Mówię wam, bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, by ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, tak jakby nie płakali, ci zaś, którzy się radują, tak jakby się nie radowali; ci zaś, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali; ci, którzy używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystali. Przemija bowiem postać tego świata. (1 Kor 7, 30-31)
Minionej niedzieli dane mi było uczestniczyć w obchodach 5-lecia istnienia grupy Modlitwy Jezusowej, z pobliskiego Czerniakowa, istniejącej przy parafii św. Stefana w Warszawie. Poza dziękczynną Eucharystią, była agapa a podczas niej kilka osób dzieliło się swoim świadectwem na temat tego, co daje im praktyka, Modlitwy Jezusowej, czy jak kto woli medytacji. Znamienne było jedne ze świadectw, w którym wspomniano, że im dłużej się tę modlitwę praktykuje tym paradoksalnie ma się mniej do powiedzenia. Jest to charakterystyczne dla tej modlitwy, która uczy nas bardziej być, niż działać. Kiedyś, będąc gościem jednej z audycji w radiu Warszawa poproszono, żebym powiedział najkrócej jak mogę, czym jest dla mnie praktyka Modlitwy Jezusowej. I wówczas odwołałem się do jednego z moich ulubionych wersetów z Dziejów Apostolskich, gdzie autor wkłada w usta św. Pawła Apostoła wyznanie: „W Bogu żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” [Dz 17,28]. Praktyka Modlitwy serca sprawiła, że z czasem ta prawda przerodziła się z pięknej, pobożnej teorii w osobiste doświadczenie. Tylko tyle i aż tyle…
Bo modlitwa, zwłaszcza Modlitwa Jezusowa, każe nam stawiać bardziej na zaufanie do Boga i Jego łaskę niż na nas samych i nasze wysiłki.
Z pozoru ta modlitwa wydaje się prosta, bo cóż to jest powtórzyć kilkadziesiąt razy formułę: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem”. Nie trzeba za dużo myśleć, za wiele kombinować. Tymczasem tylko ci, którzy w tej modlitwie znaleźli swoją drogę wiedzą jak bardzo jest ona wymagającą praktyką duchową. Po pierwsze stawia przed nami wysoko poprzeczkę, bo jak podpowiadają jej znawcy wymaga prowadzenia życia sakramentalnego (spowiedź, Msza Święta). Nie można przyzywać Imienia Jezus, nie troszcząc się też o wysoki poziom życia moralnego. Im gorliwiej przyzywamy Zbawiciela, tym bardziej rośnie w nas pragnienie, aby Go w niczym nie obrażać i by podobnie postępować wobec bliźnich.
Dalej, aby móc owocnie się modlić, trzeba na samą modlitwę przeznaczać codziennie określoną ilość czasu. Tej praktyce trzeba być bezwzględnie wiernym, co nie zawsze jest łatwe. Kolejnym elementem wejścia na drogę tej modlitwy jest bezruch i zachowanie wewnętrznej ciszy i uwagi wolnej od rozproszeń, skupionej na Bogu. Dla wielu ludzi właśnie to wyzwanie jest najtrudniejsze. W milczeniu chodzi nie tylko o brak głośno wypowiadanych słów, ale także o uciszenie swoich uczuć i swego wnętrza wobec Boga, który jest obecny i który najpełniej przemawia właśnie w ciszy – o czym niejednokrotnie przypomina nam Biblia.
Ostatnim elementem tej drogi modlitwy jest prostota. Tradycja monastyczna, która zrodziła tę modlitwę już na przełomie IV i V wieku zaleca powolne powtarzanie jednej formuły modlitewnej. I uczy, że słowa, wypowiadane po wielokroć w ciągu dnia z wiarą i pobożnością budują naszą relację z Jezusem, powoli przenikając całe nasze życie i prowadząc do stałej pamięci o Bogu i o naszym nieustannym życiu w Jego obecności.
Dla każdego podejmującego praktykę tej modlitwy jest oczywiste, że nie da się osiągnąć jej owoców bez pomocy łaski. To właśnie modlitwa, która uczy stawiać Boga na pierwszym miejscu, rezygnując z naszej elokwencji, nawet z wypowiadania przed Bogiem naszych próśb. To modlitwa, która uczy nas opierać się na całkowitym zaufaniu Bogu i temu, że On zna nasze serca i tylko On potrafi najlepiej odpowiedzieć na ich potrzeby i poprowadzić nas najbardziej optymalną dla każdego z nas drogą do zbawienia.
Jak zwykł mawiać jeden z praktyków i nauczycieli tej modlitwy: „To modlitwa, która uczy nas, że ufność pokładana w Bogu jest naszym najlepszym ubezpieczeniem na życie!”
W dniu wczorajszym odbyła się w Watykanie kanonizacja św. Matki Teresy z Kalkuty. Chciałbym przywołać w tym miejscu pewne wspomnienie ze spotkania z Matką Teresą, w jakim dane było mi uczestniczyć podczas mojego pobytu w seminarium duchownym w Warszawie. Matka Teresa gościła w naszym seminarium dwukrotnie 6 listopada 1983 roku i 1 czerwca 1995 roku. Przyjeżdżała do Polski, aby wizytować swoje siostry lub aby uczestniczyć w ślubach wieczystych i przy takich okazjach udało nam się zaprosić ją do spotkania z alumnami. Właśnie drugie ze wspomnianych spotkań pragnąłbym tutaj przywołać:
Spotkanie św. Matki Teresy z Seminarzystami (zapis ze spotkania dzięki uprzejmości jednego z kolegów)
1.06.1995 r. w Warszawie

Wspomnienie rozpoczyna powitanie ówczesnego seniora alumnów:
Droga, Kochana Matko Tereso z Kalkuty!
Pamiętam do dziś słowa, które przeczytałem kilka lat temu. Powiedziała Matka takie słowa: „Zrezygnowałabym raczej z życia, niż bym się miała wyrzec swojej wiary. Wiara jest darem Boga, bez niej nie byłoby życia”. Matko, dzisiaj stajemy tutaj przed Tobą, razem klerycy z warszawskiego Seminarium Duchownego, siostry zakonne, klerycy z innych seminariów, księża, razem stajemy dzisiaj tutaj. Dziękujemy Ci Matko i Twoim siostrom, za świadectwo Wiary. Wiemy, że dzisiejszy świat, jest światem bardzo bogatym, ale bez Boga. Droga Matko, jesteś takim znakiem dla świata, że Bóg kocha każdego człowieka i chce go zbawić. Ale również jesteś Matko Droga, znakiem dla nas – seminarzystów, wzorem i przykładem jak można kochać Boga i ludzi.
Dwanaście lat temu, ostatnio Matka mówiła do nas seminarzystów w Warszawie. Powiedziała Matka takie słowa: „Moim darem dla Warszawy są Moje Siostry, i mam nadzieję, że wspólnie z nimi uczynicie coś pięknego dla Boga w najbiedniejszych z biednych”.
Matko, od tamtej pory przyjeżdżamy do tego domu. Pomagamy może nie dużo, ale bardzo dużo się uczymy. Uczymy się, jak prawdziwie kochać i służyć.
Chcemy życzyć Tobie, Matko Kochana, i Twoim Siostrom, dużo zdrowia i dużo radości w służeniu Bogu i ludziom; i wiele powołań do Zgromadzenia Misjonarek Miłości – także z Polski.
Thank you Mather Teresa.
Szczęść Boże!
Po powitaniu w kaplicy, znów zabrzmiały gorące brawa dla Matki Teresy, po których Matka mówiła do nas.
Matka:
Dziękujmy Panu Bogu za Jego wielką miłość, za to że zgromadził nas tutaj razem, żeby podzielić się radością miłowania. Poprośmy Matkę Bożą, żeby dała nam serce tak czyste, takie nieskalane, takie pokorne, jakie ona miała, żebyśmy byli w stanie kochać Pana Jezusa tak jak Ona i słyszeć Go w najbiedniejszych z biednych. Musimy podziękować Panu Bogu, za to że dał nam taką okazję służenia Jemu w najbiedniejszych z biednych. W tej chwili jesteśmy w 126 krajach, mamy 555 tabernakulów (domów), w naszym zgromadzeniu mamy siostry czynne i kontemplacyjne, braci czynnych i kontemplacyjnych. Mamy również ojców, mamy również świeckich misjonarzy miłości i również mamy współpracowników.
Wszyscy z jednym celem, aby przekazać czynną miłość najbiedniejszym z biednych. Celem naszego zgromadzenia jest zaspokojenie Pana Jezusa ukrzyżowanego dla miłości dusz ludzkich, poprzez pracę nad zbawieniem i uświęceniem najbiedniejszych z biednych. Dlatego w naszym zgromadzeniu składamy 4 śluby; ślub czystości, ubóstwa, posłuszeństwa i całym sercem bezgraniczne oddanie służbie najbiedniejszym z biednych. Dlatego mamy domy dla umierających, dla niechcianych, dla umysłowo i fizycznie chorych, dla tych, którzy są wyrzuceni poza margines. I dla wszystkich z nich świadczymy czułą miłość. Żeby być w stanie wykonać tą służbę, tą pracę, potrzebujemy głębokiego życia modlitwą i życia ofiarą.
Jest to coś pięknego do zauważenia, jak na przykład: w naszym domu dla umierających w Kalkucie, żaden z tych ludzi nie umarł bez takiej specjalnej łaski jaką jest chrzest. W tym naszym domu umarło około 50.000 ludzi z tą specjalną łaską jaką jest chrzest. My to nazywamy biletem do świętego Piotra. To jest coś pięknego, że ci ludzie po tylu cierpieniach umarli taką piękną śmiercią otrzymując tę łaskę i radość chrztu świętego. Żaden z nich nie odmówił tego. Tę pracę wykonujemy na całym świecie. Mamy również centrum rehabilitacyjne dla trędowatych. W Kalkucie mamy takie duże centrum rehabilitacyjne i to jest dzieło ich rąk (matka pokazuje wykonane przez nich sari). Rząd indyjski udzielił mi pomocy i tam właśnie zbudowaliśmy takie centrum rehabilitacyjne, w którym mieszkają rodziny trędowate. Ich dzieci uczą się i studiują i poza tym oni wyrabiają te sari. Mamy również lekarstwa przysyłane ze Szwajcarii.
Jak wszyscy wiecie jest nowa choroba AIDS. W stanach Zjednoczonych Ameryki mamy bardzo dużo domów dla tych chorych. Tu jest coś pięknego do zauważenia, że nawet jeden człowiek nie umarł bez pojednania się z Bogiem. Jeden chory umierał i siostra zapytała się go „co ja dla ciebie mogę zrobić?”. On powiedział: ja chcę umierać tak jak oni umierają; bo on widział młodych katolików, którzy umierali będąc pojednani z Bogiem. Zawołaliśmy księdza, ksiądz przyszedł i udzielił mu chrztu św. I umarł piękną śmiercią. Ja nie zauważyłam nikogo z tych młodych mężczyzn czy kobiet, żeby umierali będąc w rozpaczy. Kiedy byłam w Rzymie na synodzie, wtedy właśnie ludzie z tego miasta kupili tam jakiś dom i dali go mnie; i tam otworzyliśmy dom dla matek z dziećmi chorych na AIDS. To jest straszna rzecz, jeżeli matka posiada tę chorobę, każde dziecko, które z niej się narodzi, rodzi się z AIDS. Dlatego staram się teraz, aby wszędzie były takie domy, żeby te osoby mogły umrzeć pojednane z Bogiem.
Ja bardzo was proszę o modlitwę, żebyście modlili się o to, aby znaleziono jakieś lekarstwo na tę chorobę. Zanim przybyłam tutaj do Polski dowiedziałam się, że w Afryce jest jakaś zaraza, przez która bardzo dużo ludzi umiera. Więc módlcie się za nasze siostry. Mamy dwa domy w Zairze. Mamy nadzieję, że będzie wszystko w porządku. Jest to coś pięknego, że taka praca przyciąga tak bardzo ludzi. W Indiach zwłaszcza w Kalkucie dużo ludzi przychodzi do nas i dzieli się naszą pracą. Oprócz tych rodzin, które są w Kalkucie, przyjeżdżaj młodzi ludzie z całego świata i pomagają nam w naszej pracy. To jest coś pięknego, bo rano przychodzi na Mszę św., po Mszy św. idy i pracuje z biednymi, i wracaj wieczorem na adorację. Dlatego, że my każdego dnia mamy adorację. Oni spędzają cały dzień z Jezusem, więc prosimy módlcie się za nas, abyśmy kontynuowały tą Bożą Robotę.
Jak wiecie Pan Jezus powiedział: „cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych braci moich – mnieście uczynili”. Jeżeli podałeś kubek wody w moim imieniu – dałeś to mnie. Jeżeli przyjmujesz małe dziecko – przyjmujesz mnie. Dlatego kiedy umrzemy i kiedy pójdziemy do nieba, pójdziemy o domu naszego Ojca. Usłyszymy Ojca, który nam powie: chodźcie posiądźcie Królestwo przygotowane dla was, dlatego że kiedy byłem głodny – daliście mi jeść, kiedy byłem spragniony napoiliście mnie, kiedy byłem bezdomny- przygarnęliście mnie, kiedy byłem nagi – przyodzialiście mnie, kiedy byłem chory i w więzieniu – przyszliście i odwiedziliście mnie. Dlatego chodźcie i posiądźcie Królestwo waszego Ojca. Dlatego ja zawsze myślę, że Pan Jezus był Pierwszym Misjonarzem Miłości. Dlatego, że on też karmił ludzi, uzdrawiał chorych, uzdrawiał trędowatych.
Dlatego módlcie się za nas, abyśmy wykonywały tą Bożą Robotę z wielką miłością. Pan Bóg pobłogosławił nam pięknymi powołaniami. Mamy w tej chwili 6 nowicjatów. Jeden w Kalkucie, jeden w Rzymie, jeden w Polsce, jeden na Filipinach, jeden w Ameryce i jeden w Afryce <w Nairobi>. Wszystkie nowicjaty są pełne. Jest to coś pięknego jak bardzo Pan Bóg kocha biednych dając dużo powołań, dużo młodych ludzi. Aby zajmować się umierającymi, zabezpieczyć im umieranie w pojednaniu z Panem Bogiem. Tutaj w Polsce również mamy piękne powołania. Ale to nie wystarczy – musicie dać więcej. Nasz czwarty ślub to całym sercem bezgraniczne oddanie się służbie najbiedniejszym z biednych. Nie otrzymujemy żadnego wynagrodzenia od rządu ani od Kościoła za pracę, którą wykonujemy. Jesteśmy tak jak ptaki i kwiaty Boże, które zależą zupełnie od Bożej Opatrzności. Jest to coś wspaniałego, jak bardzo Boża Opatrzność przychodzi w danym momencie z pomocą. Wszystko to, jest owocem modlitwy. Codziennie mamy 4 godziny modlitwy. Takim wspaniałym darem Panem Boga dla nas jest nasza codzienna adoracja przed Najświętszym Sakramentem. Dlatego módlcie się za nas, abyśmy kontynuowały tą Bożą Pracę z wielka miłością. Teraz również mamy ojców misjonarzy miłości. Módlcie się za nich, aby oni byli świętymi kapłanami, dlatego że dzisiejsi ludzie potrzebują bardzo świętych księży, aby ich przyprowadzili do Jezusa.
Dziękuję za wszystko. Niech Bóg was błogosławi.
Po gorących brawach siostra przełożona wyraziła wolę Matki Teresy, że możemy zadać jeszcze kilka pytań Matce.
Matko Tereso, co zrobić aby zostać świętym kapłanem? Jaka jest recepta na zostanie świętym kapłanem?
Myśmy powzięły takie postanowienie, ja – chcę, ja – będę, z Bożym błogosławieństwem – będę świętym. Pięć palców.
Właśnie my siostry zakonne i księża również, którzy jesteśmy poświęceni Panu Jezusowi; jest to najważniejszym zadaniem, by być świętym. Musimy kochać jeden drugiego nawzajem, ale najbardziej musimy kochać Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, który stał się życiem abyśmy mogli przekazywać to życie. Tak jak mówiłam, jednym z takich najważniejszych błogosławieństw jakie jest dla naszego zgromadzenia jest nasza codzienna adoracja Najświętszego Sakramentu. My mamy Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Nikt nie ma takiej możliwości, żeby być tak blisko Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie i biednych jak ksiądz. Nikt inny nie ma większej szansy, żeby być świętym jak ksiądz. Dlatego odnówmy to postanowienie: ja – chcę, ja – będę, z Boży pomocą, z łaską – świętym. Pan Jezus sam powiedział bardzo wyraźnie: „Bądźcie święci, tak jak Ojciec wasz niebieski jest święty”. Cóż więcej?
Jakie Matka widzi teraz metody duszpasterskie tego świata. Może jakieś wskazówki ze swoich podróży i rozmów z młodymi ludźmi?
Jeśli przyjedziecie do Kalkuty możecie zauważyć około 50-60 młodych ludzi, którzy przyjeżdżaj z całego świata, którzy pracują z naszymi siostrami dla najbiedniejszych z biednych. Jeżeli chcecie rosnąć w tej wielkiej miłości dla Pana Jezusa przyjdźcie zawsze i pracujcie dla biednych. Zróbcie coś dla biednych, bo w Kalkucie klerycy przyjeżdżaj bardzo często i dzieli się nasze prac. Musicie mieć to przekonanie w sercu, że o co robicie jest dla Pana Jezusa. Ci co są w seminarium cokolwiek zrobicie jeden dla drugiego, robicie to dla Pana Jezusa, również pogłębiajcie wasze modlitwę, waszą miłość do Matki Bożej. Dlatego, że Ona kocha Pana Jezusa bardzo mocno i Ona uprosi nam tę specjalną łaskę żebyśmy byli w stanie kochać Pana Jezusa tak jak Ona Go kocha. Matka Boża – Niepokalane Serce Maryi jest przyczyną naszej radości, jest Ona również patronką naszego zgromadzenia. Dlatego miejcie wielką miłość i nabożeństwo do Matki Bożej. Ona na pewno pomoże ci zostać świętym.
Jeszcze jedną rzecz jaką mamy w naszym zgromadzeniu – ażeby zrozumieć naszych biednych – mamy bardzo ścisłe ubóstwo i również nasz czwarty ślub całkowite i całym sercem oddanie służbie najbiedniejszym z biednych. Dlatego nie otrzymujemy żadnego wynagrodzenia, żadnych świadczeń za to co robimy. My jako zgromadzenie i nasi biedni zależymy w zupełności od Bożej Opatrzności. Na całym świecie mamy takie ośrodki, gdzie udzielamy pierwszej pomocy i wydajemy lekarstwa biednym. Mamy również takie centrum, gdzie wydajemy żywność. To wszystko jest zaopatrywane przez Bożą Opatrzność.
Zdradzę tu pewną tajemnicę; od kilku lat, ale najlepiej to Matka Teresa powie, że istnieje coś takiego jak duchowa adopcja księży, którą rozpoczęła Matka Teresa i poprosilibyśmy Matkę Teresę troszeczkę bliżej o kilka szczegółów dotyczących tej duchowej adopcji księży.
Jak wiecie, mamy też dużo księży, którzy naprawdę starają się być tylko dla Pana Boga. Kiedyś modliłam się za jednego księdza i wtedy właśnie pomyślałam, że to jest tak jakby praca Weroniki, która pomogła Panu Jezusowi wejść na Górę Kalwarię. Dlatego też pomyślałam o tym, żeby adoptować księży w taki sposób, żeby siostry byty jak takie „Weroniki” i pomagały księżom w ich pracy duszpasterskiej. Ja podzieliłam się tym pomysłem z księdzem Forest, odpowiedzialnym za ewangelizację. Poszliśmy również do Ojca Świętego, ażeby uzyskać Jego błogosławieństwo. I Ojciec Święty był bardzo zadowolony i powiedział mi: Matko Tereso, proszę zapewnij ażeby i ktoś zaadoptował również i mnie; dlatego, że ja również jestem księdzem. Jedna z naszych sióstr, która jest odpowiedzialna za gałąź kontemplacyjną naszego zgromadzenia modli się za Ojca Świętego. Wszystkie siostry zakonne całego świata są włączone w tą duchową adopcję 43.500 księży. Ale jeszcze chciałabym otrzymać więcej, więc jeżeli byście chcieli to podajcie mi swoje imię. Adopcja polega na tym, że dostaniecie również imię tej siostry, która was adoptowała. I ona będzie ofiarowywała wszystkie swoje modlitwy, prace i cierpienia w waszej intencji. Ksiądz i siostra są bardzo szczęśliwi. Nasze siostry z gałęzi kontemplacyjnej robią taką pracę w Kalkucie. Dlatego módlcie się za nas, abyśmy kontynuowały tę piękne pracę. Żeby przez to dużo więcej biednych ludzi mogło poznać i pokochać Pana Jezusa. Módlcie się za nas, abyśmy byty w stanie otrzymać więcej powołań, abyśmy mogły kontynuować Bożą Robotę na całym świecie.
No i ci, którzy są już blisko kapłaństwa, proszę podać swoje imię nazwisko i wtedy ja dam to jakimś siostrom, żeby się modliły za was. Zdobędziemy więcej powołań i wtedy będziemy modliły się za was.
Jak pielęgnować czystość serca?
Na początku poprzez modlitwę do Matki Bożej. Poprzez tą modlitwę Maryja Matka Boża da ci takie serce czyste i piękne, tak nieskalane, serce tak pełne pokory, abyś był w stanie szukać Pana Jezusa tak jak Ona. Również poprzez codzienne odmawianie różańca świętego i wykonywanie jakichś pokut. W naszym zgromadzeniu kontynuujemy pokutę poprzez dyscyplinę, żeby mieć udział w Męce Pana Jezusa. W każdy pierwszy piętek miesiąca pościmy przez cały dzień, i te pieniądze które w tym dniu są zaoszczędzone poprzez nie używanie ich na jedzenie odkładamy i oddajemy biednym. Dwa miesiące temu trzech buddystów przyszło do mnie w Kalkucie i rozmawialiśmy na tematy duchowe. Ja powiedziałam im jak pościmy każdego miesiąca, i jak przeznaczamy te pieniądze dla biednych. Wrócili z powrotem do Japonii i tam znaleźli również dużo rodzin, które włączyły się w to poszczenie. Pozbierali te pieniądze, które zaoszczędzili, przyjechali do Kalkuty i dali mi te pieniądze z użytkiem dla biednych. Byłoby dobrze gdybyście i w również raz w miesiącu mogli pościć. Dlatego, że moglibyśmy wtedy zaoszczędzić i zbudować dużo domów dla biednych. Siostry nazywaj te pieniądze „bankiem od Matki Teresy”. To są pieniądze pozbierane dla biednych. Te pieniądze pomogły bardzo dużo biednym. I to jest również ofiara.
Jaka jest rada Matki na nawracanie ludzi, którzy odeszli do sekt, do różnych fałszywych proroków?
Rodzina, która modli się razem, razem pozostaje. Dlatego, jeżeli pozostaną razem Pan Bóg będzie ich kochał i On ukocha ich, każdego z osobna. Wydaje mi się, że czystość będzie bardziej czysta, jeżeli będziemy żyć modlitwą. Dlatego, że owocem modlitwy jest pogłębienie wiary,
owocem wiary jest miłość,
owocem miłości jest służba,
owocem służby jest pokój.
Dlatego, jeżeli mamy wielką miłość do modlitwy, wtedy będziemy przez 24 godziny w obecności Pana Boga. Dlatego wydaje mi się, że dobrze by było gdybyście mogli poprosić waszych księży proboszczów, abyście dwa albo trzy razy w ciągu tygodnia, albo przynajmniej w niedzielę mieli godzinna adorację w waszych kościołach. Wydaje mi się, że jest to największym darem Pana Boga dla nas, że mamy tą codzienną, godzinną adorację przed Najświętszym Sakramentem. Dlatego módlcie się za nas, abyśmy nie zepsuły tej Bożej Pracy.
Bardzo serdecznie Matce Teresie dziękujemy, przede wszystkim za to, że chyba spotkaliśmy się ze „ŚWIĘTĄ”.
Po gorących brawach podchodziliśmy kolejno do Matki Teresy, aby uścisnąć jej dłoń, otrzymać medalik M.B. i różaniec.
WYRAŻAMY OGROMNĄ WDZIĘCZNOŚĆ DLA TYCH, KTÓRZY UMOŻLIWILI NAM SPOTKANIE ZE „ŚWIĘTĄ”.
Na końcu Matka Teresa poprosiła: UKOCHAJCIE MODLITWĘ!
Odczuwajcie często w ciągu dnia potrzebę modlitwy, podejmujcie trud modlitwy. Modlitwa powiększa serce, aż uczyni je zdolnym objąć Boży Dar Samego Siebie. Proście i szukajcie, a Wasze serca urosną tak duże, by przyjąć Jego i zatrzymać Go na swoją własność.
God bless you, M.Teresa MC
Na pierwszy rzut oka zdania dzisiejszej Ewangelii mogą nam sprawić trochę kłopotów. Z jednej strony wiemy przecież, że Ewangelia jest wezwaniem do życia w duchu miłości Boga i człowieka. Tymczasem Chrystus mówi: „Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.”. Jak zrozumieć to wezwanie Jezusa jakby nieprzystające do reszty Jego przesłania? Otóż język biblii jest często językiem pewnej przesady, radykalizmu, w którym nie ma miejsca na kompromis. Zwłaszcza ma to miejsce w odniesieniu do tego, jak traktować mamy Pana Boga w naszym życiu. I Pan Jezus wypowiada się dzisiaj właśnie w tym duchu. Tym przesadnym stwierdzeniem chce podkreślić mocno, że w życiu człowieka prawdziwie wierzącego nic i nikt nie może przesłonić Boga i Jego miłości. Pierwszeństwo Boga, jakiego domaga się już Stary Testament jest absolutne! Puentą tego wezwania jest ostatni werset dzisiejszej perykopy ewangelicznej: „Tak więc nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”. [Łk. 14,33]
I można powiedzieć, że to nie jest jakieś wydumane przesłanie. Chrystus dobrze zna człowieka i dlatego podkreśla, że dla człowieka wierzącego miłość do Boga musi stać się pierwszoplanowa i nic tej miłości nie może przysłonić. Znane nam jest słynne powiedzenie św. Augustyna, które jest pięknym wyjaśnieniem tego Chrystusowego żądania: „Jeżeli Bóg w życiu jest na pierwszym miejscu, wszystko znajdzie się na właściwym”. Jeśli zaś nie będziemy potrafili zawalczyć o pierwsze miejsce dla Boga w naszym sercu i w naszym życiu to… konsekwencje można łatwo przewidzieć. Zresztą niejednokrotnie nasze osobiste doświadczenia nam je pokazuje… Chrystus swoimi słowami uświadamia nam, że nie ma innej interpretacji przykazania miłości, które mówi: „Będziesz miłował Boga CAŁYM sercem…”, a nie jakąś cząstką serca. Bóg miłując nas pełnią miłości oczekuje od nas, że odpowiemy na tę miłość także pełnią naszej miłości. „Głębia przyzywa głębię” – powie psalmista. Największa miłość czeka na największą miłość.
Również wezwanie do niesienia swojego krzyża, które Chrystus przywołuje dalej jest tego potwierdzeniem. Chrystus swoim uczniom stawia poprzeczkę rzeczywiście wysoko. Dźwiganie swojego krzyża, które także łączy się z pewnego rodzaju wyrzeczeniem oznacza zgodę na to, że wierność Jezusowi wiąże się z rezygnacją z wielu pozornie ważnych dla nas spraw, co więcej, że będzie nas kosztować a nawet boleć. Zwłaszcza w roku miłosierdzia może ktoś wyrazić wątpliwość, że Bóg nie może wymagać aż tyle od słabego człowieka. Tego typu wątpliwości odbierają jednak sól Ewangelii. Prawdziwa miłość, miłość, która nas ma wychowywać i kształtować na naśladowców Chrystusa musi być wymagająca. Bóg jest często w Starym Testamencie nazywany Bogiem zazdrosnym. To pozostaje aktualne.
Jakość naszej miłości pokazuje jakość naszego zaangażowania w budowanie królestwa Bożego. Jest też fundamentem jakości innych sfer naszego życia. Między innymi modlitwy.
To budowanie Bożego królestwa posiada dwa wymiar pozytywny: tworzenie i rozszerzanie dobra oraz negatywny: walka m. in. zmaganie ze złem, z grzechem. I w pierwszym, i w drugim przypadku konieczne są determinacja, zaangażowanie, ale i mądrość. Uświadamia nam ona m. in., że bez pomocy łaski, bez modlitwy, bez mocy szukanej w sakramentach przegramy tę walkę. Dlatego właśnie niezbędne jest pełne zaufanie Bogu. Liczenie bardziej na Niego niż na rodzinę, majątek, znajomości czy własne siły, które zazwyczaj stanowią bardzo ograniczone możliwości. Bez uwzględnienia w swoich planach Boga i Jego planów oraz sposobów działania, nasze plany szybko okażą się niewystarczalne. Tylko z Nim rzeczy niemożliwe stają się możliwe.
Kto z nas nie lubi, gdy jest chwalony, doceniany, zauważany?
„Zobaczył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali”. Duch rywalizacji jest tak stary jak stara jest historia świata. Jeden z filozofów określił to krótkim stwierdzeniem: „życie to walka”. I nie trzeba daleko szukać potwierdzenia tej tezy. Dobrze wiemy ile w naszych środowiskach, rodzinach, miejscach pracy jest walki o to, by potwierdzić swoją wartość, prestiż, by sięgnąć po lepsze miejsce, po większe korzyści. Myślę, że niewiele jest środowisk wolnych od tej pokusy. Oczywiście to normalne, że człowiek szuka swojego miejsca w życiu. Co więcej, nie ma w tym nic złego, że chcemy dla siebie tego, co dobre a nawet najlepsze. Sęk w tym, że często sami nie zawsze wiemy, co jest dla nas tak naprawdę dobre. Warto przyjrzeć się swoim wyborom! Ileż tam błędów, wyborów, których później się żałuje a których nie da się już odwrócić, bo pozwoliliśmy by naszym myśleniem i wyborami zawładnęły egoizm, pycha, nieuporządkowane pragnienia…
Chrystus daje nam dzisiaj niezwykłą lekcję, choć mało popularną w dzisiejszym świecie, który ciągle karmi w nas ducha rywalizacji. Podpowiada nam, że aby odnaleźć dobre miejsce w życiu, konieczna jest pokora. Choć to słowo nie pada wprost, ale właśnie ta cnota jest tematem przewodnim dzisiejszej Liturgii Słowa. Pokora to zgoda na prawdę o sobie.
I wbrew pozorom nie poznamy siebie, będąc zapatrzonymi w siebie jak w lustro. Prawdę o sobie odkrywamy w spotkaniu z innymi, w spotkaniu z Bogiem. Obraz uczty, przywołanej dzisiaj przez Ewangelię można odczytać, jako metaforę życia. Czasem spotykają nas upokorzenia, musimy zająć mniej godne miejsce, które często niesłusznie kojarzymy z degradacją. Innym razem ktoś powie nam: „Przyjacielu, przesiądź się wyżej”… Te różne sytuacje, które Pan Bóg dopuszcza w naszym życiu są potrzebne, aby odkryć prawdę o sobie. Aby pogodzić się z tą prawdą i aby w konsekwencji dać się poprowadzić Bogu.
Ku czemu? Przede wszystkim ku wolności, bo jak powie Chrystus w innym miejscu: prawda wyzwala, ale pod warunkiem, że gotowi jesteśmy ją przyjąć i zaakceptować, nawet, jeśli bywa bolesna.
Czasem zejście z piedestału naszego ego pozwala nam nie tylko uznać prawdę o sobie, ale też dostrzec innych, odrzuconych, pogardzanych, żyjących poniżej poziomu ludzkiej godności. A przecież oni też są dziećmi Boga. I być może dzisiaj Bóg chce do nich przyjść przez ciebie i przeze mnie, przez nasze dobro. Czy potrafimy ich zaprosić do naszego życia, wyciągając ku nim dłoń, zauważając ich potrzeby i udzielając pomocy?
I na koniec puenta dzisiejszej lekcji o pokorze: „Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”. Chrystus sam dał tego przykład. Św. Paweł przypomni: „On istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi”. Bóg, który schodzi na ziemię, by podnieść człowieka do nieba…
Nie da się zdobyć nieba, posługując się logiką ziemskiej kariery, walki o swoje, egoistycznych rozgrywek. Do nieba prowadzi tylko jedna droga: zgodna z logiką krzyża. Na tej drodze konieczna jest gotowość do służby, uniżenia, łagodności i ofiarnej miłość.
Kto potrafi się tak uniżyć, będzie wywyższony.
Czcimy Maryję Częstochowską, można by przesady powiedzieć ideał Kobiety, ideał Matki, ideał życia chrześcijańskiego…
Ideał człowieka, który swoje życie oparł na zawierzeniu i zasłuchaniu w słowo Boże a dzisiaj na dodatek ideał Królowej cierpliwie słuchającej i przekazującej Bogu miliony próśb.
Człowiek potrzebuje ideałów, także ludzkiego ideału.
Dzisiejsza uroczystość daje nam sposobność zapatrzyć się w ten ideał, duchowym wzrokiem patrzymy na Maryję ukazaną nam w wizerunku z Jasnej Góry.
Każdy, kto choć raz odwiedził Częstochowę i kaplicę cudownego wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej bez trudu mógł dostrzec spoglądając na tę ikonę, że Ona patrzy na nas z miłością i zatroskaniem, patrzy tak, jakby chciała nam w tym spojrzeniu przekazać wielką tajemnicę miłości Boga. Miłości, której sama doświadczyła, na którą odpowiedziała całym swoim sercem i do współpracy, z którą została zaproszona.
Istnieje tradycja oparta na przeświadczeniach ludzi świętych, że kiedy Maryja przebywała u Elżbiety, wyśpiewywała kantyk Magnificat trzy razy dziennie.
Jest to symbol tego, że Maryja, stale rozważała w swoim sercu dzieła Boga.
Słowa i czyny, które widziała i słyszała, nosiła w sobie i w swym sercu, aby tam je pielęgnować i aby z głębi Jej serca przemieniały całe Jej życie, życie, które chciało być jedynie odpowiedzią na miłość Boga, jakiej doświadczyła.
Po ludzku patrząc rozważanie wymaga wyciszenia i skupienia. Wymaga zaangażowania serca w to, co się rozważa.
Kiedy myślimy o sercu Maryi, wyobrażamy sobie jej głębokie wyciszenie, zapatrzenie w Boga i radość oraz siłę, którą z tego zapatrzenia czerpała. Można powiedzieć, że także dzisiaj w gwarze kaplicy jasnogórskiej, pośród tłumów, które ją nawiedzają, tysięcy modlitw Maryja zachowuje to swoje skupienie i uczy nas również tej postawy wobec Boga. Ona jest konieczna, aby słowo Boże mogło rzeczywiście do nas dotrzeć, aby mogło przeniknąć nie tylko nasz umysł ale i nasze serce, bo tylko wówczas ma szansę zakorzenić się w nim i wpływać na nasze codzienne życie, na nasze wybory i decyzje, tak wpływało na życie i decyzje Matki Bożej.
Ojciec święty Franciszek po tegorocznej wizycie w jasnogórskiej Kaplicy powiedział: „Podczas tej podróży odwiedziłem także sanktuarium w Częstochowie – mówił Ojciec Święty – Przed obrazem Matki Bożej otrzymałem dar spojrzenia Matki, która jest przede wszystkim Matką narodu polskiego, tego szlachetnego narodu, który wiele wycierpiał, a który dzięki mocy wiary i Jej macierzyńskiej ręki zawsze podnosił się na nowo. Tutaj dotyka się namacalnie wiary świętego wiernego ludu Boga(…)”
Dziękując dziś Bogu za Jej obecność w dziejach naszego narodu i w życiu każdego z nas uczmy się od Maryi tego skupienia, zapatrzenia w Boga i zasłuchania w Jego słowo, abyśmy mogli czynić to, co On nam w tym słowie mówi. Maryja, przy całym swoim skupieniu pierwsza dostrzega wszystkie ludzkie potrzeby, bolączki i przedstawia je Synowi i w ten sposób uczy także nas, że jeśli chcemy być wrażliwi na drugiego człowieka, jeśli chcemy umieć zaradzić jego potrzebom, to najpierw trzeba zacząć od skupienia, od modlitwy i od zasłuchania w słowo Boże. Nigdzie indziej bowiem nie znajdziemy lepszych odpowiedzi i głębszej mądrości, która pozwoli nam zaradzić tym potrzebom. Nikt inny niż Bóg w mądrości swego słowa nie nauczy nas lepiej ducha służby, którego domaga się nasza wiara a zwłaszcza postawa miłosierdzia, do której wzywa nas Rok Jubileuszowy, który przeżywamy.
„Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.” (J 2,5b)
To jedne z nielicznych słów zanotowanych przez Ewangelię, które wypowiedziała Maryja. To nawet ostatnie zapisane przez Ewangelistów Jej słowa, które stanowią swoisty testament – trzeba nieustannie poszukiwać i wypełniać wolę Boga. Maryja, przez swoje FIAT ze Zwiastowania, jest najdoskonalszym tego przykładem. Zatem uciekając się pod Jej obronę, prośmy dzisiaj duchowo pielgrzymując do Jej częstochowskiego wizerunki, aby uczyła nas posłuszeństwa Bożym planom.
Powierzając wstawiennictwu Matki ważne dla nas sprawy, uczmy się patrząc na Jej wizerunek wyciszenia i pełnego spokojnej radości spotkania z Bogiem na modlitwie.