Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Pożegnianie

prymas

Odszedł Pasterz…

Już tyle powiedziano ciepłych słów na temat zmarłego Księdza Prymasa, że cokolwiek napisze nie wiele już wniesie. Niech mi zatem wolno będzie podzielić się tym, co wyrasta z mojego osobistego doświadczenia. Spotykałem go wielokrotnie, w różnych sytuacjach i miejscach. Z jego rak otrzymałem także dar święceń. Nigdy jednak nie zapomnę dwóch osobistych spotkań z Księdzem Prymasem, które dotyczyły spraw dla mnie ważnych. Za każdym z tych spotkań stało doświadczenie spotkania z prawdziwym ojcem, zatroskanym o kapłana, kochającego swoich kapłanów i czerpiącego z wielkiego doświadczenia i mądrości, które rodziły tak potrzebny dystans do wielu rzeczy, którym potrafił zarazić, ucząc patrzeć na wiele spraw z Bożej perspektywy. A nade wszystko potrafił słuchać drugiego człowieka, z wielkim szacunkiem dla tego, z kim rozmawiał, kimkolwiek on był. I za to, że pan Bóg pozwolił wzrastać mojemu kapłaństwu przy takim biskupie, dziękuję, choć wiem, że wiele dobrych rzeczy widzi się dopiero z pewnej perspektywy i dopiero wówczas się je docenia.

Wolność jest w nas

Dzisiejsza liturgia słowa skłania nas by zatrzymać się na chwilę nad zagadnieniem wolności człowieka. Chyba o niczym tak często nie dyskutuje się we współczesnym świecie, jak właśnie o wolności. Jest to tak bardzo popularny temat, iż Ojciec święty Benedykt XVI mówi nawet, że „Ludzkie problemy najszerzej dyskutowane (…) we współczesnej refleksji moralnej sprowadzają się wszystkie do kwestii wolności człowieka”. A jeden ze współczesnych znanych filozofów dodaje, że: „O wolności człowieka tak bardzo często się dziś dyskutuje, iż nawet możemy podejrzewać, że tak naprawdę człowiek współczesny nie czuje się zbyt wolny”.

Prawie dwa tysiące lat temu na terenie Cesarstwa Rzymskiego żył znany filozof Epiktet, który był niewolnikiem. Zresztą jego imię znaczyło właśnie tyle, co „kupiony”. Jego nauki jednak dowodzą, że człowiek, który się czuje wolnym w swoim wnętrzu, nawet gdyby nosił kajdany, jest w istocie wolnym. Mimo iż był niewolnikiem w swoim myśleniu był człowiekiem całkowicie niezależnym i autentycznie wolnym. Słuchającym go ludziom bardzo często powtarzał: „jesteś wolny, jeżeli tylko tego zapragniesz”. Pouczał on ludzi, że przyczyn swoich niepowodzeń czy zniewoleń powinni szukać nie na zewnątrz – co często staramy się czynić – ale w sobie samych.

To niezwykłe, jak wiele z tego czego nauczał Epiktet współgrało z nauką na temat wolności wewnętrznej, którą głosił w tym samym czasie i na terenie tego samego Cesarstwa Rzymskiego w mało poważanej wówczas prowincji, jaka była Palestyna Jezus Chrystus. On sam u progu swojej działalności, którą przywołuje dzisiejsza Ewangelia wypowiada bardzo wymowne słowa: „Duch Pański (…) posłał Mnie (…) abym więźniom głosił wolność.” (Łk 4, 18). Więzień w ujęciou Chrystusa to nie przede wszystkim ten, kto z takich lub innych powodów znalazł się w więzieniu, gdyż jak pokazuje historia więzienie wcale nie musi być największą niewolą człowieka. Chrystus, będąc Bogiem i mając dużo głębsze wejrzenie w naturę człowieka miał świadomość, że największym zniewoleniem, w jakie może popaść człowiek jest grzech. I co więcej w przeciwieństwie do wspomnianego Epikleta, który kazał szukać sposobów wyzwolenia z tego, co nas zniewala w sobie samym, Chrystus dobrze wiedział, że grzech jest takim rodzajem niewoli, z której człowiek o własnych siłach nie jest w stanie się wyzwolić. To właśnie On, jako wcielony Bóg przyszedł wyzwolić nas z grzechu, przynosząc tym samym prawdziwą wolność człowiekowi, co deklaruje już na początku swojego nauczania.

Ewangelia św. Jana przywołuje bardzo wymowne słowa Chrystusa: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 32). Wystarczy tylko tyle i aż tyle, aby być prawdziwie wolnym. Ale Bóg nikogo nie czyni wolnym na siłę. On pragnie naszej wolności, gdyż wie, że nasze człowieczeństwo i powołanie możemy w pełni rozwijać tylko w wolności. Lecz, aby owa prawdziwa wewnętrzna wolność stała się faktem człowiek sam musi chcieć wejść na tę drogę, musi zrezygnować ze zgody na to, by być niewolnikiem tego, czemu uległ. Chrystus znając kondycję człowieka nie mówi nigdzie, że to jest łatwe, ale zawsze podnosi na duchu przypominając, każdemu, komu może brak wiary w to, że może się uwolnić od tego, co go zniewala: „Wystarczy ci Mojej łaski” (2 Kor 12,9).

Bardzo budujące i motywujące do tego by nigdy się nie poddawać jest to, że możemy wzrastać w osobistej godności, na którą składa się również wolność wewnętrzna i że nie musimy już po omacku szukać drogi do tej wolności, bo została ona nam dana, wręcz ofiarowana. Ale jak mawiał błogosławiony Jan Paweł II ta wolność została człowiekowi także zadana a zatem wymaga także jego trudu i zaangażowania, gdyż żadna wielka wartość nie przychodzi łatwo. Wolność to słowo-klucz do nauki i filozofii Jana Pawła II.  Zdaniem błogosławionego papieża wolność człowieka trzeba rozpatrywać zawsze w świetle relacji z Bogiem i bliźnimi. Dzisiaj niestety próbuję się ją z tego kontekstu często wyrwać, co grozi poważnym zagubieniem człowieka, bo dzisiaj wiele wyborów, które usprawiedliwia się pojęciem wolności są wyborami, które dokonuje się przeciwko wierze (także ludziom wierzącym, których próbuje się zepchnąć do narożnika, aby nie przeszkadzali tym, co głoszą w realizowaniu niczym nieograniczonej wolności, której hołduje współczesny świat) i przeciwko prawu ustanowionemu przez Boga. Przywołajmy w tym miejscu słynne słowa Jana Pawła II wypowiedziane przez niego i w czasie gdy przybywał do Polski jako pielgrzym i także zawarte w jednej z jego encyklik Redemptor hominis:

To prawda, ład wolności buduje się w trudzie. Prawdziwa wolność zawsze kosztuje! Każdy z nas musi ciągle od nowa ten trud podejmować. I tu rodzi się następne pytanie: Czy człowiek może ów ład wolności zbudować sam, bez Chrystusa czy nawet wbrew Chrystusowi? Pytanie niezwykle dramatyczne, ale jakże aktualne w kontekście społecznym przesyconym koncepcjami demokracji inspirowanej ideologią liberalną! Usiłuje się bowiem dzisiaj wmówić człowiekowi i całym społeczeństwom, iż Bóg jest przeszkodą na drodze do pełnej wolności, że Kościół jest wrogiem wolności, że wolności nie rozumie, że się jej lęka. Jest tutaj jakieś niesłychane pomylenie pojęć. Kościół bowiem nie przestaje być w świecie głosicielem ewangelii wolności! To jest jego misja. „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus”! Dlatego chrześcijanin nie lęka się wolności, przed wolnością nie ucieka! Podejmuje ją w sposób twórczy i odpowiedzialny, jako zadanie swojego życia. Bo wolność nam dana jest przez Boga, jest nam nie tylko przez Boga dana, jest nam także zadana! Ona jest naszym powołaniem: „Wy, bracia – pisze Apostoł – powołani zostaliście do wolności”.

„Do wolności „trzeba wychowywać, gdyż inaczej wolność może się przerodzić w swawolę, w niewolę pychy i egoizmu”. Na przeciwległym biegunie wolności jest Zniewolenie” – przypominał papież i przestrzegał, że różne są dziś rodzaje zniewolenia, którym przyszywa się etykietę wolności, a które można dostrzec i ustrzec się przed nimi jedynie w świetle Chrystusowej prawdy. Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności (Ga 5,13). Te słowa wprowadzają nas w pasjonujący, ale równocześnie niezmiernie trudny świat ludzkiej wolności. Bóg stworzył człowieka wolnym. Powierzył mu dar wolności i za ten dar człowiek powinien być tak bardzo odpowiedzialny.

W darze wolności zawarty jest znak szczególnego zaufania i miłości ze strony Boga. Wolność stała się miarą wielkości człowieka wśród stworzeń, jego powołaniem, równocześnie przyczyną jego dramatu. Człowiek bowiem przez grzech nadużył tego daru. Skierował swą wolność przeciwko Bogu, a w konsekwencji przeciwko sobie. Zapomniał, że to właśnie Bóg, Jego wola, Jego przykazania są ostateczną gwarancją wolności. Stał się w ten sposób niewolnikiem grzechu. Wszystkie inne niewole człowieka mają charakter wtórny względem tego zniewolenia podstawowego, jakim jest grzech. I oto Bóg posyła swego Syna Jednorodzonego, by człowieka zniewolonego grzechem wyzwolił. Ku wolności wyswobodził was Chrystus (Ga 5,13). Wolność jawi się jako dar i jako powołanie – a dzisiaj często także jako wyzwanie. Spór o ludzką wolność, o jej kształt, nabrał w naszych czasach szczególnie dramatycznego charakteru. Dzisiaj bronić człowieka, znaczy bronić autentycznego rozumienia jego wolności – rozumienia ewangelicznego. Apostoł ostrzega: Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału (Ga 5,13). Poszerzył się bowiem dzisiaj niezmiernie zakres nadużyć wolności, co prowadzi do nowych form zniewolenia – tym niebezpieczniejszych, że ukrytych pod pozorami wolności. Oto paradoks, oto głęboki dramat naszych czasów: w imię wolności – zniewolenie. Jaka jest więc droga wyjścia? Jak dzisiaj obronić dar wolności? Jak we współczesnym świecie być naprawdę wolnym – tą wolnością, którą ofiarował nam Chrystus? Święty Paweł odpowiada na to pytanie jeszcze w tym samym wersecie listu do Galatów: Miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie! Oto droga do prawdziwej wolności: postawa służby i miłość wzajemna. Człowiek w pełni odnajduje siebie jako istota wolna tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego dla Boga i dla swego bliźniego. I można powiedzieć za Chrystusem, że nikt nie osiąga większej wolności wewnętrznej niż ten, kto życie swoje oddaje… (J 15,13). I nie zawsze chodzi o to, aby to oddanie życia polegało na śmierci za kogoś, ale bardziej o to, aby to oddanie życia polegało na oddaniu go w duchu służby dla kogoś, gdyż wówczas także dokonuje się w nas obumarcie, nieraz najtrudniejsze, gdyż jest to obumarcie dla swojego „ja” i dla egoizmu, który dzisiaj tak bardzo zamyka nas na drugiego i na prawdziwe rozumienie i przeżywanie miłości będącej fundamentem naszego szczęścia i naszej jedności.

Życie w duchu jedności

Z Listu Świętego Pawła Apostoła do Rzymian.

A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe. Miłość niech będzie bez obłudy! Miejcie wstręt do złego, podążajcie za dobrem! W miłości braterskiej nawzajem bądźcie życzliwi! W okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzajcie! Nie opuszczajcie się w gorliwości! Bądźcie płomiennego ducha! Pełnijcie służbę Panu! Weselcie się nadzieją! W ucisku bądźcie cierpliwi, w modlitwie – wytrwali! A Bóg nadziei niech was napełni wszelką radością i pokojem w wierze, abyście obfitowali w nadziei i mocy Ducha Świętego (Rz 12,1-2.9-12. 15,13).

Jednym z tematów poruszanych przez św. Pawła jest doświadczenie pełni życia, którą może człowiek osiągnąć w Chrystusie. Św. Paweł jest o tyle godzien zaufania, że nie przytacza on jakichś teorii, ale czerpie z własnego, głębokiego duchowego doświadczenia. Prawdziwe życie chrześcijańskie według św. Pawła może być rozumiane tylko, jako życie w Chrystusie. Innymi słowy jest to istnienie w jedności z Bogiem, jako źródłem wszelkiego życia. Podstawowym warunkiem aby tak się stało, musi być jednak otwartość na tę duchową rzeczywistość. Droga medytacji to nic innego, jak droga prowadząca do otwartości na  Boga który chce wejść w nasze życie ze swoją łaską i uczyć nas swojego sposobu patrzenia i kochania.

Dzięki otwarciu na zaproszenie Chrystusa do życia prawdą i miłością, którą przynosi odkrywamy wielkość naszego ludzkiego powołania, naszych zdolności do rozwoju serca i umysłu, które jemu towarzyszą. Niezwykłość tego doświadczenia – opisywanego przez mistyków i świętych – kiedy przekraczamy siebie wchodząc w głęboką relację z Chrystusem, polega na tym, że pokonujemy nasze ograniczenia odkrywając w sobie moc działającego w nas Ducha Chrystusowego. Co więcej, przez zjednoczenie z Chrystusem zmienia się nasza świadomość, poprzez to, że uczymy się Chrystusowego patrzenia na rzeczywistość i Jego sposobu myślenia. To przeżycie zmienia całą naszą wizję rzeczywistości. Od tej pory przez każdy jej aspekt przedostaje się zbawienna miłość Chrystusa i jesteśmy zaproszeni, by przez osobiste doświadczenie modlitwy poznać to, że wszyscy stanowimy jedność w mocy Jego zbawiennej miłości.

Codzienna medytacja jest sprawą najwyższej wagi dla każdego z nas, ponieważ otwierając nas na życie w jedności z Chrystusem pozwala ona doświadczyć w indywidualny i niepowtarzalny (bo bardzo osobisty) sposób zawartą w nas wewnętrzną harmonię. Poprzez wejście w głąb naszego ducha odnajdujemy jedność naszych myśli i uczuć z Bogiem, z czego wypływa także doświadczenie jedności z  innymi ludźmi oraz z całym stworzeniem. Mówiąc innymi słowy przez medytację postępujemy ku pełni Chrystusa i zaczynamy zdawać sobie sprawę, że jesteśmy wezwani do jedności z Tym, który jest Wszystkim we wszystkim, tak jak sam Chrystus jest jedno z Ojcem, choć jedność której możemy doświadczyć na ziemi to jedynie nikły odblask tej jedności, do której jesteśmy zaproszeni w wieczności, gdzie będziemy mogli spoglądać już bez zasłony wiary.

Dlaczego medytacja, która jest drogą otwartości na Chrystusa jest też drogą rozwoju ku pełni Chrystusa, który jest naszym celem.

Dzieje się tak, gdyż medytacja poprzez zanurzenie się w doświadczenie bezinteresownej miłości Boga i uczenia patrzenia na rzeczywistość przez pryzmat tej miłości jest też drogą zwrócenia bezinteresownego spojrzenia na innych, których w perspektywie tej miłości postrzegam jak siostry i braci.

W ten sposób realizuje się tajemnica naszej jedności z Chrystusem i z bliźnimi, o którą Chrystus modlił się w swojej Arcykapłańskiej Modlitwie.

Musimy jednak pamiętać, że droga realizuje się wówczas, gdy postępujemy na niej krok po kroku. Te kroki to nic innego jak codzienne, wierne oddanie się modlitwie, to wierność medytacji, gdzie pozwalamy, by Chrystus był naszym Przewodnikiem .

Medytacja jako dyscyplina

Medytacja wprowadza w nasze życie dyscyplinę. Zaś dyscyplina to jeden z ważniejszych aspektów rozwoju życia duchowego. Jest ona fundamentem zarówno modlitwy, wszelkich form ascezy, pracy nad sobą czy wreszcie posługi miłosierdzia. Wszystkie one potrzebują dyscypliny. Oczywiście potrzebują także jeszcze jednego, głębszego fundamentu, jakim jest miłość, na której dyscyplina powinna się opierać, jako na zasadniczej motywacji. Praktyka medytacji jest tą formą dyscypliny, która uczy nas jak zapewnić sobie konieczną do rozwoju duchowego przestrzeń ciszy. Biorąc pod uwagę ten aspekt można by rzec, że jest to jedna z trudniejszych form praktykowania dyscypliny po pierwsze dlatego, że  nie przywykliśmy w naszej kulturze do bycia całkowicie wyciszeni, do trwania w bezruchu; a po drugie dlatego, że w tym wypadku na owoce dyscypliny trzeba czekać często dużo dłużej niż na innych płaszczyznach jej stosowania. Droga praktykowanej bardzo systematycznie medytacji ma także wartość o tyle, że nasza kultura nauczyła nas pobłażać sobie, tak więc musimy uczyć się bycia zdyscyplinowanymi. Wytrwała praktyka w medytacji, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, rok po roku i czy mi się chce czy nie jest na tej drodze prawdziwie milowym krokiem.

Doskonałym komentarzem do roli dyscypliny medytacji, jako znajdowania przestrzeni ciszy, z której rodzi się wszystko inne są słowa św. Matki Teresy z Kalkuty, która goszcząc w Warszawie powiedziała:

„Z doświadczenia ciszy rodzi się modlitwa. Z modlitwy rodzi się wiara. Z wiary rodzi się miłość. Z miłości rodzi się gotowość służby. Ze służby rodzi się poczucie wewnętrznej radości i pokoju.”

Czy trzeba mówić coś więcej? Oto jak wielkie owoce może przynieść dyscyplina medytacji.

Jest ona także droga do okiełznania naszego ego. Jest wiele problemów, które będzie ono stwarzać podczas medytacji. Będzie narzekało na niewygody; będzie sugerowało, że można by ten czas spędzić lepiej; będzie podsuwało chwile zwątpienia w to, czy to dobra i owocna forma modlitwy. Dyscyplina trwania w medytacji i powtarzania słowa oraz wsłuchiwania się w nie bardziej niż w głos naszego ego będzie dla niego największym ciosem, ale z czasem owa dyscyplina przyniesie bardzo konkretne owoce: zobaczymy, że nie musimy postępować pod dyktat naszego ego i że wznoszenie się ponad nie jest możliwe i wcale nie takie trudne.

Dla doświadczenia owoców dyscypliny medytacji konieczne jest jednak, abyśmy medytowali każdego dnia, zarówno rano, jak i wieczorem i nie godzili się na żadne dyspensowanie od tej praktyki a zwłaszcza na szantaże naszego ego, które często będzie nam podsuwało najróżniejsze usprawiedliwienia, jako powody, aby nie podejmować trudu praktyki tej modlitwy. Ważne jest jednak – i to także owoc dyscypliny – abyśmy nie zniechęcali się jeżeli nie podołamy wyznaczonemu sobie celowi. Trzeba nam zawsze zaczynać od nowa. Po około trzydziestu latach – jak mówią doświadczeni praktycy medytacji – a jak Bóg da to i po dwudziestu, odkryjemy, że nie ma nic ważniejszego w naszym życiu niż praktykowanie medytacji rano i wieczorem. I nawet protesty ego ucichną. Nie spoglądajmy jednak na zegarek. Nie patrzmy na kalendarz. Medytacja uczy nas bowiem, że najważniejsze jest nie to ile już lat tej praktyki mamy za sobą lub przed sobą, ale to co dzieje się tu i teraz i fakt, że to tu i teraz mogę cieszyć się zanurzeniem w Bożą obecność i Bożą miłość zanurzając się w ciszę medytacji. A wówczas czas traci swoje znaczenie, gdyż zanurzając się w transcendentną rzeczywistość Bożej miłości zanurzamy się w wieczność.

Nasza chrześcijańska tradycja uczy, że tym czego każdy z nas potrzebuje by żyć pełnią życia, to znaczy w pełni rozwinąć potencjał swojego ducha, jest czystość serca: owa klarowność percepcji umożliwiająca nam zobaczenie rzeczywistości taką, jaką ona jest naprawdę, zobaczenie nas takimi jakimi jesteśmy, zobaczenie innych takimi jakimi oni są, jako zbawionych przez miłość Boga oraz zobaczenie Boga takiego jakim jest On: Absolutną Miłością. By zobaczyć to wszystko potrzebujemy czystości serca, a to oznacza, że musimy być w stanie widzieć bezpośrednio, nie zaś przez pryzmat naszego ego.

Kierkegaard opisuje czystość serca jako zdolność do tego „by pragnąć jednej rzeczy”. A tą jedną rzeczą, której trzeba pragnąć, kiedy się medytuje, jest powtarzanie swego świętego słowa, wyjście poza własne refleksje, poza złożoność swojej świadomości, pozostanie w ciszy i pozostanie nieruchomym. To właśnie dlatego spokój ciała jest tak ważny jako „sakrament” – zewnętrzny znak wewnętrznego pokoju, pokoju serca. Wszyscy potrzebujemy czystości serca, jeżeli mamy w pokorze ujrzeć to, co jest przed naszymi oczami oraz by widzieć to bardzo wyraźnie.

Nadrzędnym celem naszego istnienia jest osiągnięcie jedności. Bycie w jedności z sobą samym, z Bogiem oraz z całym stworzeniem. Proces medytacji to proces wchodzenia w doświadczenie jedności z Bogiem, z braćmi i ze sobą samym opartej i wypływającej z miłości, gdyż tylko w duchu miłości może być budowana prawdziwa jedność.

 

 

Ekumeniczny karnawał A. D. 2013

Jak co roku, aby tradycji stało się zadość rozpoczynamy w Warszawie (i nie tylko) obchód Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan (w skrócie: TMoJCh). Dla wszystkich zainteresowanych zamieszczam plan tegorocznych spotkań.

Właściwie pierwsze z nich miało już miejsce w kościele na Kamionku (Prokatedra diecezji warszawsko- praskiej) w ostatnią niedzielę, gdzie podjął nas nowy proboszcz miejsca i od lat człowiek odpowiedzialny za ekumenizm po tamtej stronie Wisły – ks. Mateusz Matuszewski a jako że jest on także specjalistą od liturgiki toteż liturgia ekumeniczna była prawdziwą ucztą dla ducha i dla ucha, gdyż bardzo poruszające kazanie wygłosił podczas Mszy św. ks. Piotr Gaś – proboszcz kościoła ewangelicko-augsburskiego św. Trójcy w Warszawie. Program dalszych spotkań jest następujący:

Data spotkania

Miejsce nabożeństwa

Godzina

16 stycznia

Kościół oo. Orionistów, Stowarzyszenie Pokoju i Pojednania EFFATHA, ul. Lindleya 4

19.00

17 stycznia

DZIEŃ JUDAIZMU W KOŚCIELE KATOLICKIM

Kościół Środowisk Twórczych, Pl. Teatralny 18

[Zaś 20 stycznia –  niedziela, godz. 10.30 – 15.00

Synagoga Nożyków, ul. Twarda 6

Dzień Otwarty w Synagodze, godz. zwiedzania: 10.30, 12.00, 13.30]

19.00

18 stycznia

Kościół Ewangelicko – Metodystyczny, Dobrego Pasterza, ul. Mokotowska 12

18.00

19 stycznia

Kościół Polskokatolicki, Katedra św. Ducha, ul. Szwoleżerów 4

18.00

20 stycznia

 

Kościół Rzymskokatolicki, Katedra św. Michała Archanioła i Floriana Męczennika, ul. Floriańska 3

NABOŻEŃSTWO  CENTRALNE

18.00

21 stycznia

Kościół Ewangelicko-Reformowany, al. Solidarności 76

18.00

22 stycznia

Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny, Katedra św. Marii Magdaleny, al. Solidarności 52

18.00

23 stycznia

Kościół Chrześcijan Baptystów, ul. Waliców 25

18.00

24 stycznia

Kościół Starokatolicki Mariawitów, Par. Matki Bożej Nieustającej Pomocy, ul Wolska 186

18.00

25 stycznia

Kościół Ewangelicko-Augsburski, Parafia św. Trójcy,Pl. Małachowskiego 1

18.00

26 stycznia

DZIEŃ ISLAMU W KOŚCIELE KATOLICKIM

Dom parafialny przy parafii katedralnej św. Floriana, ul. Floriańska 3

11.00

27 stycznia

Kościół Rzymskokatolicki, par. Miłosierdzia Bożego w Ząbkach, ul. 11 Listopada 14

18.00

31 stycznia

Kościół Rzymskokatolicki św. Marcina, ul Piwna 9

17.30

Podczas tegorocznego Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan rozważany będzie biblijny tekst zaczerpnięty z Księgi Micheasza 6,6-8. Materiały do ekumenicznych modlitw przygotowali chrześcijanie z Indii a w szczególności: Chrześcijański Ruch Studencki w Indiach (Student Christian Movement of India), w konsultacji z Wszechindyjską Federacją Uniwersytetów Katolickich (All India Catholic University Federation) i Narodową Radą Kościołów w Indiach (National Council of Churches in India) pod przewodnictwem Jego Ekscelencji metropolity Syro-Malankarskiego Kościoła Ortodoksyjnego w Indiach  Arcybiskupa Geevarghese Mar Coorilos.

Hasło tegorocznego Tygodnia Modlitw zaczerpnięte z księgi Proroka Micheasza brzmi: Czego Bóg od nas oczekuje?