Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Medytacja nad słowem z Krzyża

Cristo_crucificado_(Murillo)

”Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”

Kiedyś szatan na pustyni bezskutecznie usiłował przekonać Mesjasza do swojego pomysłu na historię Bosko-ludzkich relacji. Teraz wykorzystuje swoją ostatnią szansę. – Nie da się ukryć, że przegrałeś tę romantyczną walkę o człowieka – szepcze do ucha Skazańcowi to maleńkie zwierzątko, któremu wydaje się, że jest Bogiem. – Przyznaj mi rację: przeklęty jest człowiek, który odrzuca ofiarowaną mu pomoc. Nie jest wart twojego trudu ten, kto przybija do krzyża uzdrawiające go ręce. Wracaj do Ojca, nie poniżaj więcej Jego świętego majestatu.

Nie – odpowiada Jezus – „Ja po to przyszedłem na świat, by dać świadectwo prawdzie” o Ojcu, który pochylił się nad człowiekiem. Nikt Mnie nie oderwie od ludzi, którzy zaplątali się we własne grzechy jak owieczka w cierniste zarośla. Nikt Mnie nie oderwie od Ojca, który jest sprawiedliwy w swoim miłosierdziu i miłosierny w swej sprawiedliwości.

Ojcze, przebacz im…

 

„Zaprawdę, powiadam ci, dziś ze Mną będziesz w raju”

Wielokrotnie ulegał podszeptom złego – przyprowadziło go to aż tutaj, na szubienicę. Teraz szatan chce ostatecznie zamknąć sprawę kolejnego zdeprawowanego przez siebie łotra. Życie zeszło mu na gonitwie za ułudą, niech teraz przeklnie swój los, ludzi, Boga, historię… Niech umrze w poczuciu absolutnej beznadziei i bezsensu – że Przedwieczny źle urządził ten świat, źle zaplanował historię, że bawi się nami jak dziecko trzymające świerszcze w pudełku od zapałek…

To nie tak, bracie – mówi Jezus swemu towarzyszowi męki – nie pozwól odebrać sobie jedynego dobra, którego w życiu nie zmarnowałeś: nadziei. To nieprawda, że wszystko skończone. Za tobą dopiero jedna część życia – drugą możesz jeszcze wygrać. Czujesz, że jesteś na dnie? Zszedłem tu za tobą. Uchwyć się Mnie, tak jak Ja uchwyciłem się Ojca. Razem wygramy tę ostatnią bitwę.

Dziś ze Mną będziesz w raju…

„Niewiasto, oto syn Twój. Oto Matka twoja”

Jej duszę przenika najboleśniejszy miecz – pokusa rozpaczy Matki, która nie potrafiła uratować swojego dziecka, pokusa rozpaczy Służebnicy Pańskiej, której anioł ciemności powtarza: nie „spełni się słowo, powiedziane Ci od Pana”, śniło Ci się tylko, że Twój Syn „będzie wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego”, a Bóg dał Mu nie „tron Jego praojca, Dawida”, ale haniebny koniec pogardzanego wichrzyciela…

Nie bój się, Maryjo – mówi do Jej serca Słowo – nie bój się, Ewo. Wąż nie ma w Tobie nic swojego. Teraz jest jego godzina – miażdży mnie cierpieniem, ale to Ja zmiażdżę mu głowę. Wytrzymaj, Matko, pod tym drzewem kuszenia, którym jest mój krzyż. Nie zrywaj owocu, zanim nie dojrzeje. I przyjmij moich uczniów – niech przy Tobie dojrzewają, aż się staną jak Ja – Eucharystią…

Oto dzieci Twoje…

 

„Boże mój, Boże mój, czwemuś Mnie opuścił?”

Diabeł (od łac. diabolos – ten, który dzieli) – Jak mógłby nie wykorzystać i tej chwili, gdy zdaje się rozpadać jedność Trójcy Świętej?

Mówi więc szatan do Ojca jak niegdyś, w sprawie Hioba: „skóra za skórę. Wszystko, co człowiek posiada, odda za swoje życie. Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego kości i ciała”. Na pewno przestanie się czuć Twoim Synem.

Mówi więc szatan do Syna, jak kiedyś przyjaciel Hioba: „Czyż Bóg nie wyższy od nieba? Patrz w niebo! Jak gwiazdy wysoko! Czy Bóg wie cokolwiek, czy spoza chmur może sądzić? Chmura – zasłoną: Nie widzi. Chodzi po strefach niebieskich”. Oblicze swe od Ciebie odwrócił…

A Jezus odpowiada: Boże mój, Boże – w moim poranionym ciele cała ludzkość woła: „Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał”… Jednak Ja, najbardziej samotny człowiek na ziemi, „wiem – Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi ostatni”…

 

„Pragnę”

Duch nieposłuszeństwa i egoizmu triumfuje nad Duchem miłości: unosiłeś się nad wodami, byłeś tchnieniem Najwyższego, bezinteresownym darem życia… ale teraz nie Ty jesteś zasadą świata. Strumień Twojej mocy rozlewający się z serca Jezusa wsiąka bezowocnie w piasek pustyni ludzkich serc. Na Twoją miłość odpowiadają octem podejrzliwości, bo przekonałem ich, że Wszechmocny zazdrośnie strzeże skarbu swego samotnego szczęścia…

A Duch Jezusa odpowiada: „Pragnę!”. Nigdy nie wyschnie źródło, z którego wypływam. Żaden korzeń gorzki nie odbierze słodyczy Miłości. Im szerzej rozlał się grzech, tym obficiej rozleje się łaska. Ty, szatanie, przemieniasz wino w ocet, ale Krew Chrystusa, pełna mojej mocy, może przemienić ocet w wino. Przez krzyż Chrystusa będę do końca świata wołał do każdego człowieka: „pragnę… miłości pragnę, nie krwawej ofiary!”.

 

„Wykonało się”

– „Na nic, na darmo zużyłeś swe siły” – mówi Ukrzyżowanemu Żniwiarzowi przeciwnik – nie wypełniło się nic z Twoich planów. Przyszedłeś, by „ubogim nieść dobrą nowinę”, ale oni wolą chleb od Ewangelii; więźniom miałeś ogłosić wolność, ale na wolność wyszedł tylko Barabasz; na miejsce jednego uzdrowionego przybywa dziesięciu chorych, wskrzeszeni przez Ciebie umrą po raz drugi – w jeszcze większej samotności i trwodze. Obwoływałeś „rok łaski od Pana”, a sam kończysz na śmietniku historii…

– To nie tak – mówi Baranek. Radością jest dla Mnie pełnić wolę Ojca – teraz ta radość doszła do szczytu. Bo Ojciec tu, na tej górze krzyży, „przygotował dla wszystkich ludów ucztę z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę zapuszczoną na twarz wszystkich ludów i całun, który okrywał wszystkie narody; raz na zawsze zniszczy śmierć”.

Więc bierzcie i jedzcie – spożywajcie moją miłość do Ojca, moje synowskie posłuszeństwo, moją solidarność z grzesznikami. Uczta gotowa. Wykonało się…

„Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego”

„Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM”… Szatan precyzyjnie cytuje Biblię. A potem podsumowuje: ta chwała jest i dla ciebie – wystarczy wyciągnąć rękę. Już wystarczająco się napracowałeś, dość się nacierpiałeś, teraz TOBIE coś się należy, wreszcie TOBIE powinni ustąpić…

To nie tak. Nie ma końca walka o synostwo Boże we mnie. Nie może przestać brzmieć w moim sercu napomnienie Apostoła: „To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie. On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej”…

 

Ojcze, w Twoje ręce powierzam dziecko, które jest we mnie…

WIELKI CZWARTEK – dzień Kapłaństwa i Eucharystii

Dziś Wielki Czwartek – pierwszy dzień Triduum Paschalnego. Na wypadki, jakie dokonały się w Wielki Czwartek, składają się: Ostatnia Wieczerza Chrystusa z Apostołami, ustanowienie Eucharystii i sakramentu kapłaństwa. Chrystus umywa nogi Apostołom i wskazuje na zdrajcę, wygłasza do uczniów przemówienie i modli się do Ojca za nimi, zapowiada swoją mękę i śmierć. Udaje się na Górę Oliwną do ogrodu Getsemani i tam w oczekiwaniu na siepaczy przeżywa mękę konania i krwawego potu. Tajemnica aresztowania Chrystusa zamyka ten dzień.   

wielki czwartek

Każde powołanie kapłańskie w swej najgłębszej warstwie jest wielką tajemnicą, jest darem, który nieskończenie przerasta człowieka. Każdy z nas kapłanów, doświadcza tego bardzo wyraźnie w całym swoim życiu. Wobec wielkości tego daru czujemy, jak bardzo do niego nie dorastamy  (Św. Jan Paweł II ).

Wielki Czwartek jest szczególnym świętem kapłanów. Rankiem, jeszcze przed wieczornym rozpoczęciem Triduum Paschalnego, ma miejsce szczególna Msza św. We wszystkich kościołach katedralnych biskup diecezjalny wraz z kapłanami (nierzadko z całej diecezji)odprawia Mszę św. Krzyżma. Podczas niej biskup święci oleje (chorych i krzyżmo), które przez cały rok służą przy udzielaniu sakramentów chrztu, święceń kapłańskich, namaszczenia chorych. Kapłani koncelebrujący ze swoim biskupem odnawiają przyrzeczenia kapłańskie. Msza Krzyżma jest wyrazem jedności i wspólnoty duchowieństwa diecezji.

Wieczorem w kościołach parafialnych i zakonnych Mszą Wieczerzy Pańskiej rozpoczyna się Triduum Paschalne. Msza św. ma charakter bardzo uroczysty. Jest dziękczynieniem za ustanowienie Eucharystii i kapłaństwa służebnego. Ostania Wieczerza, którą Jezus spożywał z apostołami, była tradycyjną ucztą paschalną, przypominającą wyjście Izraelitów z niewoli egipskiej. Wszystkie gesty i słowa Jezusa, błogosławieństwo chleba i wina nawiązują do żydowskiej tradycji.

Jednak Chrystus nadał tej uczcie nowy sens. Mówiąc, że poświęcony chleb jest Jego Ciałem, a wino Krwią, ustanowił Eucharystię. Równocześnie nakazał apostołom: „To czyńcie na Moją pamiątkę”. Tradycja upatruje w tych słowach ustanowienie służebnego kapłaństwa, szczególne włączenie apostołów i ich następców w jedyne kapłaństwo Chrystusa.

kapłan

Czytamy w Piśmie Świętym, że Pan Bóg tak bardzo umiłował świat, że wyrzekł Słowo, a Słowo stało się Ciałem; On przychodzi i mieszka pomiędzy nami i w nas. Podobnie dzisiaj kapłan jest tym, który także został posłany, żeby być tą żywą miłością, miłością dla dzisiejszego świata. Kapłan jest znakiem, jest żywym płomieniem, jest promieniem Bożej miłości dla świata, jest palącym płomieniem, jest nadzieją na szczęście wieczne. Po to, by być całkowicie dyspozycyjnym wobec Ojca, kapłan musi być całkowicie zjednoczony z Synem, oraz głosić i nieść miłość Ojca i Syna i Ducha Świętego w swoim życiu, w swojej postawie, w swoich działaniach. Bo dzisiaj Bóg kocha świat poprzez każdego kapłana, który zastępuje samego Chrystusa. On jest drugim Chrystusem. (Bł. Matka Teresa z Kalkuty)

umycie nóg

Kapłan jest monstrancją, jego rolą jest pokazywać Jezusa; musi sam zniknąć i ukazać Jezusa. Starać się pozostawić dobre wspomnienie w duszy każdego z tych, którzy do niego przychodzą. Stać się wszystkim dla wszystkich. Śmiać się z tymi, którzy się śmieją, płakać z tymi, którzy płaczą, aby wszystkich przyprowadzić do Jezusa  (Bł. Karol de Foucauld ).

 

W tym szczególnym, dniu pragnę podziękować wszystkim, których dobry Bóg postawił na drodze mojego kapłańskiego życia. Każda i każdy z Was jest dla mnie nieocenionym darem od Pana. Dziękuję nade wszystko za Waszą modlitwę, dobroć serca i świadectwo wiary i proszę módlcie się za mnie i za kapłanów, aby nie ustali w naśladowaniu Chrystusa i odważnym przekazywaniu orędzia Jego Ewangelii i Miłości. Módlcie się także o nowe i święte powołanie kapłańskie, bo współczesny świat, choć wstydzi się do tego przyznać potrzebuje kapłanów, bo jak zwykł mawiać Św. Jan Maria Vianney, proboszcz z Ars i patron kapłanów: „Gdyby zniesiono sakrament święceń, nie mielibyśmy Pana. Któż Go złożył tam, w tabernakulum? Kapłan. Kto przyjął waszą duszę, gdy po raz pierwszy wkroczyła w życie? Kapłan. Kto ją karmi, by dać siłę na wypełnienie jej pielgrzymki? Kapłan. Któż ją przygotuje, by pojawiła się przed Bogiem, obmywając ją po raz ostatni we Krwi Jezusa Chrystusa? Kapłan, zawsze kapłan. A jeśli ta dusza umiera ze względu na grzech, kto ją wskrzesi, kto da jej ciszę i pokój? Znów kapłan. Po Bogu, kapłan jest wszystkim! On sam pojmie się w pełni dopiero w niebie.” Ks. Marek

 

10258781_1053456581388277_4267479747451333484_n

Módlmy się za kapłanów. Każdego dnia zauważamy, jak rzadcy są przyjaciele Jezusa. Zdaje mi się, że to rani Go najgłębiej  (Św. Teresa z Lisieux ).

Kontakt z tajemnicą życia

Z Ewangelii według św. Jana (J 8,21-30)
Jezus powiedział do faryzeuszów: Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie. Rzekli więc do Niego Żydzi: Czyżby miał sam siebie zabić, skoro powiada: Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie? A On rzekł do nich: Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata. Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich. Powiedzieli do Niego: Kimże Ty jesteś? Odpowiedział im Jezus: Przede wszystkim po cóż jeszcze do was mówię? Wiele mam o was do powiedzenia i do sądzenia. Ale Ten, który Mnie posłał jest prawdziwy, a Ja mówię wobec świata to, co usłyszałem od Niego. A oni nie pojęli, że im mówił o Ojcu. Rzekł więc do nich Jezus: Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył. A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba. Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego.

Jednym z wyzwań, przed którym staje każda i każdy z nas, jest bycie nieustannie wyczulonym na ujawnianie się Bożego planu w naszym życiu: wyrażanie wolnej woli i szczerej zgody na to, co przygotowała nam Jego miłość.

Tak łatwo jednak utracić tę wrażliwość. Tak wiele spraw w naszym życiu jest zdominowanych przez to, co mechaniczne, przez zachowanie, którego się od nas oczekuje, przez konformizm, przez nasze własne próby planowania życia po swojemu, bez pytania Boga o Jego plan dla nas; wreszcie przez zabieganie, które sprawia, że brakuje nam czasu na to, aby w ogóle wsłuchać się w Słowo Boże według którego mamy  żyć. To sprawia, że ciągle grozi nam niebezpieczeństwo utraty kontaktu z życiem jako tajemnicą, z jego prawdziwą głębią a w konsekwencji z Bogiem.

Nasze codzienne życie ma tak istotne znaczenie, ponieważ misterium przeobrażania dokonuje się w nas mocą działającego w nas Ducha Chrystusa. Żaden szczegół nie pozostaje bez znaczenia, ponieważ całe stworzenie ma zostać w pełni z powrotem odnowione i przyjęte w Chrystusie.

Plan realizujący się w życiu każdego z nas jest taki sam jak plan, który dokonuje się w stworzeniu i odkupieniu: doprowadzenie do jedności z Bogiem wszystkiego, co istnieje. Pierwszą sferą tego wielkiego dochodzenia do jedności jest osiągnięcie pełni w nas samych. Ale często musi ono przejść przez etap najtrudniejszy, przez zaparcie się siebie a dokładnie naszego fałszywego „ja”. Do tego wzywa nas Wielki Tydzień i kontemplacja posłuszeństwa Chrystusa, które w ofierze Krzyża sięga zenitu. Nie wolno nam zapomnieć, że jako chrześcijanie jesteśmy zaproszeni do tego, by zrozumieć, że osiągnięcie pełni w naszym życiu może się dokonać jedynie przez naśladowanie i podobieństwo do Chrystusa. Najpierw przez wsłuchiwanie się w głos Boga, następnie przez posłuszeństwo Jego Słowu i woli aż do końca. Medytacja jest droga, która uczy nas wsłuchiwania się i wpatrywania wewnętrznym spojrzeniem w tego, do którego mamy się upodabniać. Jest także doświadczeniem, przez które to Słowo Boże ma szansę zakorzenić się w naszych sercach, stając się fundamentem naszego stylu życia. Jest wreszcie szkołą obumierania dla naszego „ja” przez prostotę praktyki, w której naprawdę niewiele ode mnie zależy, lecz uczy nas, że wszystko jest darem. Uczy także wrażliwości na odkrywanie znaków, które Pan Bóg daje nam każdego dnia, a które pozwalają nam odczytywać Jego Plan dla nas i dla świata.

Prośmy, aby doświadczenie medytacji wprowadziło nas także w kontemplację tajemnicy Męki i Śmierci Chrystusa, kiedy staniemy w Wielki Piątek pod Krzyżem, gdy zamilknie Słowo, które stało się ciałem, które zostanie przebite z miłości do nas. Niech cisza Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty nie będzie dla nas pustką, lecz doświadczeniem, przez które także odkryjemy ogrom miłosiernej miłości Boga do każdej i każdego z nas.

Kontrasty Niedzieli Palmowej

12316234_10204448152923538_1676508635062960477_n

Niedziela Palmowa to w liturgii dzień pełen kontrastów, nasycony wieloma treściami, które łatwo przeoczyć, gdyż wątków, jakie ze sobą niesie starczyłoby na kilka medytacji. Niektórzy mówią, że Niedziela Palmowa, to taki „Wielki Post w pigułce”. Coś w tym jest również w wymiarze pastoralnym. Niedziela Palmowa przyciąga bowiem do kościoła prawdziwe tłumy, nawet tych, którzy nie mieli okazji być tutaj w inną niedzielę, ani na żadnej drodze Krzyżowej czy na Gorzkich Żalach. Co ich przyciąga? Złośliwi mówią, że: „sakrament palemki”. Podobny do „sakramentu popiołku” w środę popielcową.

W perspektywie moich dwudziestu lat kapłaństwa rzeczywiście widzę przywiązanie Polaków do symboli, szkoda, że nie tych najważniejszych. Sakrament bowiem to także symbol, znak niewidzialnej łaski. Spotykam jednak takie osoby, które nie mają okazji od lat skorzystać ze znaku Bożego miłosierdzia w sakramencie Pokuty lub Eucharystii, natomiast nie opuszczą szansy, aby posypać głowę popiołem w Środę Popielcową czy poświęcić palmę. No może jeszcze jeden katolicki obowiązek, którego nie przeoczą… przyjść ze święconką. Tyle im wystarcza dla podtrzymania świadomości, że są katolikami. Trochę śmieszne, trochę smutne – rzekłby ktoś. Dla mnie jednak nie ma w tym nic śmiesznego, dlatego warto pamiętać o tych ludziach w modlitwie. Zwłaszcza Rok Miłosierdzia nas do tego zobowiązuje.

A skoro już o miłosierdziu mowa, to Niedziela Palmowa jest jednym z dni, w którym wydaje się ono wylewać szczególnie. Konfesjonały oblegane. Księża zapracowani. To ten dobry wymiar tego dnia. To ważne, że nie palemka jest najważniejsza i że chce się mieć udział w zwycięstwie Chrystusa, którego jest ona symbolem nawet, gdy na co dzień pozornie się przegrywa walkę z grzechem, ze słabością. Przyznam, że Niedziela Palmowa jest jednym z bardziej męczących dni (w sensie psychicznym ze względu na konieczność słuchania wielu spowiedzi), ale radość posługi w konfesjonale i rozdawania ludziom miłosierdzia i daru Bożego przebaczenia jest jedną z największych radości kapłaństwa. To przywilej, któremu nie potrafię się nadziwić i który zawsze mnie z jednej strony zachwyca a z drugiej przeraża. Dlatego to, co zachwyca biorę dla siebie a to, co przeraża oddaję Chrystusowi. Nie dalej jak wczoraj podczas jednej ze spowiedzi miałem mocne doświadczenie bycia w samym centrum zdroju Bożego miłosierdzia. Można je porównać do bycia w środku wodospadu, który spływa na ciebie z góry a którego ty – kapłan jesteś pośrednikiem, aby móc go dalej wylewać na innych. Niezwykłe doświadczenie. Chwała Panu! Dla takich doświadczeń warto żyć!

Tak więc, mamy za sobą Niedzielę Palmową i kolejne preludium Wielkiego Tygodnia, najważniejszego dla chrześcijan. Dla mojego ekumenicznego serca źródłem bólu jest tylko to, że nie możemy go przeżywać jeszcze wspólnie np. z Braćmi z Kościoła Prawosławnego, bo nasze święta się nie pokrywają ze względu na stosowanie innego kalendarza. Wydarzenia, które przywołuje liturgia tej niedzieli, a które rozegrały się począwszy od triumfalnego pochodu z Betanii i wjazdu do Jerozolimy aż po śmierć na Golgocie, to dla mnie jakby streszczenie tego wszystkiego, co wydarzyło się w dziejach ludzkości od raju aż po dzień Sądu Ostatecznego. Niedziela Palmowa ma zatem wprowadzić nas w przeżywanie Wielkiego Tygodnia, a tym, którzy nie będą mogli później uczestniczyć w tych uroczystościach w kościele, dać uproszczoną wersję liturgii Triduum Paschalnego. U progu Wielkiego Tygodnia Niedziela Palmowa ze swym poruszającym przesłaniem ma nas pobudzić do refleksji nad nieskończoną miłością Boga i nad grzesznością człowieka. Warto poświęcić tej refleksji nieco więcej czasu zwłaszcza w Roku Miłosierdzia. Na szczęście Pan Bóg jest dla mnie łaskaw i będę mógł pomimo wielu prac, które czekają mnie w tym tygodniu reflektować nad tą tajemnicą wraz z drogimi Siostrami z Karmelu, które zaprosiły mnie abym od jutra poprowadził dla nich rekolekcje krzyżowe. Ufam, że będą owocne zarówno dla prowadzącego jak i dla słuchaczek.

Wam wszystkim, Drodzy czytelnicy tego bloga również życzę głębokiego przeżycia Triduum Paschalnego. Niech ono pozwoli nam także z wielką radością przeżywać tajemnicę Zmartwychwstania Pańskiego.

Wiele wymiarów ciszy

Z Księgi Proroka Izajasza

Biada synom zbuntowanym! – wyrocznia Pana. Wykonują zamiary, ale nie moje, i wiążą się układami, lecz nie z mego natchnienia, tak że dodają grzech do grzechu. Albowiem tak mówi Pan Bóg, Święty Izraela: «W nawróceniu i spokoju jest wasze ocalenie, w ciszy i ufności leży wasza siła. Ale wyście tego nie chcieli! Lecz Pan czeka, by wam okazać łaskę, i dlatego stoi, by się zlitować nad wami, bo Pan jest sprawiedliwym Bogiem. Szczęśliwi wszyscy, którzy w Nim pokładają ufność! [Iż 30, 1.15.18]

We wprowadzeniu do medytacji sprzed tygodnia powiedziano, że: Bardzo ważne dla naszego wieku przemocy i niepokoju wydaje się ponowne odkrywanie medytacji, jako cichej wewnętrznej jednoczącej oraz twórczej modlitwy  

Cisza ma wiele wymiarów. Może być regresem i ucieczką lub obecnością, świadomością, zjednoczeniem i odkrywaniem własnego „ja”. Cisza rozumiana negatywnie zamazuje i wprowadza zamieszanie w nasze wnętrze (wpadamy wówczas w „sny na jawie”) lub tłumi nasz niepokój. Pozytywna cisza zakłada dyscyplinę wyboru i to, co Paul Tilich nazywa „odwagą bycia”. Na dłuższą metę wejście w twórczą ciszę – która dla chrześcijanina jest zawsze przestrzenią spotkania ze sobą i z Bogiem – wymaga postawy wiary i odwagi. Kiedy stajemy twarzą w twarz z samym sobą w samotności, na gruncie naszego istnienia, konfrontujemy się z wieloma pytaniami dotyczącymi wartości naszego życia, autentyczności naszego religijnego zaangażowania, ale także i z ciemną stroną naszej egzystencji.

Kiedy jesteśmy nieustannie w ruchu, zawsze zajęci i zabiegani wokół wypełniania wymagań naszej społecznej roli, łatwo nam uciec od naszego głębszego „ja”, od prawdy o sobie a także innych egzystencjalnych pytań. Możemy być mniej lub bardziej zadowoleni z naszej zewnętrznej tożsamości, społecznego „ja”, które tworzone jest przez nasze interakcje z innymi, opinie, iluzje. Lecz bez względu na to, na ile uczciwi i otwarci potrafimy być w naszych relacjach z innymi, nasze zewnętrzne (społeczne) „ja” zakłada konieczny element sztuczności. Pewną maskę, którą często, nieświadomie przywdziewamy. Niestety współczesny proces socjalizacji uczy nas odgrywania ról po to, by zdobyć akceptację innych. Ponieważ zachowanie takie niezupełnie jest udawaniem, dlatego do nas przemawia.

To, co skłania wielu współczesnych ludzi do wejścia w doświadczenie ciszy medytacji, to wewnętrzne przekonanie, że w całym zgiełku, który wypełnia nasze życie, pośpiechu i zapracowaniu tracimy coś z prawdziwego bogactwa naszego „ja”? Dopiero wówczas, kiedy pozostajemy w ciszy nie tylko przez kilka minut, lecz przez godzinę lub kilka godzin, możemy stać się świadomi wewnętrznej obecności, naszego prawdziwego „ja”. Thomas Merton pisał: „To „ja” jest często tak naprawdę nam nieznane i przez to nie jest w pełni akceptowane przez nas, ponieważ jest tak różne od owej codziennej figury, którą skonstruowaliśmy z naszych relacji z innymi – i z naszych wewnętrznych niewierności.
Dopiero medytacja uświadamia nam, że istnieje w nas ciche „ja”, którego obecność jest niepokojąca właśnie dlatego, że jest ono tak ciche i nie może być wypowiedziane. Ale to właśnie ono stanowi najgłębszą prawdę o nas samych. Prawdę w jakiej widzi nas Bóg. Niestety współczesna kultura jest na wiele sposobów ukierunkowana na to, by umożliwić nam uchylanie się od potrzeby stanięcia wobec owego wewnętrznego, cichego „ja” a w konsekwencji wobec prawdy o sobie. „Żyjemy w stanie ciągłej pseudouwagi – pisze Merton – skierowanej na głosy, muzykę, ruch uliczny lub ogólnie na hałas związany z tym wszystkim, co dzieje się wokół nas. To sprawia, że jesteśmy wciąż pogrążeni w powodzi dźwięków i słów rozproszonego środowiska, w którym nasza świadomość jest na wpół odurzona”. To z kolei prowadzi do pewnego rodzaju wyobcowania z poczucia naszej tożsamości jak i powołania, do którego w swoim zamyśle powołuje nas Pan Bóg.

Izajasz przypomina słowa Jahwe skierowane do Jego zbuntowanego ludu, który wciąż opuszcza Go po to, by wchodzić w bezwartościowe polityczne i militarne sojusze: W nawróceniu i spokoju jest wasze ocalenie, w ciszy i ufności leży wasza siła (por. Iz 30, 15). Wiara wymaga uciszenia wątpliwych układów i strategii naszego fałszywego ”ja”. Wiara wymaga integracji wewnętrznej, bez której nie sposób osiągnąć prawdziwej jedności, pokoju i poczucia bezpieczeństwa. One rodzą się dopiero z pełnej ufności jedności z naszym wewnętrznym „ja”, w którym odkrywamy Bożą prawdę o nas samych, oraz z Bogiem, którego możemy spotkać właśnie przez pryzmat naszego prawdziwego „ja”. 

Właśnie dlatego cisza dla chrześcijanina jest wielką i twórczą przestrzenią spotkania. „Cisza – pisze Merton – nie tylko daje nam szansę zrozumienia siebie, dostrzeżenia prawdziwej i bardziej wyważonej perspektywy naszego życia w relacji do życia innych; cisza scala nas, jeśli jej na to pozwalamy. Cisza pozwala nam zebrać roztrwonione i rozproszone siły naszej zatomizowanej egzystencji. Pomaga nam skoncentrować się na celu, który nie tylko odpowiada głębokim pragnieniom naszej istoty, ale również Bożym zamiarom wobec nas”.

Odkrycie tej prawdy jest bardzo ważnym momentem. Kiedy żyjemy powierzchownie, kiedy wciąż jesteśmy na zewnątrz siebie, zawsze podzieleni i rozrywani na różne strony przez plany i projekty, które stoją ze sobą w sprzeczności, wówczas odkrywamy, że czynimy wiele rzeczy, których w rzeczywistości czynić nie chcemy, że mówimy to, czego mówić nie chcemy, że pragniemy tego, czego w istocie nie potrzebujemy, że marnotrawimy naszą energię na rzeczy, co do których żywimy ukryte przeczucie, iż są bezwartościowe i bez znaczenia dla naszego życia. „Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę – na to, co nie nasyci?” – pyta Bóg przez proroka Izajasza (Iz 55, 2). Lecz życie na zewnątrz siebie, nawet gdyby wypływało z czystego altruizmu i pracy na rzecz innych nigdy nie doprowadzi nas do najważniejszego w życiu spotkania: z samym sobą i z Bogiem.

Znany psycholog amerykański Erich Fromm wskazuje, że wewnętrzne sprzeczności wyrastające z nieznajomości samego siebie i frustracji różnymi aspektami życia są jednym ze źródeł tak wszechobecnej przemocy we współczesnym świecie. A dzieje się tak, ponieważ żyjąc iluzją, ignorujemy wymagania naszej wewnętrznej, prawdziwej istoty i Boga w nas ukrytego.

Doświadczenie medytacji chce iść na przekór tej alienacji i przez wejście w ciszę pozwolić odkrywać to, kim jesteśmy a więc prawdę o naszej wewnętrznej istocie, naszym wewnętrznym „ja”, o tym kim jesteśmy dla Boga, jakie są Boże marzenia o nas, gdyż to jest właściwa perspektywa, z jakiej człowiek wierzący powinien spoglądać na swoje życie i zadania, które w nim wypełnia.