uchwycić chwilę obecną
Dialogować z buddystami
mój pociąg pędzi
z chyżością dwu haiku
na pół godziny
o każdej porze dnia
kwitną wciąż nowe kwiaty
w kalejdoskopie
gdy jeszcze ciemno
słońce wstaje i rosą
podlewa ogród
anioł przy studni
sprawdza czy widać piekło
z drugiej strony dna
anioł zmartwiony
prowadzi małe dzieci
starsze uciekły
zagajnik sosen
a przy piaszczystej drodze
madonna równin
Jest więc rzeczą zrozumiałą, że sposób w jaki postrzegają buddyści Tajemnicę Jezusa Chrystusa jest odmienny od chrześcijańskiego, można jednak powiedzieć, że idą w rozumieniu tej tajemnicy daleko i to stanowi wielką zachętę do dalszego dialogu. Biskup Michael Bunluen Mansap (Tajlandia) zastanawiając się nad problemem inkulturacji i głębszego zaszczepienia Kościoła w Azji stwierdza: „Wydaje się iż wymaga to pogłębienia naszych doświadczeń w komunii, która uczyni nas zdolnymi do świadczenia o Ewangelii. Wymaga również takiej formacji świeckich, by stali się autentycznymi uczniami Jezusa w świecie” [Synod Biskupów poświęcony Azji , 22 IV-V Kongregacja].
2. Ge-lugs-pa – tybetańska sekta religijna założona przez Cong-k’a-pa, XIV wiek.
3. Siunjata (śunyata) – dosł. pustka, koncepcja filozoficza buddyzmu mahajany.
„Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą?”
Powrót do modlitwy głębi
Mów, bo sługa Twój słucha
Maraton ekumeniczny trwa…
Rozpoczął się na dobre w niedzielę, w katedrze warszawsko-praskiej. Lubie tam jeździć, bo abp. Henryk Hoser słynie z gościnności. Może to cecha wszystkich misjonarzy.
Na chwilę przed mszą, która miała zainaugurować Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, gdy staliśmy w katedralnej zakrystii, nowy proboszcz katedry – ks. Bogusław – znany ze swojego poczucia humoru, ale może mniej wrażliwy na ducha ekumenizmu mówi:
– A ten cały ekumenizm, to jak mycie Murzyna!
Goście z bratnich kościołów udali, że tego nie słyszą, robiąc dobrą minę.
Ale pomyślałem sobie, że może coś w tym jest, choć spostrzeżenia niektórych bywają zbyt mocno wyartykułowane.
Nikt bowiem nie ma wątpliwości, że jedność, jakiej chcieliby niektórzy, a wiec całkowita, przy jednym ołtarzu, pod zwierzchnictwem jednego papieża (nawet li tylko honorowym) jest nieosiągalna. podkreślił to zresztą sam papież Benedykt XVI, który w swoich nadziejach ekumenicznych jest dużo bardziej realistycznie i chłodno myślący – jak przystało na rasowego teologa – niźli jego błogosławiony poprzednik. Co zresztą niejednokrotnie podkreślał zarówno w swoich dokumentach jak i przemówieniach, że nie jest możliwe dążenie do jedności tam, gdzie nie istnieją istotne elementy tworzące kościół a wiec ważna eucharystia i sukcesja apostolska a sam chrzest, to jeszcze za mało…
Tak sobie pomyślałem słuchając mojego zacnego kolegi – proboszcza katedry warszawsko-praskiej, że może to, co wydaje się postronnym obserwatorom przysłowiowym „myciem Murzyna” wynika z naszego ludzkiego błędu. Może warto przyjąć jako szczególny dar słowo, które zostało podarowane w liturgii właśnie na tę II niedzielę zwykłą i zadać sobie pytanie, które Chrystus stawia swoim uczniom: „Kogo szukacie?” Bo jeśli w tych wszystkich, choćby najbardziej aktywnych poczynaniach ekumenicznych będziemy szukali jedynie siebie, spełnienia naszych ambicji, pokonania naszych kompleksów i zbudowania jedności wedle naszej wizji, to i tak nic z tego nie wyjdzie. I rzeczywiście lata prób i błędów w szukaniu porozumienie mogą stać się rzeczonym „myciem Murzyna”. Nie zmienia to oczywiście faktu , że wiele na tym polu zrobiono: osiągnęliśmy porozumienie tam, gdzie było to możliwe (kwestia uznania wzajemnego ważności chrztu, czy małżeństw mieszanych); podejmujemy wspólnie wiele dziel charytatywnych , społecznych, kulturalnych czy ewangelizacyjnych; nawiązało się wiele ludzkich przyjaźni. Ale każdy, kto choć trochę zna problemy ekumenizmu dobrze wie, że w niektórych kwestiach teologicznych doszliśmy do granic i dalej nie pójdziemy bez konieczności rezygnacji z czegoś konstytutywnego, dla danego kościoła a przy tym z konieczności rezygnacji z własnej tożsamości. Bo o ile z prawosławiem, czy jednym z kościołów anglikańskich czy starokatolickich dzieli nas niewiele lub prawie nic (jak w przypadku kościoła prawosławnego), no może poza uznaniem prymatu biskupa Rzymu, to większe zbliżenie ze wspólnotami ewangelickimi na dzisiejszym etapie jest niemożliwe, bo wyklucza je to, co fundamentalne w wierze i teologii ale i wizji kościoła ( m. in. odrzucenie 5 sakramentów przez protestantów).
Powstaje zatem pytanie: Czego szukamy? I może warto znów po wielu latach od soboru Watykańskiego II zadać sobie to pytanie. Czego szukamy, a czego naprawdę powinniśmy szukać? Jak realizować ekumenizm, żeby wydawał się on prawdziwy i szczery, także dla postronnych obserwatorów? Może odpowiedź znajdujemy także w niedzielnej liturgii słowa. Odpowiedź najlepsza i jedyną prawdziwą: „mów, Panie, bo sługa Twój słucha”. Może tu leży sukces wszelkiego dialogu nie tylko ekumenicznego, ale i społecznego i wspólnotowego i rodzinnego. Słuchać Boga bardziej niż siebie, gdyż słuchanie siebie już nie raz doprowadziło do podziałów (i to nie tylko w łonie chrześcijaństwa). Może gdybyśmy bardziej słuchali Boga niż siebie i własnych egoizmów mnie było by dotkliwych i bolesnych podziałów nie tylko między chrześcijanami, ale też w świecie, w społeczeństwie, we wspólnotach czy w rodzinach.
Tak więc nauka słuchania Boga bardziej niż siebie pozostaje nadal lekcja do odrobienia dla nas wszystkich …











