Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Patrząc w stronę Postu

Myśli nie chcą już w opowieści się składać

tyle już zapisanych

w mądrym szyku stoi…. i czeka

a ja chcę wzlecieć bez myśli i słów

czas odpocząć głowie

od głupstw mądrości i znaczeń

niech ją wiatr przewietrzy

niech jej śpiewa o wolności

niech strząśnie stare myśli

i pomilczy głowa zasłuchana

w pełnię ciszy…

wyobraźni porwij ze sobą uczucia

leć z nimi wysoko i wolnością się nasyć

uszczęśliw serce mocniejszym biciem

niech cząstki me bawią się i śmieją

w nieskończonym istnieniu

jak dobrze umknąć z ciasnej materii

ciążącej prawami w dół

wystrzelić świadomości skokiem

w przestworza dotąd nieznane

rozprostować się rozciągnąć

zadziwić – oto ja – wszyscy my

wyszeptać siebie każdą cząstką całości

jestem – żyję całym sobą



Rocznica śmierci Ojca Jana

Dzisiaj przypada rocznica śmierci ojca Jana Berezy.

Trudno uwierzyć, że to już rok mija od chwili, gdy tak niespodziewanie odszedł do domu Ojca. Pamiętam o nim w mojej modlitwie i podczas sprawowanej dzisiaj Eucharystii. I ufam, że on pamięta o nas i spogląda na nas tym pełnym głębokiej troski spojrzeniem miłości.


Niech mi będzie wolno przytoczyć w tym miejscu fragment zaczerpnięty z medytacji liturgii pogrzebowej o. Jana:


Był w nim ogień. Nie wiedział skąd,
Ale ów płomień sprawiał, że płakał i topił się jak świeca.


„Pięknie mówisz – powiedział –
Ale posłuchaj,
Wszystko jest tylko wystrojem miłości,
Konarami. liśćmi i kwieciem.
Prawdziwy miłośnik musi żyć przy korzeniu”.


„Czyli gdzie?” – zapytałem
A on powiedział: „Wykonałem działania zewnętrzne,
Ale nie umarłem
Teraz muszę umrzeć”.
I położył się z uśmiechem na ziemi i umarł.
Otworzył się jak opadająca róża i umarł, uśmiechając się.


Ten śmiech był jego wolnością i darem dla wieczności.
Jak światło księżyca odbija światło słońca, tak i on
Usłyszał wołanie wzywające do domu i wyszedł.


Kiedy światło wraca do źródła,
Nie przenosi ze sobą niczego z tego co oświetlało.


Mogło świecić na kupę gnoju, albo na ogród,
Albo na siatkówkę ludzkiego oka – 
Bez znaczenia.


Odchodzi, a kiedy to się dzieje,
Równina staje się namiętnie samotna,
Pragnąc powrotu jasności.


Ale jasność powraca,
Bo Miłośnik jest tylko pielgrzymem.
A Pielgrzym jest poszukiwaczem.

W wieczór naszego istnienia Pan nie będzie nas pytał o poprawność polityczną, o wypracowane cnoty, porządność, heroizm, dyplomy i osiągnięcia. Zapyta o miłość, zapyta o to, ilu ludziom pomogłeś dostrzec w nich samych dobro.
Ty pomogłeś bardzo wielu!
Napisałeś kiedyś: „Dziś tak często mówimy, że jesteśmy dla innych lustrem, ale gdybyśmy byli oknem, moglibyśmy dojrzeć w milczeniu Boga radość zmartwychwstania”.
Dzięki, Janie, że byłeś oknem!

Myślę, że dzisiaj jest dobry dzień, by wziąć do ręki pośmiertnie wydaną książkę Jana „Medytacje z ojcem Serafinem” i uczynić ją duchowa lekturą dnia dzisiejszego i źródłem medytacji nad słowem.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=biEZOu2-xV8?fs=1]

Dziś wiem, że niekiedy musimy przejść przez wielką burzę i ciemność, aby zobaczyć, kim jesteśmy naprawdę.
Dziś wiem, że istnieje światło, które przez ból i cierpienie staje się coraz jaśniejsze.
Dziś wiem, że musimy czasami dotknąć bram piekła, aby dojść do nieba.
Dziś wiem, że czasami musimy doświadczyć opuszczenia przez Boga, aby być bliżej Niego.
Dziś wiem, że Słowo staje się ciałem wtedy, gdy odkrywamy je w drugim człowieku, tak samo bliskim, jak i w obcym, w przyjętym, jak i w odrzuconym.
Dziś wiem, że powinienem być nie lustrem, w którym inni dostrzega swoją ułomność, lecz oknem, przez które może dostrzec światło.
Dziś wiem, że aby zmartwychwstać trzeba umrzeć dla siebie.
Dziś wiem, że czasami trzeba chodzić nieznanymi ścieżkami, aby powrócić do Boga, który jest człowiekiem.
Dziś wiem, że aby powrócić, trzeba stać się innym, bardziej prawdziwym.
Dziś wiem, że trzeba niekiedy upaść, aby powrócić.
Dziś wiem, że liczy się tylko Miłość.


                                                                                            Jan Bereza OSB







Uzdrowienie wewnętrzne

Oooo, wygląda na to, jakby blog wziął sobie wolne:-) No cóż, jemu też się przydaje chwila wytchnienia. I Najwyraźniej okazała się skuteczna, bo ostatnio nie chciały mi się wklejać obrazki, ale kiedy odpoczął wrócił do pełni sił i posłuszeństwa.


To, co nas najmocniej porusza, zazwyczaj bardzo silnie oddziałuje na nasze zmysły. Najbardziej żywo rysuje się w naszej pamięci to, co widzą nasze oczy, czego dotykają ręce i co słyszą uszy. W rzeczywistości jednak to, co największe i najważniejsze dotyka naszego wnętrza — tego, czego nie widać.

Dla wielu ludzi, zwłaszcza młodych, wydarzeniem, które wyciska głęboki ślad na ich życiu i pozostaje swego rodzaju punktem odniesienia na długie lata jest na przykład piesza pielgrzymka na Jasną Górę. Wysiłek, niekiedy ogromne zmęczenie, zmieniająca się pogoda, jedzenie i oczywiście spotkani na trasie ludzie — wszystko to razem wzięte tworzy pewną niezwykłą całość, która — sama będąc czymś zewnętrznym — niezwykle mocno dotyka serca każdego z pielgrzymów. Dla wielu ta ogromna ilość zewnętrznych przeżyć staje się swego rodzaju gruntem dla duchowej prze-miany lub przynajmniej dla jakiegoś wzmożonego otwarcia się na Pana Boga.

Ewangelia dzisiejszej niedzieli także łączy w sobie to, co widoczne dla oczu i to, co ukryte jest w sercu. Widzimy ludzi, którzy są zaniepokojeni słowami Pana Jezusa, zastanawiają się: „Któż może odpuszczać grzechy, jeśli nie Bóg sam jeden?” Odpowiedź Chrystusa na ich wątpliwości jest bardzo zdecydowana. Aby pokazać, że ma moc odpuszczania grzechów, mówi do paralityka „wstań” i każe mu iść do domu. W tym krótkim opowiadaniu widać wyraźnie, że uzdrowienie jest jakby na marginesie całego wydarzenia. W gruncie rzeczy jest to tylko pretekst, żeby pokazać, iż największy cud dokonuje się w samym człowieku, w jego sercu. Zewnętrzna radość i widoczne szczęście tego, który jeszcze niedawno był chory i nie mógł się poruszać, biorą się z tej przemiany, którą jest oczyszczenie z grzechów i przybliżenie się do Boga.

Ale obok uzdrowionego paralityka, bohaterami dzisiejszej Ewangelii jest także tych czterech, którzy przynieśli go do Jezusa. Uczynili wszystko, co było możliwe, a Jezus – jak słyszymy –  widząc ich wiarę uzdrowił chorego (Mk 2, 5).

To pokazuje jak wielka moc ma nasze wstawianie się do Boga z innymi i nasza pomoc innym w dotarciu do Chrystusa. Nieraz wydaje nam się, że jakaś sytuacja, której jesteśmy świadkami jest niezmienna, nic nie da się poradzić, bo syn alkoholik, bo dzieci czy wnuki nie chodzą już do kościoła, bo jakąś rodzinę dotyka dramat choroby, bezrobocia lub jakieś inne trudne doświadczenie. Czy Pan Bóg nie mówi przez słowa Pisma świętego: „Proście a otrzymacie” [J 16,24], „Jedni drugich brzemiona noście” [Gal 6,1] czy wreszcie „U Boga nie ma nic niemożliwego” [Łk 1,37]. 

Ile razy idziemy do Jezusa, zastanówmy się: kogo chcemy do Niego przynieść? Wokół jest przecież wielu duchowych paralityków, którzy nie mogą lub nie chcą sami przyjść po uzdrowienie. Nie musimy z powodu tłumu odkrywać dachu, aby dostać się do Jezusa. Mamy łatwy dostęp pod sam krzyż, z którego płyną uzdrawiające i zbawiające łaski na nas i na innych, każda Eucharystia jest taką szansą stanięcia pod krzyżem.

Kogo przynoszę ze sobą do Chrystusa? Bóg nigdy nie stawia nas przez przypadek na duchowej drodze drugiego człowieka. Nieraz Bóg tak łączy ludzi, że jeden dźwiga ciężary  drugiego. Chory współmałżonek, trudne charaktery dzieci, starzy i schorowani rodzice, trudni do zniesienia sąsiedzi czy współpracownicy… Trzeba także chcieć  ich przynieść do Jezusa, nie tylko moje sprawy czy moje problemy.  Jednym ze znaków naszej wiary jest troska o innych, wyrażana modlitwą.

A jeśli nawet nam samym trudno jest dźwigać, nie wolno się poddać! Trzeba poszukać pomocy innych — paralityka niosło przecież czterech. Wtedy na swych barkach — wraz z tymi, którzy wierzą i modlą się wraz z nami — możemy dźwigać ciężar, który wydawać się może przerasta nasze możliwości i siły.

Oby nie było z nami, tak jak z Izraelem, do którego Bóg zwraca się z wyrzutem: nie wzywałeś Mnie, bo się Mną znudziłeś (Iz 43, 22). Wysłuchanie prośby zależy bowiem od wiary. Bóg bowiem chce, żebyśmy Go prosili!

Warto odczytywać dzisiejszą Ewangelię jako zaproszenie do przeżywania z wiarą naszej codzienności. Pan Bóg przemawia do nas poprzez wydarzenia naszego życia. I choć bardzo często zatrzymujemy się przy tym, co zewnętrzne i widzimy tylko zmieniające się obrazy, trzeba pamiętać, że to, co najważniejsze, dokonuje się w sercu człowieka. Pan Bóg pragnie tylko jednego: zbawienia człowieka.
Jest to także doświadczenie, które możemy odnieść do medytacji. Z jednej strony postawa i słowo, które są czymś zewnętrznym, uchwytnym dla zmysłów ale najważniejsze w procesie medytacji jest właśnie to, czego nie sposób uchwycić a co dotyka naszego serca i najgłębszych pokładów naszego jestestwa. Jest to owa wewnętrzna przemiana, która dokonuje się mocą działającego w nas Słowa niosącego łaskę uzdrowienia i przemiany naszego serca. To także doświadczenie naszej codzienności i choć wydaje się subtelne a czasem nawet niezauważalne, to jednak niesie ze sobą potężną moc mogącą przemienić człowieka.

A zatem wszystko dobro, które mogą dostrzec nasze oczy, jest więc jedynie odbiciem cudu, który dokonuje się w ludzkim sercu i znakiem tego, że Bóg rzeczywiście działa w sposób który potrafi każdego zaskoczyć.

hymn o miłości

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=eeHxd429Zmc?fs=1]


KONCERTY ANTONINY KRYSZTOŃ 10.02.2012 !!!


Jutro  w Laboratorium przy Centrum Sztuki Sztuki

Współczesnej – Zamek Ujazdowski (ul. Jazdów 2)

odbędą się dwa koncerty Antoniny Krzysztoń jeden o

godz. 18.00 a drugi o 20.00.



A jak komuś się nie uda, to kolejna okazja do

posłuchania tej wybitnej artystki będzie 26 lutego, w

kościele p.w. bł. Edmunda Bojanowskiego (Ursynów –

ul. Kokosowa 12), gdzie śpiewać będzie „Pieśni Postne”.

istnienie pożyteczne…

W naturze nie ma własności
jest obfitość wszystkiego
jabłoń owoce rodzi
nie na własny użytek
daje – kto potrzebuje ten bierze
jabłoń przeżywa swe życie
obsypując się wiosną kwiatami
latem owocami
jesienią zrzuca spracowane liście
zimą odpoczywa śniąc po swojemu
jej istnienie pożyteczne
każdą porą roku
powietrze słońce gwiazdy ziemia
razem z nią
swe istnienia łączą
wszystko co tworzą
oddają innym
przyroda nie zna własności
umysł ją wymyślił
dzieląc świat na „ moje”
usprawiedliwił ten gwałt
prawem etyką moralnością
człowiek zaczął frymarczyć
swymi owocami
i prawa wbrew naturze tworzyć
„ moje” jest zawłaszczaniem
bo wszystko jest nasze wspólne
każda myśl i dzieło
niech dzieje się wspólna obfitość
wszyscy dla wszystkich
z całego serca z radością
bez powodu
bez rewanżu
bez oczekiwań
tak jak jabłoń…

A przy okazji załączam prośbę, jaka otrzymałem dzisiaj od mojego przyjaciela, założyciela i prezesa Fundacji D.O.M. (Dzieło Odbudowy Miłości). Oczywiście to niezobowiązująca prośba, ale czasem odkrywamy tyle niepotrzebnych rzeczy, które zalegają nasze szafy. Pozdrawiam.

Drodzy, w Punkcie na Grójeckiej brakuje ciepłej odzieży i wolontariuszy – tłum ubogich i bezdomnych

Roześlijmy dalej, powiedzmy sąsiadom, znajomym …
Kiedy tęgi mróz, pamiętajmy o tych, którzy potrzebują ciepłej kurtki,
swetra, spodni, oraz trwałej żywności: cukru, herbaty… do makaronu
czy konserwy.
Jeśli możesz podarować ciepłe ubrania w dobrym stanie oraz inne
artykuły zapraszamy:
soboty w godz 10.00 – 13.00
czwartki 16.30 – 19.00
ul.Grójecka 20b;
domofon 1 w podwórzu schodkami w dół
Wolontariusze Fundacji D.O.M. będą przyjmowali ciepłą odzież i inne
dary dla ubogich również
w poniedziałki i środy w godzinach 15- 18
w Klubie D.O.M.
przy ul. Madalińskiego 69a parter, domofon DOM

Co roku z nastaniem chłodów do Punktu Zbiórki i Rozdziału Darów
Fundacji D.O.M. przy ul. Grójeckiej 20b zgłasza się na dyżur
co najmniej kilkunastu bezdomnych z ulic, dworców, noclegowni oraz
osoby w trudnej sytuacji kierowane przez Ośrodki Pomocy Społecznej
i inne organizacje pozarządowe.
Teraz kiedy na dworze, kilkanaście, dwadzieścia stopni poniżej zera
jesteśmy oblegani do późna przez bezdomnych !
Rozmawiamy z nimi, częstujemy herbatą i kawą, marzymy o stworzeniu
ogrzewalni, jednak na razie nie pozwalają nam na to skromne środki,
które próbujemy zgromadzić na ten cel.

Przez cały rok dary można przynosić na dyżury Fundacji D.O.M. przy
ul. Grójeckiej 20b – domofon nr 1 (w podwórzu schodkami w dół) we
czwartki w godz. 16.30 – 19.00.

Zdzisław Bielecki
Fundacja D.O.M.
ul. Madalińskiego69A
02-549 Warszawa

www.nieobojetni.pl
dom@dom.org.pl


Fundacja D.O.M.
Organizacja Pożytku Publicznego
Powołana w 1991r.
KRS 0000135677
podaruj 1% podatku
Rachunek bankowy w PKO S.A. W-wa nr:
42 1240 2135 1111 0010 0586 3270