Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

O medytacji, do przemyślenia…

Dzisiaj pierwsza sobota miesiąca, dzień Matki Bożej, tym piękniejszy, że to także wigilia Niedzieli Miłosierdzia, która od tego roku będzie rozpoczynała przeżywanie tygodnia miłosierdzia. Wreszcie ktoś wpadł na pomysł, żeby połączyć ze sobą te dwa przeżycia roku liturgicznego! I Bogu dzięki! A raczej Bogu i biskupom:-)

Ale ad rem…

Dzisiaj, jak w każdą pierwszą sobotę miesiąca dana mi była łaska wygłoszenia konferencji na temat modlitwy serca. To już kolejna konferencja, która ma szansę odbywać się dzięki Bogu (bo bez Niego ani rusz!) i dzięki życzliwości Sióstr i Braci z Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich, którzy jeszcze nas znoszą:-) Tematem konferencji był „Hezychazm”. Mam nadzieję, że wkrótce pojawi się także na blogu. Pomyślałem jednak, że zamieszczę tutaj komentarz związany z tym spotkaniem, gdyż już nie po raz pierwszy dane mi jest spotykać się z osobami, które przyjeżdżają na te konferencje, choć nie są związane z grupą medytacyjną. Dlatego zawsze jest to dla mnie okazją do spotkań i rozmów z wieloma osobami mającymi swoje osobiste przemyślenia, doświadczenia i bardzo cenne uwagi, za które jestem wdzięczny, bo wiem, że żadna z tych osób, jakie Pan Bóg tam przyprowadza nie jest przypadkowa. Te spotkania i rozmowy utwierdzają mnie jeszcze bardziej w przekonaniu co do tego, jak bardzo ważne jest mówienie na pewne tematy i to mówienie w sposób jak najbardziej czytelny i że się tak wyrażę „ortodoksyjny”, choć nie chciałbym być źle zrozumiany używając tego terminu. Mówię o tym jedynie dlatego, że na skutek pewnej polemiki, która przeniosła się (może to i dobrze) z dyskursu czysto teologicznego na grunt gazetowo-medialny dotyczącej tematu medytacji rodzi się coraz więcej niepokojów ludzi, którzy w jakiś sposób są doświadczeniem medytacji zainteresowani, szukając w niej swojej drogi pogłębienia więzi z Bogiem, ale jednocześnie będąc wierzącymi katolikami mają obawy, aby praktykując medytację niedyskursywną nie wejść w żaden sposób w tak popularne dzisiaj, ale też niebezpieczne dla tożsamości chrześcijańskiej zjawisko synkretyzmu. 

Ja sam już wypowiadałem się na ten temat na łamach niniejszego bloga, więc nie chcę się powtarzać. Dzisiaj chciałbym jednak zamieścić kilka tekstów, które wzięte z różnych źródeł ten temat poruszają (z różnych perspektyw) i jak sądzę mogą być istotnym asumptem do osobistych przemyśleń a może także do rozmów, które zawsze są jak mniemam twórcze i owocne. Nie ukrywam, że do tego kroku zachęciły mnie właśnie rozmowy z osobami, które uczestniczą w konferencjach na temat modlitwy serca a także kilka e-maili, które na ten temat otrzymałem od osób, które trafiły na tego bloga. Teksty te zamieszczam w takiej formie, w jakiej można je znaleźć (na końcu podaję ich źródło) i celowo nie zamieszczam żadnego komentarza, aby zostawić ocenę tym, którzy będą je czytali.

„O doświadczeniach i trudnościach egzorcystów” (Żródło: http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,13839,o-doswiadczeniach-i-trudnosciach-egzorcystow.html)

O doświadczeniach i trudnościach związanych z posługą egzorcyzmowania oraz modlitwie w intencji osób zniewolonych, rozmawiali księża egzorcyści z diecezji płockiej, podczas cyklicznego spotkania z biskupem płockim Piotrem Liberą.

W Płocku odbyło się kolejne spotkanie kapłanów zaangażowanych w posługę egzorcyzmowania. Wspólną modlitwę poprowadził bp Libera. Nawiązał do wydarzenia wyboru papieża Franciszka. Podkreślał, że Wielki Post 2013 przejdzie do historii. Poza tym stwierdził, że wyborowi nowego papieża towarzyszy nadzieja „odnowy Kościoła oraz jego wewnętrznego oczyszczenia”.

Gospodarz spotkania poruszył m.in. sprawę tzw. Światowej Wspólnoty Medytacji Chrześcijańskiej w Polsce. Zauważył, że dokumenty Kościoła m. in. Kongregacji Nauki Wiary, negatywnie oceniają próby łączenia medytacji chrześcijańskiej z medytacją buddyjską. Działalność Wspólnoty na terenie naszego kraju, będzie zapewne przedmiotem analizy kompetentnych gremiów Episkopatu Polski, dlatego póki co należy zachować powściągliwość w angażowaniu się w jej działalność.

Ks. Sławomir Wądołek, który organizuje w swojej parafii weekendy z nauką medytacji, zastanawiał się, czy nie jest to wyzwanie, by tworzyć więcej katolickich szkół medytacji. Zdaniem dr Iwony Zielonki taki postulat mógłby się znaleźć w projekcie Komisji ds. Nowej Ewangelizacji 43. Synodu Diecezji Płockiej. Ponadto dyskutowano o czasopiśmie „Egzorcysta”. Zwracano uwagę na jego pozytywne wątki, ale znalazły się też głosy krytyczne.

KAI

Odpowiada: Bogdan Białek – „Bp Libera i medytacja chrześcijańska – polemika” (Żródło: http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,1096,bp-libera-i-medytacja-chrzescijanska-polemika.html)

Pragnę wyrazić zaniepokojenie i smutek w związku z wypowiedzią bpa Piotra Libery, który, wspominając Światową Wspólnotę Medytacji Chrześcijańskiej, stwierdził, że „dokumenty Kościoła, m.in. Kongregacji Nauki Wiary, negatywnie oceniają próby łączenia medytacji chrześcijańskiej z medytacją buddyjską, gdyż ta wypowiedź pasterza diecezji, zapewne wskutek nieprawdziwych informacji i nieporozumienia, wprowadza wiernych i duchowieństwo w błąd oraz wywołuje niepotrzebne zamieszanie.

Działalność Wspólnoty na terenie naszego kraju będzie zapewne przedmiotem analizy kompetentnych gremiów Episkopatu Polski, dlatego póki co należy zachować powściągliwość w angażowaniu się w jej działalność”.

Zwracam uwagę, że Światowa Wspólnota Medytacji Chrześcijańskiej jest ekumenicznym ruchem kontemplacyjnym, działającym od 1991 roku w ponad stu krajach świata. Kierowana przez o. Laurence’a Freemana OSB, nawiązuje do nauk o. Johna Maina OSB. Współzałożycielem Wspólnoty był o. Bede Griffiths OSB. Żaden z wymienionych duchownych nigdy nie był dyscyplinowany przez jakiekolwiek władze kościelne. Nigdy nasza Wspólnota nie była kwestionowana przez Kongregację Nauki Wiary lub inną dykasterię Kurii Rzymskiej. Kościół Rzymskokatolicki zatwierdził kanonicznie WCCM w uproszczonej formie jako ekumeniczną wspólnotę kontemplacyjną. Biskup Giulio Sanguineti, ordynariusz diecezji Brescia, dekretem z 11 lipca 2007 roku zatwierdził i ustanowił WCCM (The World Community for Christian Meditation – Światową Wspólnotę Medytacji Chrześcijańskiej) Prywatnym Stowarzyszeniem Wiernych, udzielając mu osobowości prawnej. Dekret biskupa Brescii został zatwierdzony przez arcybiskupa Florencji 2 września 2009 roku.

Wśród patronów naszej Wspólnoty są: kardynał Walter Kasper, arcybiskup Westminster Vincent Nichols, arcybiskup Sydney kard. George Pell, ordynariusz diecezji Townsville w Australii bp Michael Putney, biskup John Tong z Hongkongu.

Jednocześnie chcę wyrazić głęboką wdzięczność Księdzu Biskupowi za zapowiedź „analizy kompetentnych gremiów Episkopatu Polski” obecności i działalności naszej Wspólnoty na obszarze kraju. Działa już u nas ponad piętnaście grup, kierowanych przez duchownych diecezjalnych i zakonnych. Jezuickie wydawnictwo WAM oraz oficyna benedyktynów z opactwa w Tyńcu wydają od lat  książki o. Johna Maina OSB oraz o. Laurence’a Freemana OSB. Zbliżona do naszej Lubińska Wspólnota Grup Medytacji Chrześcijańskiej, skupiona wokół klasztoru benedyktynów w Lubiniu, nawiązuje do nauczania obu wymienionych benedyktynów. Kieleckie wydawnictwo diecezjalne „Jedność” wydało w ubiegłym roku książkę Medytacja chrześcijańska w szkołach, prezentującą doświadczenia z nauczaniem medytacji w szkołach diecezji Townsville w Australii.

Wierzymy, że analiza zapowiedziana przez Księdza Biskupa zostanie przeprowadzona obiektywnie, pozwoli wyjaśnić wszystkie nieporozumienia, położy kres pomówieniem i niesprawiedliwym oskarżeniom, przyczyni się do rozkwitu tej wspaniałej formy modlitwy kontemplacyjnej wśród katolików w Polsce. W liście do Andrzeja Ziółkowskiego, krajowego koordynatora WCCM w Polsce, biskup diecezji Townsville, w której medytacja chrześcijańska jest od lat nauczana we wszystkich szkołach katolickich, pisze: „Uczymy medytacji jako formy modlitwy chrześcijańskiej. Nie jest ona ćwiczeniem relaksacyjnym. Medytacja chrześcijańska nie jest także praktyką duchową religii Wschodu. W swojej istocie jest rdzennie chrześcijańską formą modlitwy i mamy nadzieję, że jej praktyka umożliwi dzieciom głębszą relację z Trójcą Świętą. Dlatego, obserwując jej wyłącznie dobroczynne oddziaływanie, z głębi serca polecam ją jako praktykę religijną dla dzieci. Poza tym obserwujemy także jej korzystny wpływ na tych z naszych nauczycieli, którzy – aby wspomóc swoich uczniów – sami podjęli ją jako osobistą praktykę modlitewną. Moim zdaniem może to być jeden z kroków na drodze ich wewnętrznej przemiany i głębszej relacji z Bogiem”.

Jestem przekonany, że te słowa brata w biskupstwie są dla biskupów polskich świadectwem wartości nauczania i praktyki Światowej Wspólnoty Medytacji Chrześcijańskiej.

 

 Bogdan Białek

 Koordynator Szkoły Medytacji WCCM

 w Polsce i Europie Wschodniej

 

Odpowiada: o. Jacek Prusak SJ: „Co egzorcyści mają do medytacji?” (Żródło: http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,1090,co-egzorcysci-maja-do-medytacji.html)

W diecezji płockiej jest dziewięciu egzorcystów. To dużo, jeśli porówna się ich liczbę z egzorcystami w innych, większych, diecezjach w Polsce. Czy to znaczy, że diecezja płocka jest pod szczególnym wpływem złego ducha?

Tego nie wiem. Może jej ordynariusz w posłudze egzorcystów widzi szczególną wartość duszpasterską? Te pytania pozostawiam bez odpowiedzi, bo ani nie jestem egzorcystą, ani kapłanem tamtejszej diecezji. W trakcie ostatniego spotkania płockich egzorcystów ze swoim ordynariuszem (23 marca) poruszono jednak kwestię, która nie tylko mi leży na sercu – a jest nią medytacja chrześcijańska.

Gospodarz spotkania – bp. Piotr Libera – odniósł się do działania na terenie Polski Światowej Wspólnoty Medytacji Chrześcijańskiej (WCCM) i zachęcił do dużej ostrożności w otwieraniu wspólnot medytacyjnych na terenie „jego” diecezji. Ta ostrożność graniczy praktycznie z odmową.

Jego powściągliwość – co można przeczytać w oficjalnie wydanej dla KAI depeszy – wynika z jednej strony z obawy przed synkretyzmem, z drugiej z krytycznego stosunku do postulatu dr Iwony Zielonki, aby tworzyć więcej katolickich szkół medytacji, które w oficjalny sposób znalazłyby swoje miejsce w projekcie Komisji ds. Nowej Ewangelizacji 43. Synodu Diecezji Płockiej. Rozumiem, że nie chce uprzedzać w tej sprawie stanowiska Episkopatu Polski. Warto równocześnie dodać, że na terenie diecezji płockiej naukę medytacji w tradycji benedyktyna o. Johna Maina, a więc w ramach WCCM,  prowadzi ks. Sławomir Wądołek.

Medytacja chrześcijańska nie od dziś budzi emocje, a egzorcyści bardzo często umieszczają ją w ramach „zagrożeń duchowych”. Przyznam jednak, że nie rozumiem na jakiej podstawie ordynariusz płocki uznał, że Światowa Wspólnota Medytacji Chrześcijańskiej propaguje synkretyczne podejście do modlitwy niedyskursywnej poprzez łączenie jej z buddyzmem?  Medytacja chrześcijańska w tradycji o. Maina polega na powtarzaniu biblijnego wezwania Marana tha (aram. Przyjdź, Panie Jezu!) i swoimi korzeniami sięga do monologicznej modlitwy mnichów egipskich z IV wieku.

Wezwanie to pojawia się w 1 Liście do Koryntian (16, 22), gdzie występuje jako grecka transliteracja wyrażenia aramejskiego. Niektórzy badacze uważają, że było to pozdrowienie pierwszych chrześcijan. Występuje ono w modlitwach i pieśniach chrześcijańskich, zwłaszcza w okresie adwentu. Gdzie tu są elementy buddyjskie? A może bp. Libera za „zagrożenie duchowe” uznaje każdą niedyskursywną modlitwę? Jeśli tak, to ta „ostrożność” nie bierze pod uwagę w wystarczający sposób  duchowości chrześcijańskiej, jej rozwoju w Kościele na Wschodzie i Zachodzie, jej różnorodności i bogactwa! A może ktoś wprowadził go świadomie w błąd?

Światowa Wspólnota Medytacji Chrześcijańskiej nie stworzyła ani nic nowego, ani synkretycznego w podejściu do modlitwy. „Chrześcijańska mantra” – Maranatha – wyrasta z doświadczenia chrystocentrycznego i należy do dziedzictwa chrześcijaństwa od początków istnienia Kościoła.

Oczywiście, że ocenie Kościoła podlega ruch, który wokół niej powstał w XX wieku; właśnie z tego powodu warto sięgnąć po orzeczenia innych hierarchów – mających także osobiste doświadczenie tej formy medytacji – oraz duchownych i świeckich zaangażowanych w tę praktykę duchową. Wszystkie te informacje dostępne są na stronie internetowej WCCM!.

Może od tego warto było zacząć spotkanie z egzorcystami, inaczej „rozeznawanie duchów” myli się ze stygmatyzacją, tych, którzy się modlą po chrześcijańsku? Mam nadzieję, że Episkopat Polski zastanawiając się nad kościelną aprobatę tego ruchu nie ulegnie niesprawdzonym informacjom, ani błędnym skojarzeniom.

Jacek Prusak SJ

Na koniec jeszcze jeden tekst  autorstwa Piotra Sikory wpisujący się w temat dyskusji na temat medytacji, który znalazł się na łamach publikacji „Charakterów” poświęconej medytacji p. t. „Kościół na medytacji.” Jeśli ktoś nie miał okazji przeczytać tam, to może tutaj.   (Żródło: http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,860,kosciol-na-medytacji.html)

Medytacja staje się coraz bardziej popularna wśród katolików. Niektórzy witają ten trend z radością, inni podchodzą do medytacji z obawą, bo wątpią, czy to praktyka chrześcijańska. Co na to Kościół Katolicki?

Jakie jest oficjalne stanowisko Kościoła Katolickiego wobec form modlitwy, które przypominają praktyki medytacyjne znane w tradycjach dalekowschodnich? W odpowiedzi na to pytanie wskazuje się najczęściej na poświęcony temu zagadnieniu „List do biskupów Kościoła Katolickiego o niektórych aspektach medytacji chrześcijańskiej”, ogłoszony w 1989 roku przez Kongregację Doktryny Wiary. Przy lekturze tego tekstu trzeba jednak pamiętać, że dokumenty wydawane przez instytucje kościelne mają różną rangę i znaczenie. Kościół Katolicki jawi się dzisiaj w świadomości zbiorowej jako zhierarchizowana i scentralizowana struktura, a oficjalne stanowisko Kościoła na dany temat jest utożsamiane ze stanowiskiem Rzymu. Pogląd powyższy jest jednak – z perspektywy ortodoksyjnej teologii katolickiej – nieprawdziwy. Owszem, w katolickiej wizji Kościoła Rzym pełni bardzo istotną rolę i stanowi ważny punkt odniesienia dla wszystkich Kościołów lokalnych. Niemniej jednak, zgodnie z dogmatem o nieomylności papieża, ogłoszonym na Soborze Watykańskim I, stanowisko Rzymu jest stanowiskiem całego Kościoła tylko w przypadku uroczystych orzeczeń dogmatycznych, gdy biskup Rzymu, papież, przemawia jako nauczyciel wszystkich katolików. Tylko wówczas, jak głosi dogmat, muszą oni wierzyć w to, co papież ogłasza i nie mogą zajmować innego stanowiska.

Jakie zatem znaczenie mają pozostałe wypowiedzi papieża i rzymskich dykasterii? Bardzo różne. Ważniejsze są papieskie encykliki, mniej ważne jego przemówienia i homilie. Jeszcze niższą rangę mają teksty watykańskich kongregacji. Żadnego głosu z Rzymu katolik nie powinien lekceważyć i pomijać w swoim myśleniu religijnym, jednak powinien odczytywać go w kontekście przede wszystkim Ewangelii, a następnie całej tradycji Kościoła (włącznie ze współczesnymi głosami innych biskupów, teologów i wiernych), będąc również otwartym na wewnętrzny głos Boga i posługując się danym mu przez Niego rozumem.

 „List do biskupów Kościoła Katolickiego o niektórych aspektach medytacji chrześcijańskiej”, jako tekst autorstwa Kongregacji Doktryny Wiary, nie może być zatem traktowany jako stanowisko całego Kościoła Katolickiego, obowiązujące wszystkich katolików. Nie można go pomijać, ale wartość swą bierze zasadniczo ze źródeł, z których czerpie – a są to Pismo i tradycja teologiczna.

Jedna szkoła?

Część „Listu…” skupia się na przypomnieniu podstawowych idei biblijnych dotyczących relacji człowieka do Boga, a szczególnie tych jej aspektów, które wyrażają się w osobistej modlitwie. Z tymi fragmentami dokumentu trudno chrześcijaninowi polemizować. Problem polega jednak na tym, że tekst wykazuje się w tych miejscach dość wysokim poziomem ogólności, a biblijne idee, które przywołuje, można interpretować różnie. I tak na przykład „List…” podkreśla, że modlitwa i medytacja chrześcijańska musi być chrystocentryczna, tj. nie może pomijać osoby Jezusa Chrystusa. To stwierdzenie jest oczywiste, ale problem pojawia się, gdy chcemy wyjaśnić, na czym konkretnie ma polegać owa centralna rola Chrystusa w praktyce modlitewnej chrześcijanina. W tradycji chrześcijańskiej znajdujemy bardzo różne odpowiedzi na to pytanie. Rozbieżności teologicznych odpowiedzi są o tyle ważne, że prowadziły i prowadzą do propagowania i/lub deprecjonowania różnych form modlitwy i medytacji.

W tym właśnie fragmencie, który dotyczy oceny konkretnych form medytacji i specyficznego sposobu przeżywania relacji z Chrystusem, „List…” opowiada się wyraźnie za jedną ze szkół duchowości, deprecjonując inne, równie dla chrześcijaństwa ważne. Od strony teologicznej rzecz dotyczy pojmowania człowieczeństwa Chrystusa, od strony praktycznej – roli wyobraźni i myślenia pojęciowego w modlitwie i medytacji.

Według jednej ze szkół, którą „List…” wspiera, mówiąc o człowieczeństwie Chrystusa, odnosimy się do jego historycznej egzystencji, a zatem do tego, co wyobrażeniowo i pojęciowo uchwytne. Ponieważ zaś – twierdzi się – człowieczeństwa Chrystusa nie można pomijać, w modlitwie i medytacji nie powinniśmy nigdy rezygnować z działania wyobraźni i myślenia dyskursywnego. Dlatego „List…” za błędne uznaje wszelkie sposoby modlitwy, w których „pomija się – o ile to możliwe – wszystko, co ziemskie, zmysłowe i mieszczące się w granicach pojęć, by wejść lub zanurzyć się w sferę Boskości, która jako taka jest nieziemska, nieuchwytna dla zmysłów i niepojęta”. Kongregacja explicite powołuje się w tym miejscu na autorytet św. Teresy z Avila. Znawcy teologii współczesnej mogą się także domyślać wpływu wybitnego teologa XX wieku, Hansa Ursa von Balthasara. Tym niemniej stanowisko Kongregacji jest o tyle kontrowersyjne, że kwalifikuje jako błąd nie jakieś marginalne dla chrześcijaństwa ruchy, lecz nurty duchowe o dużym znaczeniu, którym patronują wybitni święci i teologowie. O konieczności przekraczania w rozwoju duchowym, a zwłaszcza w trakcie modlitwy/medytacji tego, co uchwytne zmysłami, wyobraźnią i aktywnością dyskursywną, mówią między innymi autorzy fundamentalnego dla Kościoła wschodniego zbioru Philokalia, a także najwybitniejsi Ojcowie Kościoła, jak św. Grzegorz z Nyssy czy św. Maksym Wyznawca, oraz mistycy późniejsi, choćby współpracownik Teresy z Avila, podobnie jak ona ogłoszony Doktorem Kościoła – św. Jan od Krzyża.

Między Listem a Janem

Porównajmy niektóre idee „Listu…” z fragmentami pism św. Jana od Krzyża.

„List…” przekonuje, że „medytacja chrześcijańska prowadzi modlącego się do tego, by w zbawczych dziełach Boga dokonanych w Chrystusie, Słowie Wcielonym, i w darze Jego Ducha, pojąć objawiającą się w nich – zawsze przez wymiar ludzki i ziemski – głębię Boga”. Jan od Krzyża dowodzi zaś, że „pośród stworzeń wyższych czy niższych nie ma żadnego, które by bezpośrednio łączyło z Bogiem, (…) jest niemożliwe, by rozum mógł pojąć Boga za pośrednictwem stworzeń, czy to niebieskich, czy ziemskich, gdyż nie ma pomiędzy nimi a Bogiem żadnej proporcji ani podobieństwa”. Stąd, zdaniem świętego, „żadne poznanie, ani pojęcie nadprzyrodzone, nie może być bezpośrednim środkiem do wzniosłego, miłosnego zjednoczenia z Bogiem. Wszystko bowiem, co może rozum pojąć, wola upodobać sobie, a wyobraźnia przedstawić, jest niepodobne i nieproporcjonalne do Boga”. W konsekwencji, „aby przybliżyć się do Niego, trzeba iść raczej nie rozumując, niż pragnąc coś zrozumieć”.

O ile „List…” stwierdza, że chrześcijanin medytuje zawsze rzeczywistości doczesne i skończone – dzieła Boga w historii, ziemską postać i życie Jezusa – a zatem sugeruje, że człowiek w swojej medytacji powinien posługiwać się zawsze wyobraźnią i refleksją, to Jan od Krzyża wpisuje się w długą tradycję duchową, wedle której modlitwa/medytacja dyskursywno-wyobrażeniowa jest tylko wstępnym etapem drogi duchowej. Pisze: „ponieważ jednak podajemy tu naukę o postępie w kontemplacji aż do zjednoczenia z Bogiem, wszystkie te środki i zmysłowe ćwiczenia władz [tj. m.in. medytacja dyskursywno-wyobrażeniowa – przyp. P.S.] zostać muszą poza nami i umilknąć, by Bóg sam dokonał w duszy zjednoczenia z Sobą. Dlatego zgodnie z naszym założeniem, należy uwolnić i opróżnić władze oraz pozbawić je ich naturalnych praw i działalności”.

Według Jana od Krzyża, w trakcie modlitwy/medytacji pamięć – a co za tym idzie świadomość – „ma ogołocić się i opróżnić, (…) by stała się nagą i pustą, jak gdyby nic przez nią nie przeszło – w zupełnym zapomnieniu i zawieszeniu wszystkiego. To uwolnienie pamięci musi się odnosić do wszystkich form bez wyjątku. Inaczej nie będzie mogła zjednoczyć się z Bogiem. Zjednoczenie bowiem może dokonać się tylko wtedy, gdy dusza oderwie się od wszystkiego, co nie jest Bogiem. (…) Jeśli pamięć jest naprawdę zjednoczona z Bogiem, nie podpadając pod żadne formy i obrazy, jakie mogłaby uchwycić, jest sama bez formy i kształtu (…). Gdy działanie wyobraźni zniknie, pamięć zatapia się w najwyższym Dobru, w wielkim zapomnieniu – nie wie o niczym”.

Autorzy „Listu…” są oczywiście świadomi, że nie tylko Jan od Krzyża, lecz i wielu innych uznanych mistrzów duchowości traktowało modlitwę/medytację dyskursywno-wyobrażeniową jako tylko wstępny etap, domagający się przekroczenia, tym niemniej w niezbyt jasnych sformułowaniach próbują „zneutralizować” wymowę ich dzieł, stwierdzając, że „należy przeprowadzić poprawną interpretację nauki tych nauczycieli, którzy polecają «usunąć» z umysłu wszelkie przedstawienia zmysłowe i pojęcia, skupiając pełną miłości uwagę na Bogu tak, że powstała w ten sposób próżnia może być wypełniona Boskim bogactwem. Próżnią, której potrzebuje Bóg, jest odrzucenie egoizmu, niekoniecznie zaś odrzucenie rzeczy stworzonych, które On nam dał i pośród których nas umieścił”.

Bez pewności, lecz ufni

Dla znających pisma Jana od Krzyża i innych mistyków chrześcijańskich jest oczywiste, że odrzucenie egoizmu, lub inaczej: egoistycznego przywiązania do rzeczywistości stworzonej (a zwłaszcza do własnego, małego Ja), jest kluczowe w chrześcijańskiej drodze do Boga. Nie da się jednak ukryć, że Autorzy „Listu…” nie przedstawiają tu poprawnie stanowiska, które reprezentuje Jan od Krzyża. Ten ostatni bowiem jasno stwierdza, że proces duchowy obejmuje także przemianę świadomości, przemianę obejmującą wykroczenie poza aktywność dyskursywno-wyobrażeniową („poznanie szczegółowe”). Chrześcijańska kontemplacja to – wbrew temu, co odnajdujemy w „Liście…” – nie tylko „oglądanie przez osiągalne dla zmysłów poznanie Jezusa tego, co On jako Słowo Ojca chce nam naprawdę oznajmić o Bogu”, nie tylko „przyjęcie rzeczywistości Bożej w ludzkiej postaci Jezusa, przyjęcie Jego wymiaru Bożego i wiecznego w Jego doczesności” („List do biskupów Kościoła Katolickiego o niektórych aspektach medytacji chrześcijańskiej”). To także ponaddyskursywna i pozbawiona elementów wyobrażeniowych prosta intuicja i zjednoczenie z absolutnie niepojmowalną Boskością. W teologicznej perspektywie, w której pisze Jan od Krzyża, chrześcijańska modlitwa/medytacja a-dyskursywna jest uprawnioną, a nawet istotną formą praktyki duchowej.

Jaki morał płynie z faktu, że najważniejszy watykański dokument dotyczący chrześcijańskiej medytacji jest tak teologicznie nierówny i nie prezentuje poprawnie całego bogactwa chrześcijańskiej tradycji duchowej?

 Po pierwsze okazuje się, że by ocenić daną formę modlitwy/medytacji z katolickiego punktu widzenia, nie wystarczy sięgnąć po watykańskie dokumenty. Trzeba podjąć większy wysiłek zaznajomienia się z bogatą i różnorodną chrześcijańską tradycją – włącznie z tym, co w niej żywe i dzisiaj: z różnymi ludźmi i wspólnotami. Po drugie może okazać się, że w tradycji tej znajdują się różne, nie zawsze zupełnie zgodne ze sobą głosy.

Dla wielu ludzi uświadomienie sobie tej wewnętrznej różnorodności może być trudne – odbiera bowiem poczucie bezpieczeństwa oparte na pewności, że odpowiedzi podane przez autorytet są jasne i precyzyjne. Ten brak pewności jest zarazem szansą, bowiem na katolika/chrześcijanina czeka przygoda samodzielnych poszukiwań osobistej drogi do Boga. Poczucie bezpieczeństwa, że nie zbłądzimy na tej najważniejszej drodze życia, może mieć swoje źródło jedynie w ufności, że Bóg, Ostateczna Rzeczywistość, od której nie jesteśmy oddzieleni, niesie i prowadzi nasze poszukiwanie. 

 ***

 Słowniczek

Modlitwa/medytacja dyskursywno-wyobrażeniowa – modlitwa polegająca na rozważaniu pewnych treści o charakterze religijnym, najczęściej tekstów biblijnych, wyobrażaniu sobie opisywanych w nich scen. Celem rozważania treści jest zastosowanie ich do własnej sytuacji egzystencjalnej, tj. najczęściej wzbudzenie w sobie odpowiednich reakcji wolitywnych (zależnych od woli) i emocjonalnych. W historii chrześcijaństwa powstało wiele szkół tego typu modlitwy/medytacji, różniących się zarówno co do szczegółów samej metody postępowania w trakcie modlitwy, jak i co do zasadniczego jej celu (poznawanie religijnych treści, wzrost miłości do Boga albo też zmiana funkcjonowania w świecie).

 

Modlitwa/medytacja a-dyskursywna – formy praktyki duchowej, w której człowiek uwalnia się od pracy wyobraźni i myślenia dyskursywnego na rzecz prostej, intuicyjnej uważności na niewyobrażalną i niepojmowalną rzeczywistość Boga obecnego w nim samym i w całym świecie. Podobnie jak w przypadku modlitwy/medytacji dyskursywno-wyobrażeniowej istnieją w chrześcijaństwie różne szkoły medytacji a-dyskursywnej.

 

PIOTR SIKORA jest doktorem habilitowanym filozofii i teologiem, redaktorem „Tygodnika Powszechnego”. Jest członkiem Krakowskiej Grupy Medytacji Chrześcijańskiej. Za książkę Logos niepojęty wyróżniony Nagrodą Znaku i Hestii im. ks. J. Tischnera.

Artykuł pochodzi z czasopisma Medytacja – dla kogo? po co? jak?

 

 

Teoria modlitwy według Mertona

Nie na ulicach, nie na białych ulicach,
Nie w zatłoczonych portykach
Ciebie złowimy siecią naszych słów,
Ciebie zamkniemy w obiektywach kamer,
Ciebie, który umknąłeś subtelnemu Arystotelesowi,
Który oślepiasz nas swoim świadectwem
Nade wszystko jasnym, wszechobecnością swoją.

Nie w młodniakach, nie w zielonych kwitnących młodniakach
Służących za mieszkanie uroczym boginkom
Odnajdziemy ścieżkę do Twego namiotu
Skrytego płaszczem chmury oraz ognia –
Idziemy za głosem odbitym naszych własnych lir.
Krew mędrca
Krzepnie w każdej żyle i każdej arterii
Ścięta siną trucizną wiecznotrwałego rozsądku.
A kochanek,
Złapany w pętlę własnych zmyśleń
Dusi się wolno jak zając w pułapce:
Gdy śpiewacy poderżnięci ostrzem własnej pieśni
Umierają nagle –
Słowa krzyżują się w gardle jak ostrza
I przecinają delikatne struny.

To co mówimy, przeciw nam się zwraca
Kreśląc grzechów imiona na kości i ciele
Gdy płoną światła twarde jak diamenty,
A myśli nasze wrogowi sprzedają nas w jasyr
Kreśląc grzechów imiona na surowym szpiku
Gdy płoną światła ostre jak szkło.
Jedne po drugim
Pragnienia nasze odsłaniają twarze
I masz przed sobą swych własnych morderców!
Jak wyszliście zza krat, mroczni skrytobójcy?
Kto wam trop nasz wskazał, ludzie policzeni?

Logika nas zmiażdżyła,
Teorematy obrzuciły nas swoim błazeństwem,
Ekonomia nie dała nam nic oprócz mieczy
I cała krew wypłynęła nam z żył:
Jakże podobna do śmierci jest nasza modlitwa!
Kłamiąc usłużnie skaczemy przed nieznanym Zbawcą,
Który nie może się zbudzić w czujnie strzeżonym grobie…

Zbrojny ocean pokoju,
Nagle błyska w nas ciężkozbrojny ocean.
Skąd się tu wziąłeś, skąd przybywasz, pokoju?
Zbrojny ocean ciszy,
Nieruchomo w nas stoi ciężkozbrojny ocean.
Skąd się tu wziąłeś, ukryty w samym sercu naszego istnienia,
Z jakich źródeł spłynęłyście, cisze?

A kiedy myśli ścienną, patrząc na ten statek strzaskany
Przez fale, pojmiesz teorię modlitwy:
„Ilu nienawidzi własnej pewnej śmierci,
Tej schowanej komórki, tej podwodnej łodzi!
Ilu nienawidzi Twego Krzyża, Twego Klucza
Jedynego, co pokonać może ostatnie wrota tak szczelnie
zaparte,
Które nas. Pokoju, zaskoczą najazdem Twej mocy
I wpuszczą w głębie niezmierne Twego pomieszkania.”

Thomas Merton
tłumaczenie : Tadeusz Sławek

Medytacja i motywacja

Z EWANGELII WEDŁUG ŚW. ŁUKASZA
 
Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: „Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?” Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: „Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało”. Zapytał ich: „Cóż takiego?” Odpowiedzieli Mu: „To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli”. Na to On rzekł do nich: „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?” I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: „Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił”. Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?” W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: „Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi”. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba. (Łk 24, 13-35)

 

Dla mnie ta powyższa perykopa jest wspaniałym obrazem dla doświadczenia medytacji. Zawsze przeżywałem ją właśnie jako bardzo osobiste doświadczenie Chrystusa, którego odkrywam jako towarzysza mojej drogi życiowej, który dołącza się do mnie na drodze mojego życia, aby mnie wspierać swoją obecnością, pouczać i otwierać oczy na to, czego dotąd może jeszcze nie dostrzegałem, albo dostrzegałem niezbyt wyraźnie.

Gdy zaczynamy medytować musimy znaleźć właściwą motywację po to, aby robić to wytrwale, dwa razy dziennie. Dobrze mieć jakiś cel, który nam przyświeca i zachęca do wkroczenia na tę ścieżkę modlitwy. Może nią być np. pragnienie osiągnięcia większego wewnętrznego pokoju, który obiecuje nam Chrystus i który zwłaszcza w naszych pełnych napięcia i chaosu czasach jest prawdziwym błogosławieństwem.  Kiedy jednak postąpimy już nieco na ścieżce medytacji, zauważymy, że proces medytacji ma swoją własną wewnętrzną dynamikę i ona sama będzie dla nas stanowić motywację do tego, aby do niej powracać. Powoli stanie się wręcz nieodzowną częścią naszej codzienności, ale nie w sensie rutyny, lecz w znaczeniu doświadczenia, które wydaje się nam niezbędne i bez którego nie sposób przeżyć ani jednego dnia, gdyż stało się ono integralną częścią naszego życia.

Medytacji nie wolno nam jednak traktować jako kolejnej aktywności w naszym życiu. Nie możemy podchodzić do niej w roszczeniowy sposób, tak jak podchodzi się dzisiaj do wielu spraw myśląc sobie, że: „Jeśli będę medytować ileś razy w ciągu dnia, to zdobędę taki to a taki poziom harmonii wewnętrznej czy obniżenia stresu”, bo to nie tak działa.

Dobrze przeżywane życie duchowe z upływem czasu pozwala nam uświadamiać sobie, że jego piękno polega na tym, że podchodzimy do niego bez oczekiwań. Motywacją trwania w naszej relacji z Bogiem jest  nie szukanie w niej jakiejś nagrody a jedynie miłość. Bóg także nie oczekuje od nas niczego a jedynie tego, abyśmy przyjęli Jego miłość. Przypomnijmy sobie opowieść o ojcu pustyni i pasterzu, który każdego dnia przechodząc obok pustelni wstępował do kaplicy, aby być przed Bogiem. I na pytanie świątobliwego starca, co robi w kaplicy przez dwie godziny, o czym z Bogiem rozmawia w tym czasie odpowiedział: – O niczym. Ja patrzę na Niego, On patrzy na mnie. I to nam wystarczy.

Medytacja uczy nas jednej z podstawowych prawd, na której opiera się życie duchowe: że miłość wystarczy!  Medytujemy po prostu dlatego, że to dla jedyna droga, która prowadzi do doświadczenia jedności z Bogiem przez miłość, co potem będzie się przenosiło także na nasze relacje z innymi. Jezus powiedział swoim uczniom: „Ja jestem Bramą owiec, przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości.” (J 10,10). Praktyka medytacji jest niczym przechodzenie przez bramę, za którą jest spełnienie Bożych obietnic. Te najważniejsze obietnice spełniają się bowiem na płaszczyźnie życia duchowego. W medytacji odkrywasz, że został ci ofiarowany dar życia i dar szczęścia w całej pełni i że niczego więcej nie musisz już szukać!

Doświadczenie medytacji jest dla ducha tym samym, czym oddech dla ciała. Gdyby ktoś zapytał cię, jaka jest twoja motywacja do oddychania odpowiedziałbyś: „Nie mam motywacji. Trzeba oddychać; to konieczne aby żyć. Nie potrzeba mi do oddychania żadnej świadomej motywacji.”

Podobnie jest z medytacją i w ogóle modlitwą: im dłużej medytujesz i coraz bardziej doświadczasz jej konkretnych owoców takich jak radość przebywanie w Bożej obecności, pokój, jedność z Bogiem i ze stworzeniem (które oczywiście tak naprawdę są darem Boga, na który się otwieramy a nie naszymi osiągnięciami), tym bardziej czujesz, że nie potrzebujesz żadnej motywacji do medytowania. Jak to ładnie ujął o. John Main: Medytujesz ponieważ istniejesz, ponieważ Bóg istnieje i ponieważ taka jest struktura rzeczywistości: Bóg – Stworzyciel, ja – Jego dziecko będące częścią Bożego stworzenia.

Takie jest sedno modlitwy chrześcijańskiej. W jej istocie nie chodzi o proszenie Boga, by zaspokajał nasze niezliczone potrzeby lub o informowanie Go o różnych sprawach, Bo Ojciec nasz niebieski wie o tym, zanim mu to powiemy. Chodzi w niej o bycie w pełni otwartym na Boga, bycie z Nim w pełnej harmonii. Medytacja staje się wówczas drogą do wewnętrznego pokoju, szczęścia i poczucia całkowitego bezpieczeństwa i radości, ponieważ zakotwicza nas w absolutnej rzeczywistości miłującego nas Boga, z której mogę nieustannie czerpać i  która jako jedyna potrafi zaspokoić potrzeby naszego serca.

Jedyna taka noc…

 

Po czterdziestu dniach zadumy, czasu pokuty i nawrócenia dane nam jest świętować tę jedyną, niezwykłą i niepowtarzalną Noc, o której Orędzie Paschalne mówi:

Jest to ta sama noc, w której niegdyś ojców naszych, synów Izraela, wywiodłeś z Egiptu i przeprowadziłeś suchą nogą przez Morze Czerwone.

Jest to zatem ta noc, która światłem ognistego słupa rozproszyła ciemności grzechu, a teraz ta sama noc uwalnia wszystkich wierzących w Chrystusa na całej ziemi od zepsucia pogańskiego życia i od mroku grzechów, do łaski przywraca i gromadzi w społeczności świętych.

Tej właśnie nocy Chrystus skruszywszy więzy śmierci, jako zwycięzca wyszedł z otchłani.

Uświęcająca siła tej nocy oddala zbrodnie, z przewin obmywa, przywraca niewinność upadłym, a radość smutnym, rozprasza nienawiść, usposabia do zgody i ugina potęgi.

O, zaiste błogosławiona noc, w której się łączy niebo z ziemią, sprawy boskie ze sprawami ludzkimi.

 

zmartwychwstały

Papież Franciszek podczas homilii wygłoszonej w trakcie Mszy Wigilii Paschalnej mówił:

Bracia i siostry, nie zamykajmy się na nowość, którą Bóg pragnie wnieść w nasze życie! Często jesteśmy zmęczeni, rozczarowani, smutni, odczuwamy ciężar naszych grzechów, myślimy, że nie podołamy? Nie zamykajmy się w sobie, nie traćmy ufności, nigdy nie ulegajmy zniechęceniu: nie ma takich sytuacji, których Bóg nie mógłby odmienić, nie ma takiego grzechu, którego nie mógłby nam przebaczyć, jeśli się na Niego otworzymy.

Zgódź się więc, aby zmartwychwstały Jezus wszedł w twoje życie, przyjmij Go jak przyjaciela, z ufnością: On jest życiem! Jeśli dotąd byłeś od Niego daleko, zrób mały krok – przyjmie cię z otwartymi ramionami. Jeśli jesteś obojętny – zaryzykuj: nie rozczarujesz się. Jeśli zdaje ci się, że trudno za Nim iść, nie lękaj się, powierz się Jemu, bądź pewien, że On jest blisko ciebie, jest z tobą i obdarzy cię pokojem, którego szukasz, i siłą, by żyć tak, jak On chce.

Czyż mogą być piękniejsze życzenia na czas tych świąt i wszystko, co przyjdzie po nich!? Niech zatem te słowa Piotra naszych czasów, przywołane tutaj będą także serdecznymi życzeniami dla wszystkich drogich czytelników tego bloga.

Z modlitwą. Ks. Marek

W cieniu Krzyża

wielki_piatek_pamiatka_smierci

 

Ukrzyżowany na szczycie Golgoty

umiłowany Syn Ojca

Pan wszechrzeczy

 

zagrzmiały niebiosa w rozpaczy 

gdyś konał

zapadły ciemności

zadrżała ziemia

gdyś ją odkupił

nieludzkim konaniem

 

a pośrodku tego ja…

dorzucający kolejny gwóźdź grzechu

do Twojej męki

 

spoglądam na ten obraz

na potężne drzewo

a na nim zbroczone krwią ciało

i czuję

jak mój świat się wali 

 jak domek z kart

 

tkwię zadziwiony ogromem takiej miłości

wrośnięty grzechem zwątpienia

w ziemię

bo wiem

że mi wybaczyłeś

a kropla Twojej krwi

jak ziarno prawdy

kiełkuje we mnie

 miłosierdziem   

któremu nie potrafię się oprzeć

rodząc we mnie nowe życie  

przyoblekając w nowego człowieka

zrodzonego z miłości i prawdy

 

a potem już tylko cisza

krzycząca cisza

 

i rzęsisty deszcz Twojej łaski

płynący z przebitego boku

który zmywa mój grzech

czyniąc mnie naprawdę wolnym