty, swoje zstąpienie do otchłani i stają się prorokami nadziei dla innych, stają się świadkami miłości, która nigdy się nie poddaje i wiary, która wie, że nasz Bóg jest Bogiem rzeczy niemożliwych.

Pozwólmy dzisiaj by właśnie tu, w ciszy Pańskiego Grobu wypłynęły ważne tematy naszego życia i naszego serca, te zapomniane, ukryte, zepchnięte w otchłań podświadomości. Miejmy odwagę dziś przy Chrystusie choć zamkniętym w grobie, to jednak pozostającym z otwartym dla nas sercem przyznać się do tych kawałków siebie i naszego życia, na których postawiliśmy już krzyżyk, abyśmy napełnieni mocą Jego łaski, mogli zrodzić się z ciszy wielkiej soboty do nowego życia, życia świadków wiary nadziei i miłości, bez których nie sposób żyć naprawdę

Dzisiaj jest ten dzień, w którym patrzę na Krzyż

On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a my uznaliśmy Go za skazańca, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła na Niego chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze uzdrowienie. [Iz 53, 4 – 5]

Może dzisiaj jest ten dzień, żebyśmy przestali patrzeć na siebie i w końcu popatrzyli na Niego, bo wszystko co robi, robi dla nas i Jego zwycięstwo może być naszym zwycięstwem. A my często patrzymy na siebie i na to, co z tego będziemy mieli…

Być może myśmy nawet stracili taką wrażliwość patrzenia na Mękę Jezusa Chrystusa. Może zbyt łatwo na Wielki Piątek patrzymy przez pryzmat Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, przez poranek Wielkanocny. Być może ta tajemnica wielkiego cierpienia i wielkiej łaski Boga dla człowieka, po prostu nam umyka…

Tymczasem zanim objawi się poranek zmartwychwstania mamy zatrzymać się na dziś. Razem z Chrystusem jesteśmy zaproszeni, aby przejść z Wieczernika przez ogród Oliwny na Golgotę, towarzysząc Mu w chwilach modlitwy, męki i konania. A może i doświadczyć pustki, gdy Chrystus zstępuje do Otchłani, nawet jeśli ta pustka nie trwa długo, bo wkrótce rozproszy ją Dobra Nowina o zwycięstwie.

Dobrze byłoby pójść z Jezusem nad potok Cedron. Pójść w duchu kontemplacji, która chroni nas przed ucieczką, przymusza niejako do trwania razem z Chrystusem. By usłyszeć w sercu Jezusowe pytanie: „Kogo szukacie?” I by odpowiedzieć na nie z miłością: „Jezusa z Nazaretu”. Dobrze by była to odpowiedź mojego serca, odpowiedź ukazująca prawdę o całym moim życiu, o mojej wierze, o nadziei, którą w nim noszę, o moich tęsknotach, poszukiwaniach… Aby odnajdując Jezusa uczyć się od Niego walki nie mieczem ostrego słowa, szorstkich gestów, ale miłością zapisaną w Jego Krzyżu.

Niech medytacja, która zanurza nas w wydarzenia dnia dzisiejszego pozwoli nam przylgnąć całym sercem do Jezusa, aby w Jego umęczonym i ubiczowanym obliczu odnaleźć twarz Boga i zobaczyć jej piękno.

Niech kontemplacja jednoczy nas z Krzyżem Chrystusa na którym mamy odnaleźć Cierpiącego Sługę Jahwe, wywyższonego na drzewie, Męża boleści oswojonego z cierpieniem po to, aby uczyć się od Niego nieustannego oddawania ducha w ręce samego Boga.

Każdy z nas jest dziś zaproszony, aby powierzyć Chrystusowi swoje życie. Oddać Mu to wszystko, czego sami nie jesteśmy w stanie unieść – nasze słabości, cierpienia, śmierć bliskich, upadki. Adorując krzyż Chrystusa możemy także przeżyć te straty i smutki, które do tej pory nie zostały przez nas przyjęte. Dzisiaj jest ten dzień, w którym jesteśmy zaproszeni, abyśmy przestając patrzeć na siebie, popatrzyli na Niego, aby zjednoczyć się z Chrystusem Ukrzyżowanym, który „się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści” (Iz 53,4), bo to jedyny właściwy i chrześcijański sposób patrzenia.

Dzisiaj jest ten dzień, w którym patrząc na Krzyż oprócz wołania „Panie Jezu, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem” warto zawołać: Panie Jezu, dziękuję, że mnie ukochałeś aż tak!”

Pokochać obecność Jezusa w Eucharystii

Było to przed Świętem Paschy. Jezus, wiedząc, że nadeszła godzina Jego, by przeszedł z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował.

W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty, syna Szymona, aby Go wydał, Jezus, wiedząc, że Ojciec oddał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło, nim się przepasał. Potem nalał wody do misy. I zaczął obmywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany.

Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: «Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?» Jezus mu odpowiedział: «Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale poznasz to później». Rzekł do Niego Piotr: «Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał».

Odpowiedział mu Jezus: «Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną». Rzekł do Niego Szymon Piotr: «Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę!»

Powiedział do niego Jezus: «Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy». Wiedział bowiem, kto Go wyda, dlatego powiedział: «Nie wszyscy jesteście czyści».

A kiedy im umył nogi, przywdział szaty i znów zajął miejsce przy stole, rzekł do nich: «Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie „Nauczycielem” i „Panem”, i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem». (J 13, 1-15)

Życie Trójcy Świętej jest dla nas Tajemnicą. To życie Trójcy polega na nieustannym obdarowywaniu się i przyjmowaniu miłości. Nasze stworzenie człowieka jest jednym z owoców tej wymiany. Stanowi wspólne dzieło Trójjedynego Boga. To oznacza, że powód stworzenie człowieka był tylko jeden: MIŁOŚĆ. Powstaliśmy wyłącznie z miłości! Przez stworzenie zostaliśmy też zaproszeni do przyjęcia i odpowiedzi na tę miłość. Są to dary, które możemy przyjąć lub odrzucić. Oczywiście wraz z obdarowaniem nas miłością otrzymaliśmy też wolność, bo tylko w wolności dar, jakim jest miłość może zostać w pełni przyjęty i odwzajemniony. Jeśli to czynimy, to włączamy się w obieg miłości Trójcy Świętej i żyjemy już życiem Boga, chociaż pozostajemy jeszcze w przestrzeni doczesności.

Ojciec stworzył świat jako dar miłości dla Syna, a Syn przyjął ten dar do tego stopnia, że się z nim zespolił i stał się sam człowiekiem. I w tym przyjęciu daru, równocześnie oddał go Ojcu, jako wyraz swojej miłości. Stworzenie jest wzajemnym darem Ducha Świętego dla Syna od Ojca, i dla Ojca od Syna.

Ze względu jednak na grzech człowieka, dar ten stał się równocześnie niezwykłym pięknem, jak i przeogromnym dramatem Boga i człowieka.

Ojciec ofiarując Synowi stworzenie, równocześnie otrzymuje ten dar od Syna jako wyraz Jego miłości i wdzięczności. Dlatego przyjmuje go w całości, ze wszystkimi skutkami grzechu, które doprowadziły do straszliwej ofiary Syna na krzyżu. Dramat Męki Chrystusa, jest dramatem Bożej miłości Ojca i Syna i Ducha Świętego. Ojciec nie chce odrzucić tak wielkiego daru Syna. Bez wpatrywania się w Trójcę Świętą nie zrozumiemy sensu wydarzeń paschalnych, a co gorsze, możemy wypaczyć miłość Boga, czyniąc Go jakimś żądnym krwi tyranem.

Wielki Czwartek staje się zapowiedzią wypełnienia daru Chrystusa dla Ojca i dla każdego człowieka.

Jezus wie, że właśnie nadeszła ta godzina. I wiedząc, że zostanie porzucony, zdradzony i zamordowany, sprasza uczniów na radosną ucztę. Chociaż cierpi, pokazuje że miłość jest piękniejsza i większa od poniesionej ofiary. I to jest powodem do wspólnego uroczystego posiłku, symbolizującego w Biblii nie tylko zaspokojenie głodu, ale także czas pojednania, wyrażenia bliskości, pogłębiania relacji, wzajemnej troski i życzliwości. Jezus przeżywa zarówno dramat Boga Ojca, jak i cierpienie swojej ziemskiej matki oraz uczniów, wraz z dramatem Judasza. Równocześnie ogromnie się cieszy przyjętym i ofiarowanym Ojcu darem zbawienia i ocalenia człowieka.

Chrystus naprawia to, co zostało zepsute i oddaje nas miłości Ojca, z której bierze początek nasze istnienie i w której znajduje ono swoje wypełnienie. Dlatego Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy „wstał i złożył swoje szaty”, a owinął się prześcieradłem. Szaty podkreślają godność człowieka. Jezus nie obawia się ich odłożyć i paść uczniom do nóg, jako sługa. A w Nim u stóp uczniów leży cały świat. Świat, który teraz oni mogą przyjąć i oddać Bogu jako dar.

Najpierw jednak muszą przyjąć przebaczenie Chrystusa, które zawiera się w akcie uniżenia i obmycia zabrudzonych nóg. Gest ten zrozumieją dopiero później, kiedy już porzucą Jezusa. Dlatego Piotrowi początkowo trudno go przyjąć, więc wyraża sprzeciw. Dopiero doświadczenie własnego grzechu i nędzy otworzy mu oczy. Dopiero wtedy uwierzy i zrozumie…

Dzisiaj Jezus umywa nogi także nam. Klęka przed każda i każdym z nas i prosi nas o miłość.

Nosząc w sobie świadomość swojego grzechu chciałoby się powiedzieć za Piotrem: „Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce i głowę” – wszystko zanurz w swojej miłości, zatop mnie w niej całego! Otul mnie ciepłem płynącym z Twojego serca, bym potrafił zrozumieć Tajemnice dzisiejszego dnia; abym umiał w kruszynie Chleba, trzymanego w rękach kapłana – którym uczyniłeś mnie, swojego niegodnego sługę – zobaczyć Ciebie i dotknąć Twojej bezgranicznej miłości. Zanurzaj mnie nieustannie w tej miłości, abym z każdą Mszą świętą, którą dane mi będzie przeżyć coraz bardziej potrafił pokochać Twoją obecność w Eucharystii; bym tęsknił za wsłuchiwaniem się w Twoje słowo, które przypomina mi o tym, że do końca mnie umiłowałeś. Aż po Mekę. Aż po Krzyż. I pozwól mi zrozumieć, że tylko w Krzyżu mogę kochać Cię naprawdę, bo On jest najlepszą lekcją miłości.

„Uznanie pierwszeństwa miłości Boga wyprzedzającej naszą miłość, nazywa się wiarą. Wiara zaś oznacza: pozwolić się obdarować miłości Boga przez to, że się umożliwi Bogu Jego czyn miłości dopuszczając ją do siebie” (Hans Urs von Balthasar).