Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Twórcza cisza

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. (Mt 6, 1-6. 16-18)

Ewangelia przewidziana na dziś jest nieco dłuższa, ale ja wybrałem fragment, który bezpośrednio dotyczy naszej praktyki a więc modlitwy.

Jezus uczący modlitwy jest praktyczny, podobnie jak Bóg, który stopniowo ukazuje nam prawdy o Nim i o nas. Gdyby Bóg się nie odsłonił przed człowiekiem, zarówno wiara, jak i teologia byłaby jedynie niej lub bardziej trafnym rozprawianiem o wytworach naszych wyobrażeń o Nim. Historia zbawienie począwszy od Abrahama to czas, kiedy Bóg coraz bardziej się zbliżał do człowieka, pokonując dystans, który nas od Niego oddzielał a który między innymi stał się skutkiem grzechu;  aż ostatecznie zbliżył się do nas najbardziej jak mógł – w Jezusie a potem w Duchu Świętym, o którym w ostatnią niedzielę Ewangelia mówi, że „On nas wszystkiego nauczy i doprowadzi nas do całej prawdy” [J 16,13] . Innymi słowy można powiedzieć, że z Boga, którego człowiek przez wieki szukał na zewnątrz stał się Bogiem, którego możemy odnaleźć w sobie, którego obecności możemy dotknąć dzięki działaniu Ducha Świętego w nas i modlitwie…

Dlatego też ta izdebka, o której mówi dzisiejsza Ewangelia obrazuje bardziej nasze serce niż jakieś zewnętrzne pomieszczenie. Boża obecność, którą możemy odnaleźć w sobie sprawia, że wszystko może być dla nas miejscem Boga, środowiskiem Jego obecności. Wystarczy, że wejdziemy do izdebki naszego serca, zamkniemy drzwi, czyli odetniemy się od tego, co chce odebrać naszemu sercu pokój i możemy stanąć wobec Jego obecności. Właśnie tego doświadczamy w medytacji.

Pamiętam, jak przez pięć lat jeździłem do technikum, w którym się uczyłem. Wtedy zaczynałem swoją drogę z medytacją. Droga zabierała mi blisko godzinę. Dokładnie od jednej pętli tramwajowej do drugiej. Wówczas siadałem sobie na ostatnim miejscu w wagonie, zamykałem oczy i medytowałem. Nie przeszkadzały mi żadne dźwięki na zewnątrz. Ten tramwaj, który każdego dnia dowoził mnie do szkoły i z powrotem był miejscem i czasem jednej z najpiękniejszych modlitw jakie wspominam.

Jeden ze starców z Góry Athos (starzec Efrem) w książce, którą ostatnio przeczytałem (Moje życie ze starcem Józefem) pisze, że jedną z postaw, która przybliża nas do Boga i niesie łaskę i pociechę dla duszy jest duchowa asceza umysłu i czujności – jest to droga, która rozpoczyna się od powstrzymywania się od nadmiaru hałasu i mówienia.

Dziś ta zasada wydaje się być prawdziwym wyzwaniem. Wyciszenie jest trudnym zadaniem dla człowieka, który większość swojego czasu pracuje umysłem. Służyć temu – zgodnie ze słowami starca – ma modlitwa Jezusowa. Ona jest doskonałą szkołą wyciszenia ludzkiego umysłu.

Dziś, gdy żyjemy w świecie rozbieganym, hałaśliwym, bombardującym licznymi informacjami, obrazami, słowami; nieustannie zmagamy się z problemem ciszy i skupienia.

Wszystko zdaje się przemawiać na naszą niekorzyść. Bardzo mało jest chwil wytchnienia, spokoju, czasu prawdziwego wyciszenia. Rzeczywistość wokół nas pędzi a my często dajemy się uwieść temu pędowi. Nie za bardzo wiadomo jak się do tego wszystkiego ustosunkować. Nikt nie chce zostać w tyle, a jednocześnie czujemy, że coś jest nie tak, że czegoś nam brakuje, że potrzeba zmiany proporcji, że człowiek potrzebuje spokoju, którego nie powinno się burzyć.

To wyciszenie znajdujemy w medytacji. I każdy, kto oddaje się tej praktyce na co dzień może powiedzieć jak bardzo ono na karmi. Siadanie w ciszy wypełnionej jedynie oddechem i powtarzanym w jego rytmie wezwaniem wprowadza stan spokoju, który pozwala by ustąpiły zewnętrzne i wewnętrzne przyczyn zamieszania. To przestrzeń bycia zanurzonym w Bożej obecności, która uświadamia nam, że wszystko poza Nim jest względne i że wszystkie rzeczy odnajdują sobie właściwe miejsce i znaczenie dopiero, gdy spoglądamy na nie z wewnętrznej perspektywy przenikniętej Bożą łaską.