Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Czego szukamy?…

„Czego szukacie?” — to pierwsze pytanie jakie Jezus stawia swoim uczniom, u początku drogi która objawi im tyle niezwykłych rzeczy, która poprowadzi ich tak daleko, że sami nie byli nawet w stanie przypuszczać. Nam także Jezus stawia to samo pytanie. Dlaczego jednak nie słyszymy Jego głosu jak Samuel, czy Apostołowie, czemu Jego Słowo nie dźwięczy nam w uszach stając się przewodnikiem w naszych codziennych wyborach? Czemu będąc bogaczami, zachowujemy się jak nędzarze?


Gdy wsłuchując się w Ewangelię – Słowo samego Boga skierowane do nas – odkrywamy Jezusa jako żywą, kochającą osobę, odkrywamy także, że jest Kimś, kto chce się z nami zaprzyjaźnić. On nie szuka w nas ideologów, aktywistów, działaczy, ale przyjaciół. Dla niego jestem ważny ja sam, z moją biedą i moim obdarowaniem, moim cierpieniem i tęsknotą. Nie jestem dla niego pionkiem ani trybikiem w machinie zbawienia. Dlatego poprzez słowa Ewangelii pyta nas Jezus o nasze pragnienia: „Czego szukacie?”.

Uczniowie odpowiadają pytaniem: „Rabbi, gdzie mieszkasz?”. Ta odpowiedź to znak tęsknoty za życiem w bliskości Boga; to nie ciekawość, ale pragnienie bycia przyjętym i przemienionym przez Jezusa, pragnienie, aby się do Niego zbliżyć i tę bliskość uczynić sensem swojego życia. Jeżeli na pytanie Jezusa odpowiadamy z podobną tęsknotą za zbliżeniem się do Niego, to możemy usłyszeć słowa: „Chodźcie, a zobaczycie”. Gorzej, jeśli za tą bliskością nie tęsknimy, albo co gorsza ta bliskość nam już spowszedniała…


Co to znaczy pójść za Jezusem? Podpowiedz znajdujemy w drugim czytaniu: „Wasze ciała są członkami Chrystusa„, „ciała Wasze są przybytkiem Ducha Świętego„. Jeśli to prawda, to o ileż bardziej możemy się spodziewać w naszym życiu tego, co stało się w życiu proroka Samuela, gdy do niego zaczął przemawiać Bóg. W nas jest ukryty skarb, drogocenna perłą, źródło żywej miłości – Bóg obecny znacznie bardziej niż w Samuelu. Dlaczego jednak nie słyszymy Bożego głosu jak Samuel, czemu będąc bogaczami, zachowujemy się jak nędzarze?

Nie można naprawdę spotkać Boga, doświadczyć Jego bliskości i pozostać tym samym człowiekiem! Zobaczyć Boga przez poznanie Go swoim sercem oznacza rewolucję. Odkrywam, że On dając mi się cały przez tajemnicę Wcielenia i Odkupienia, prosi mnie także o dar z siebie. Godząc się na to, aby moje życie oprzeć całkowicie na Jezusie odkrywam, że „moje” życie (moje czyli oparte na moich siłach, pomysłach, zabezpieczeniach) jest pozorem. Nie mam swojego życia, bo „już nie należycie do samych siebie – napisze św. Paweł. Za wielką bowiem cenę zostaliście nabyci.„
Pójść za Jezusem oznacza zrezygnować ze swojej drogi, swojego sposobu na życie, swojego radzenia sobie z problemami. Jeśli mam gotowość stracić swoje życie a wybrać Boga jako przewodnika, Jego Słowo, jako drogowskaz, wtedy staję się zdolny, aby przeżywać swoje życie w całej pełni. Wtedy właśnie mogę ze śmiałością powiedzieć za Samuelem „Mów, bo sługa Twój słucha„, by moje życie mogło po Bożemu owocować. Gdyż tylko takie owoce liczą się w perspektywie wieczności: nie to ile zarobię, nie to jaki status społeczny osiągnę, ile mieszkań czy samochodów będę miał, ale to ile przyniosę owoców wyrastających z wiary i miłości…



Dopiero wtedy, gdy nasze życie zacznie owocować wiarą i miłością możemy powtórzyć słowa za św. Andrzejem: „Znaleźliśmy Mesjasza”.


Wejść w ciszę…

Mam czasem wrażenie, że mój blog poświęcony medytacji, zaczyna być blogiem o wszystkim… Nie wiem co Wy na to? Gdyż wbrew pozorom ten blog nie powstał dla mnie i nie mnie ma służyć. Żyje i istnieje dzięki Wam i dla Was, więc jedynymi słusznymi krytykami jego treści macie prawo być Wy, którzy go czytacie (czasem ktoś odważy się wysłać mi sms-ka lub zamieścić komentarz). Za te wierność i wytrwałość w śledzeniu tych skromnych wpisów serdecznie dziękuję, bo one uzmysławiają mi, że warto pisać. Żeby jednak nie zasłużyć na upomnienie, że odszedłem od swojego pierwotnego zamysłu, chyba czas będzie powrócić, do tego, co w tym blogu najistotniejsze, modlitwy głębi, ciszy i zasłuchania…





Myśli nie chcą już w opowieści się składać

tyle już zapisanych

w mądrym szyku stoi…. i czeka

a ja chcę wzlecieć bez myśli i słów

czas odpocząć głowie

od głupstw mądrości i znaczeń

niech ją wiatr przewietrzy

niech jej śpiewa o wolności

niech strząśnie stare myśli

i pomilczy głowa zasłuchana

w pełnię ciszy…

wyobraźni porwij ze sobą uczucia

leć z nimi wysoko i wolnością się nasyć

uszczęśliw serce mocniejszym biciem

niech cząstki me bawią się i śmieją

w nieskończonym istnieniu

jak dobrze umknąć z ciasnej materii

ciążącej prawami w dół

wystrzelić świadomości skokiem

w przestworza dotąd nieznane

rozprostować się rozciągnąć

zadziwić – oto ja – wszyscy my

wyszeptać siebie każdą cząstką całości

jestem – żyję całą sobą

Psychologia, która prowadzi do głębi

Łatwiej przeniknąć wszechświat niż samego siebie. K. G. Jung

Ostatnio podczas przemiłego spotkania poruszono kwestię Junga i jego psychologii. Skłoniło mnie to do skreślenia kilku zdań refleksji na temat Junga. W tym miejscu gwoli usprawiedliwienia muszę przyznać, że nigdy nie byłem pasjonatem psychologii w jej psychoanalitycznej odsłonie. Tak naprawdę to zetknięcie się z pisarstwem Junga i jego koncepcją pozwoliło mi niejako oswoić psychoanalizę i spojrzeć na nią zupełnie z innej strony. Było to wprawdzie baaaardzoooo dawno temu, ale w czasie moich studiów psychologicznych miał miejsce pewien okres, który upłynął pod przemożnym wpływem Junga i jego pism. Fascynowała mnie zawsze jego otwartość i głębia poszukiwań, która wśród współczesnych mu psychologów dała mu szczególne miejsce, choć nie rzadko także stawała się powodem krytyki jego działalności. Sądzę także, że miała ogromy wpływ na moje późniejsze spojrzenie na zjawisko religii i wiary, które wśród badań Junga znalazło poczesne miejsce.



Ja wiem. Nie muszę wierzyć, ja wiem. – odpowiedź Junga na pytanie o wiarę w Boga.

Może wydawać się komuś, że to co pisze będzie swoistą apologia Junga i jego twórczości, lecz sądzę, że kto jak kto ale Jung takiej apologii nie potrzebuje, gdyż doskonale broni się sam i mam przemożne wrażenie, że im więcej czasu mija od jego śmierci, tym bardziej obrona jego twórczości wydaje się być mocna. Może się także wydawać, że jest to temat, który swoja treścią nie do końca pasuje do tematyki tego bloga, lecz myślę, że właśnie przez swoją otwartość na zjawisko religii i duchowości w ogóle Jung doskonale wpisuje się w tematykę tu poruszaną. A trzeba przyznać, że wartości życia duchowego poszukiwał on dosłownie wszędzie. Rzecz jasna w tak krótkim wpisie nie sposób tego wyczerpująco docenić.

Carl Gustav Jung przyszedł na świat 26 lipca 185 roku w Kesswil w Szwajcarii. Idąc w ślady swojego dziadka i imiennika, Carla Gustava seniora, ukończył studia medyczne na Uniwersytecie w Bazylei. W 1900 podjął pracę jako asystent w Klinice Psychiatrycznej w Zurychu. Dwa lata później obronił doktorat a w 1905 habilitację. Został dyrektorem Kliniki. Prowadzi tam między innymi badania eksperymentalne w zakresie skojarzeń. W 1909 roku zrezygnował z pracy w klinice – rozpoczął praktykę prywatną, którą prowadził przez całe życie.


Przez całe życie prowadził ożywioną działalność popularyzatorską i dydaktyczną – podróżował z odczytami, prowadził seminaria i wykłady. Jednocześnie prowadził praktykę kliniczną.


Twórczość Junga jest bogata i zróżnicowana, jak całe jego długie i burzliwe życie. Jego dzieło zapisało się w wielu dziedzinach wiedzy – od psychologii, psychiatrii i psychoterapii, przez badania nad religią, kulturą Orientu, mitologią różnych kultur, współczesną literaturą, malarstwem, filmem, po analizy z pogranicza filozofii, teologii, socjologii kultury i antropologii. Jung interesował się zjawiskami pomijanymi przez oficjalną naukę – parapsychologią, alchemią, okultyzmem, astrologią, współczesnymi zjawiskami parareligijnymi (UFO). Był wytrawnym znawcą tekstów gnostyckich. Podróżował w różne rejony świata, konfrontując własną wiedzę psychologiczną z żywymi kulturami globu (Afryka, Ameryka Północna, Ameryka Środkowa). Studiował ważne teksty Chin, Indii, wczesnego chrześcijaństwa. Zainspirował wiele nurtów w psychologii i psychoterapii ukierunkowanych na zasoby indywidualne, aktywność twórczą, pozytywną moc wyobraźni. W swoich analizach uwzględniał wymiar duchowy, potrzeby religijne i symbole kulturowe. Zaadaptował dla potrzeb psychologii i psychoterapii starożytne i średniowieczne wyobrażenia mówiące o regułach indywidualnego rozwoju człowieka


Jung zapisał się swym dorobkiem na granicy kilku dziedzin humanistycznych, a jego idee oddziaływały i oddziałują także na nauki przyrodnicze (m.in. zbliżenie mechaniki kwantowej i psychologii). Trudno być znawcą całości dorobku Junga. Pomijanie lub niekorzystne oceny dzieła Junga wynikają najczęściej z redukcyjnego podejścia do niektórych obszarów zainteresowań szwajcarskiego myśliciela. Koncentrując się np. na dorobku Junga z drugiej połowy życia, wielu pomija podstawowe wykształcenie Junga (psychiatra, asystent Eugena Bleulera w szpitalu Burghölzli), a nawet wieloletnią praktykę psychoterapeutyczną (związki z ruchem psychoanalitycznym i współpraca z Freudem), staże, jakie odbywał w Paryżu (Salpetriere, 1903), poznając teorie wybitnych psychiatrów francuskich (np. P. Janeta, ucznia J. Charcota). Nie docenia się długoletniej pracy Junga nad sprecyzowaniem odrębności własnego kierunku psychologicznego (psychologia kompleksów, a później psychologia analityczna). Mimo że konsekwentnie uważał siebie za empiryka i starał się utrzymać dystans do przedmiotu swoich obszernych badań (Jung był twórcą eksperymentu skojarzeniowego pozwalającego wykrywać ukryte kompleksy psychiczne), wielu zawęża jego rolę w myśli XX wieku do wybranych kwestii, podkreślając tylko jeden rys jego działalności lub w ogóle zaprzeczając jego twórczemu wpływowi na współczesną psychologię, psychoterapię czy antropologię.



Przykładem niedoceniania wkładu Junga w rozwój współczesnej myśli humanistycznej może być traktowanie całości jego dorobku jako fragmentu psychoanalizy („uczeń Freuda”), kwalifikowanie jego wkładu w rozwój współczesnej antropologii do kategorii ezoterycznej gnozy („gnoza XX wieku”) albo w ogóle odmawianie mu statusu psychiatry, psychologa i systematycznego badacza psychiki poprzez eksponowanie pejoratywnych określeń dla jego antropologicznych zainteresowań („guru New Age”, „prorok”, „teolog”, „twórca mitologii”). Takie podejście do dzieła Junga popularyzowane jest także w Polsce, co odzwierciedla, ale chyba w większym stopniu niż na Zachodzie, nieadekwatną jeszcze wiedzę o całości myśli Junga jako propozycji nowej, integralnej psychologii i integralnej antropologii człowieka przełomu wieków i tysiącleci.


W porównaniu do niekwestionowanego uznania dla dzieła Freuda, liczące się aspekty intelektualnych dokonań Junga czekają jeszcze na rozpoznanie. Jego wizje człowieka i kultury, obejmujące głębie psychiki i aktualnych procesów kulturowych, sięgające zarówno w głąb tradycji i historii społeczeństw i cywilizacji, jak też w przyszłość spodziewanych przemian, w wielu punktach wyłamują się z rutynowych kwalifikacji. Na pewno nie przystają do roli lekarza, którego horyzonty są zawężone do myślenia kategoriami biologicznymi i biochemicznymi. Nie pasują do obrazu statystycznego psychologa, psychiatry, psychoanalityka czy statystycznego naukowca.



Jung znalazł interlokutorów i sprzymierzeńców w gronie wybitnych antropologów, psychologów i twórców XX wieku. Pierwszym wielkim psychologiem, który odkrył Junga, pomijając uznanie ze strony Bleulera w klinice Burghölzli, był niewątpliwie Zygmunt Freud. I choć ich burzliwie rozpoczęta znajomość (źródła mówią o pierwszej wielogodzinnej rozmowie tych psychoanalityków przerywanej tylko na posiłki) zakończyła się głuchym milczeniem, okres ich współpracy na pewno wniósł wiele dobrego dla poszerzenia wiedzy psychologicznej w dwudziestym wieku.


Dzieło Junga, obejmujące w swej zasadniczej masie 20 tomów Dzieł Zebranych (Gesammelte Werke), wykracza poza współczesne rozumienie nauki. Idąc śladami Freuda, Jung wkroczył z metodami głębinowej analizy psychologicznej na terytorium religii i kultury. Z drugiej strony zmienił status psychologii i całego systemu nauki. Jung zderzył się w swoich koncepcjach z przesądem naukowym panującym od kilku wieków w kulturze Zachodu, że nauka, badając rzeczywistość zza szklanej szyby intelektu, najlepiej i najtrafniej dostrzega i opisuje prawdę i rzeczywistość. Ten dominujący pogląd, jeden z wielu mitów, umożliwia rzetelne wprawdzie ujmowanie, ale tylko wybranego, materialno-przedmiotowego aspektu życia. Świat człowieka i tworzonej przez niego kultury potrzebuje obrazów, symboli, mitów i wierzeń. Subiektywnie odczuwana i przeżywana prawda symboli domaga się uznania ich empirycznej faktyczności. Nasz świat – na potrzeby nauki – zapomina o realności podmiotu i realności duszy. Podmiot obecny w przeżyciu artystycznym, religijnym, duchowym manifestuje się w realności faktów psychicznych, które nie mogą zostać wyłączone aktem poznawczym w absolutnym stopniu. A więc ów subiektywny element, wyrażony w psychologicznej kategorii uczucia, a także zupełnie irracjonalny i ledwie postrzegalny składnik intuicji i wyobrażeń pierwotnych, nie może zostać pominięty, jeśli chcemy mówić o badaniu całej rzeczywistości, w której uczestniczy czy w którą zaangażowany jest człowiek.

W każdym z nas jest ktoś kogo nie znamy. Przemawia do nas w snach i tłumaczy że widzi nas zupełnie inaczej, niż my – siebie.
K.G. Jung


Psychologia Junga, zwłaszcza jego koncepcja typów psychicznych, archetypów i synchroniczności, wprowadza nowe perspektywy w analizie kultury, rozwoju indywidualnej osobowości – rzuca nowe światło na kwestię życia wewnętrznego, opisywanego i badanego od starożytności przez filozofów i mistyków różnych tradycji.

Z racji rozległości zainteresowań Junga i ze względu na złożoność jego osobowości, nie jest łatwo wybrać z biografii szwajcarskiego badacza takie elementy, które mogą dostatecznie adekwatnie przybliżyć jego postać i ukazać możliwie czytelnie jego życie, osobowość i osobę. Nawet powściągliwa ocena twórczości i dokonań Junga może zostać tak jednostronnie, subiektywnie odczytana, że podchodząc do referowania jego biografii, należy zastrzec się, zresztą w duchu jego poglądów, że jest to biografia subiektywna.

Znajomość ze starszym od niego o 19 lat twórcą psychoanalizy, Zygmuntem Freudem, rozpoczęła się korespondencyjnie. Wywarła ona niezaprzeczalny wpływ nie tylko na rozwój koncepcji teoretycznych Junga, ale także na jego życie osobiste. Pierwsza wymiana korespondencji między Jungiem a Freudem miała miejsce w kwietniu 1906 roku (Jung posłał Freudowi swoją pracę na temat psychoanalizy i testu skojarzeniowego), a pierwsze spotkanie z twórcą psychoanalizy nastąpiło 3 marca 1907 roku. Z fundamentalnym dziełem Freuda pt. „Objaśnianie marzeń sennych” Jung zetknął się znacznie wcześniej (przejrzał ją w 1900 roku), a poważniej zajął się nią w roku 1903. W związku z nieprzechylnym stanowiskiem środowisk naukowych wobec teorii Freuda opublikował w Münchner Medizinische Wochenschrift artykuł o teorii nerwic, powołując się na poglądy Freuda (1906). Artykuł ten zaowocował surowym ostrzeżeniem ze strony profesorów niemieckich co do jego dalszej kariery akademickiej. Drugi ważny epizod świadczący o poparciu, jakie Jung miał dla Freuda, to jego wystąpienie na konferencji medycznej w maju 1906 roku, gdzie stanął w obronie twórcy psychoanalizy zaatakowanego przez profesora psychiatrii i neurologii, Gustava Aschaffenburga. Jak zaznacza krytyczny wobec Junga, F. McLynn, obok poparcia dla Freudowskiej koncepcji obrony, wyparcia i przeniesienia, Jung już w tym wystąpieniu zaprezentował własną, niezależną opinię („zmodyfikował teorię Freuda”), przeciwstawiając się traktowaniu wszystkich przypadków nerwicy jako przypadków o podłożu seksualnym.



Eugen Bleuler i Jung należeli do tych znaczących postaci w europejskim świecie medycznym, którzy jako pierwsi poza Wiedniem poważnie zainteresowali się koncepcjami Freuda. Bleuler traktował propozycje Freuda w szerszym kontekście, dążąc do bardziej ogólnego określenia tego nurtu poszukiwań (proponował własną nazwę dla tego kierunku – „psychologia głębi”). Nie odpowiadało to oczekiwaniom Freuda, który traktował swoje dzieło jako wydarzenie epokowe (przewrót o znaczeniu kopernikańskim). Twórca psychoanalizy nawiązał żywy kontakt z młodym Jungiem, ponieważ ten zainteresował się jego koncepcjami znacznie silniej niż Bleuler i bliskie mu było poszukiwanie czynników psychologicznych nie tylko w histerii i szerzej – w nerwicach, ale także w schizofrenii. W czasie, kiedy żywo rozwijał się kontakt Freuda z Jungiem, Eugen Bleuler – przełożony Junga w Burghölzli – opracowywał koncepcję i szczegółową symptomatologię schizofrenii (książka Bleulera o teorii schizofrenii została opublikowana w 1911 roku).


Żywe zainteresowanie psychoanalizą, jakie przejawił Jung, odpowiadało planom Freuda, któremu zależało na wprowadzeniu teorii psychoanalitycznej do szerszego kręgu badaczy. W tym czasie psychoanaliza ograniczała się swym zasięgiem do wąskiego grona wiedeńskich psychoanalityków żydowskiego pochodzenia. Wbrew oczekiwaniom swych najbliższych zwolenników z Wiednia, Freud zaczął lansować Junga jako swego następcę w kierowaniu ruchem psychoanalizy na świecie. To młody Jung, obok Ferencziego, towarzyszył Freudowi w jego pierwszej podróży z wykładami na temat odkryć psychoanalizy do USA (1909). Na zaproszenie Clark University (Worcester) Jung prowadził wykłady na temat eksperymentu skojarzeniowego. Kolejna wizyta w USA (Nowy Jork) z serią wykładów z teorii psychoanalizy w Fordham University nastąpiła kilka lat później (1912).


Wejście do środowiska psychoanalitycznego i silne poparcie Freuda zaowocowało tym, że na II Międzynarodowym Kongresie Psychoanalitycznym w Norymberdze Jung został wybrany przewodniczącym Międzynarodowego Towarzystwa Psychoanalitycznego (1910). Uczestniczył w sumie w trzech kongresach Międzynarodowego Towarzystwa Psychoanalitycznego (1908, 1910, 1911). Z funkcji przewodniczącego zrezygnował oficjalnie w 1914 roku. W czasie przynależności do Towarzystwa Psychoanalitycznego redagował pismo psychoanalityczne Jahrbuch für Psychoanalytische und Psychopathologische Forschungen.


Kontakty Junga z twórcą psychoanalizy uległy ostatecznemu zerwaniu głównie z powodu utrzymywania się różnic w interpretacji teorii libido (1913). Różnice ujawniły się już na początku znajomości z Freudem, gdyż Jung posiadał w wielu kwestiach własne „psychoanalityczne” poglądy, wielokrotnie stawiał też w rozmowach pytania o naturę zjawisk parapsychicznych (okultystycznych), o których Freudowi było niewygodnie dyskutować z racji racjonalistycznego nastawienia i obaw, że psychoanaliza zostanie uznana za „nienaukową”. Znajomość dwu wielkich filarów psychologii głębi trwała dopóty, dopóki Freud kategorycznie nie zażądał bezwzględnego respektowania seksualnego dogmatu energii libido (w takiej właśnie interpretacji Freud upatrywał sens teorii psychoanalitycznej) .



Wydarzeniem, które ostatecznie przesądziło o rozstaniu Freuda z Jungiem było wydanie książki Junga Wandlungen und Symbole der Libido (1912). Mówienie o „symbolach libido”, kiedy Freud rozumiał libido wyłącznie jako energię popędu seksualnego, uderzało – jak twierdził Freud – w esencję teorii psychoanalitycznej. Trwanie myśli psychoanalitycznej Freud widział wyłącznie przy utrzymaniu paradygmatu seksualnego. W efekcie nie odpisał na list Junga, w którym podtrzymał on własne, szersze, aseksualne (symboliczne) rozumienie libido.


Swój kierunek Jung określa wtedy jako psychologię kompleksową (kompleks jako konstelacja nieświadomości), traktując Freudowski kompleks Edypa jako jeden z kulturowych czynników determinujących świadomość jednostki (jego zdaniem Freud pierwszy odkrył ten kompleks jako archetyp nieświadomości zbiorowej). Oprócz seksualnej teorii Freuda, Jung poddaje także krytyce psychologię indywidualną Adlera jako skoncentrowaną jednostronnie na wymiarze adaptacji społecznej i dążeniu do mocy. W późniejszym okresie Jung dla swego kierunku wybiera nazwę „psychologia analityczna”, co świadczy, mimo wszystko, o postrzeganiu swojej psychologii jako blisko spokrewnionej z psychoanalizą.

Pierwsze wydanie fundamentalnego dzieła Junga, Psychologische Typen („Typy psychologiczne”) ukazuje się w 1921 roku. Jung nawiązuje w nim do psychologii W. Jamesa, którego osobiście poznał i z którym prowadził żywe rozmowy podczas pobytu w USA. W „Typach psychologicznych” zawarte zostały psychologiczne zręby teorii Junga jako metody opisu psychiki jednostkowej i psychiki zbiorowej (psychologia typu, psychologia symbolu, psychologia kultury).


Omawia w nim dwa typy postawy w kulturze, filozofii, literaturze i religii – ekstrawertywną i introwertywną. Przedstawia oryginalną koncepcję czterech funkcji psychicznych – myślenia (Denken), uczucia (Fühlen), percepcji, spostrzegania zmysłowego (Empfinden) oraz intuicji, spostrzegania pozazmysłowego (Intuition). Wprowadza pojęcie jaźni – archetypu całości, jedności psychicznej, nazywając go obrazem Boga; bada obraz mandali w różnych kulturach jako symbol jaźni.


Znaczące dla zweryfikowania zainteresowań psychologicznych, antropologicznych i kulturowych Junga, były jego podróże na inne kontynenty. Podróż do Algierii i Tunezji (1920) owocuje doświadczeniem ogromnego spowolnienia czasu, aż do odczucia „statycznego, wielowiekow koncepcjami Freuda. Bleuler traktowaego istnienia”. Podróż do USA (Indianie Pueblo, Nowy Orlean, Nowy Jork – lata 1923-1924) – ujawniła krytyczne spojrzenie na kulturę Zachodu i zdolność rozumienia głębokich pokładów znaczeniowych kultur tradycyjnych, w tym Indian postrzeganych powszechnie jako ludy prymitywne. Wyprawa do Kenii, Ugandy i nad Nil (1925-1926) pozwala mu zauważyć kosmiczne znaczenie ludzkiej świadomości (mit o człowieku jako stwórcy). W 1923 roku poznaje Richarda Wilhelma, znawcę kultury chińskiej, tłumacza Księgi Przemian (I Ching), który wysoko cenił znaczenie myśli Junga dla zrozumienia duchowego pokrewieństwa kultury Wschodu i Zachodu.


Pobyt w Indiach w 1938, którego celem było przyjęcie doktoratów Uniwersytetów w Kalkucie, Benares i Allahabad, był krótki i mało intensywny poznawczo z powodu choroby. Opierając się na psychologicznym podejściu do kultury, zauważył jednak, że życie Indii „nie zamknęło się w granicach głowy”, a życie jako takie spełnia się jeszcze „w całym ciele”. O wkładzie Junga w docenienie kultury Indii na Zachodzie świadczy fakt, że w jego pogrzebie uczestniczył premier Indii Jawahralal Nehru.


Jung znalazł również uznanie na Zachodzie. Otrzymał doktoraty honorowe Harvard University (1936), a także Oxfordu (1938). W 1938 przewodniczył Kongresowi Psychoterapii w Oxfordzie. Uroczystość nadania doktoratu w Oxfordzie była ostatnią okazją spotkania Junga z Freudem, który przebywał już wtedy w Londynie po ucieczce z Wiednia opanowanego przez nazistów. Freud nie przyjął jednak zaproszenia na uroczystość, zachowując do końca życia urazę do swego wcześniejszego ulubieńca i współpracownika.


Łatwiej przeniknąć wszechświat niż samego siebie. K. G. Jung

W latach 1925-1944 Jung prowadzi badania nad alchemią. W tekstach alchemicznych odkrywa psychologiczne znaczenie kamienia filozoficznego i poszczególnych symboli przemiany wewnętrznej: Cienia i śmierci (nigredo), przemiany (transmutatio) i odrodzenia (aurum). Alchemia jawi mu się jako filozofia religijna, a przesłanie chrześcijańskie za centralny przekaz psychiki człowieka Zachodu. Badania nad alchemią wieńczy dzieło „Psychologia i alchemia” (Psychologie and Alchemie, 1944). Po II wojnie światowej ukazują się dalsze fundamentalne dzieła integrujące dotychczasowe badania Junga w zakresie psychologii, religii i zjawisk kulturowych: Symbolik des Geistes („Symbolika ducha”, 1948), Aion (1951), Antwort auf Hiob („Odpowiedź Hiobowi”, 1952) i Mysterium Coniunctionis (1955-56).

Życie osobiste Junga zawiera wiele barwnych historii. Znane jest wielkie wzburzenie w okresie młodzieńczym, kiedy napadnięty przez grupę wyrostków, poradził sobie, chwytając jednego z nich za ręce i odpędzając tak pozostałych. To jego jednak ukarano w szkole za ten wyczyn. Jung prowadził proste życie, sam rąbał drzewo, lubił rzeźbić i pływać łódką po jeziorze.


Zakupiona w 1922 roku posiadłość w Bollingen, na której zbudował dom ze słynną „wieżą”, zawiera wiele tajemnic z osobistego życia Junga. Aby je jednak rozjaśnić i szerzej omówić biografię Junga jako psychologa, psychiatry, filozofa i antropologa, niezbędne jest odrębne studium.



Przez całe życie towarzyszyła mu żona Emma Rauschenbach (1882-1955). Z małżeństwa z Emmą urodził im się jeden syn (Franz) i cztery córki (Agathe, Gret, Marianne, Helene). Doczekali się 19 wnucząt.


Jung zmarł po krótkiej chorobie w swoim domu w Küsnacht 6 czerwca 1961 roku.



Wiedza nie opiera się wyłącznie na prawdzie, także na błędach. K.G. Jung



Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan

Na prośbę kilku osób zamieszczam poniżej tegoroczny plan spotkań w ramach Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan organizowanego przez Radę d.s. Ekumenizmu KEP i Polska Radę Ekumeniczną oraz Dnia Judaizmu i Dnia Islamu. Ja z racji funkcji, którą mi powierzono muszę tam bywać, Was zaś zapraszam, nie mając wątpliwości, że wasza obecność ma szansę mocno przyczynić się do budowania jedności tak między chrześcijanami rożnych denominacji jak i między religiami:-)





Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan 2012

Przemienieni przez zwycięstwo Jezusa Chrystusa (por. 1 Kor 15,51-58)

2 stycznia, poniedziałek, godz. 19:00

Kościół Ewangelicko-Augsburski Wniebowstąpienia Pańskiego, ul. Puławska 2

7 stycznia, sobota, godz. 11:00

Kościół Adwentystów Dnia Siódmego, ul. Foksal 8

12 stycznia, czwartek, godz. 19:00

Kościół Rzymskokatolicki Opatrzności Bożej, Wesoła, ul. ks. Skargi 2

Po nabożeństwie Wspólnota Chemin Neuf zaprasza na agapę w Domu Rekolekcyjnym

15 stycznia, niedziela, godz. 18:00

Rzymskokatolicka Katedra św. Floriana, ul. Floriańska 3

16 stycznia, poniedziałek, godz. 19:00

Kościół Rzymskokatolicki św. Orione, ul. Lindleya 12

Spotkanie modlitewne Stowarzyszenia Pokoju i Pojednania EFFATHA 


17 stycznia, wtorek

Dzień Judaizmu

17 stycznia, wtorek, godz. 19:00               

Kościół Ewangelicko-Reformowany, al. Solidarności 76

Nabożeństwo młodzieżowe – Komisja Młodzieży Polskiej Rady Ekumenicznej


18 stycznia, środa, godz. 18:00

Kościół Chrześcijan Baptystów, ul. Waliców 25

19 stycznia, czwartek, godz. 17:30

Kościół Rzymskokatolicki św. Marcina, ul. Piwna 9/11

Nabożeństwo jubileuszowe (50-lecie nabożeństw ekumenicznych w kościele św. Marcina)


20 stycznia, piątek, godz. 18:00

Kościół Ewangelicko-Metodystyczny – Parafia Dobrego Pasterza, ul. Mokotowska 12


21 stycznia, sobota, godz. 18:00

Polskokatolicka Katedra Św. Ducha, ul. Szwoleżerów 2


22 stycznia, niedziela, godz. 18:00

Kościół Ewangelicko-Augsburski Św. Trójcy, pl. Małachowskiego 1

Nabożeństwo centralne

23 stycznia, poniedziałek, godz. 18:00

Kościół Ewangelicko-Reformowany, al. Solidarności 76


24 stycznia, wtorek, godz. 18:00

Prawosławna Katedra św. Marii Magdaleny, al. Solidarności 52


25 stycznia, środa, godz. 18:00

Kościół Starokatolicki Mariawitów – Parafia Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, ul. Wolska 186

26 stycznia, czwartek, godz. 17.00

Dzień Islamu, Dom Parafialny Katedry św. Floriana, ul. Floriańska 3


5 lutego, niedziela, godz. 18:00

Kościół Rzymskokatolicki Miłosierdzia Bożego, Ząbki, ul. 11 Listopada 4



Warto nadmienić, że po raz pierwszy w historii Polska jako kraj jest odpowiedzialna za przygotowanie tekstów dla całego świata na Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Polacy przygotowali je na Tydzień Modlitw w 2012 r.


Teksty opracowane przez polską ekumeniczną grupę redakcyjną, którą tworzyli przedstawiciele Polskiej Rady Ekumenicznej (PRE) i Konferencji Episkopatu Polski Kościoła Rzymskokatolickiego, zostały w czerwcu wysłane do Watykanu i do Światowej Rady Kościołów. Podczas pobytu w Warszawie eksperci z różnych krajów i Kościołów pracowali nad tekstami, tak aby mogły być zatwierdzone zarówno przez Kościół Rzymskokatolicki jak i ŚRK.

  Teksty na Tydzień Modlitw zostały przetłumaczone na główne języki i rozesłane do wszystkich krajów świata w postaci broszury lub w wersji elektronicznej. Broszura co roku zawiera tekst biblijny, będący motywem przewodnim modlitw w danym Tygodniu, wprowadzenie do tematu, nawiązujące do sytuacji Kościołów z kraju przygotowującego teksty, oraz odpowiednie czytania z Pisma Świętego, a także komentarz i modlitwy. Zarówno hasło jak i temat powinny wyrastać z lokalnego kontekstu.

Na Tydzień Ekumeniczny w 2012 r. wybrano hasło: „Wszyscy powinniśmy zostać przemienieni przez zwycięstwo naszego Pana, Jezusa Chrystusa”, zaczerpnięte z 1. Listu do Koryntian. Wybierając hasło grupa redakcyjna chciała zaakcentować dwie sprawy: przemianę i zwycięstwo. Chodziło o zwrócenie uwagi na przemiany, jakich Polacy doświadczyli w przeszłości, a szczególnie przed dwudziestoma laty, ale także wskazanie na osiągnięte zwycięstwa. Innym wydarzeniem, które skłoniło grupę do refleksji nad tematem zwycięstwa były mistrzostwa Europy w piłce nożnej w 2012 r.

Poprzez dobór tekstów biblijnych i haseł na poszczególne dni autorzy zwracają uwagę, że „w Chrystusie, każdy może wygrać, ale Chrystusowe zwycięstwo jest specyficzne, bo zwycięzca jest pokorny, usługujący, jednoczący, wiarygodny, pokonujący Złego, wywyższający, który nie zagarnia tego zwycięstwa tylko dla siebie”.

Od 1968 r. teksty na Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan są przygotowywane razem przez Papieską Radę ds. Popierania Jedności Chrześcijan i Komisję „Wiara i Ustrój” Światowej Rady Kościołów. Od 1975 r. wybrany kraj przygotowuje projekt wstępny modlitw. Powinien być on wypracowany w sposób ekumeniczny i przez przedstawicieli różnych Kościołów w danym kraju.

Zobaczyć otwierające się niebo

Ilekroć czytam słowa dzisiejszej Ewangelii, wydaje mi się, że to rozwierające się niebo jest jakimś zaproszeniem, które Bóg kieruje do każdego człowieka. Gdy patrzymy na otaczający nas świat i ludzi, którzy biegają z miejsca na miejsce w poszukiwaniu znaków, które mogłyby przemienić ich życie, widać wyraźnie, jak bardzo potrzeba nam dzisiaj tego nieba, które się rozwiera i z którego dochodzi nas głos miłującego Ojca. Jednocześnie widać, jak wiele jest zagubienia i jak łatwo można dać się uwieść fałszywym prorokom, dla których liczy się tylko i wyłącznie własny interes. Patrząc na ekran telewizora czy otwierając codzienne gazety, odkrywamy, z jaką łatwością na naszych oczach z dnia na dzień rodzą się nowi „prorocy”, którzy przynoszą coraz to nowe recepty na życie.



Dzisiejsza Ewangelia zwraca się do nas w słowach najprostszych, wręcz surowych, jak życie, Jana Chrzciciela. To nie jest jednak jakiś telewizyjny „Jan Chrzciciel Show”. Gdyż Jan Chrzciciel ani na chwilę nie uzurpuje sobie prawa do roli „Idola” dla Izraelitów, choć mógłby to zrobić bez trudu. Jordan, nad którym Jan udziela chrztu, to twarda szkoła przetrwania, w której bardziej niż na siebie trzeba liczyć na Tego Drugiego, bez którego nic nie potrafimy uczynić. Żeby zobaczyć otwierające się niebo i usłyszeć głos Ojca, który do nas mówi, trzeba zdobyć się na odwagę powiedzenia sobie jak Jan: „Nie ja jestem najważniejszy w życiu i nie ja jestem najmocniejszy”, a potem zdobyć się na pokorę pochylenia się do stóp Jezusa…

W pierwszym czytaniu Izajasz ukazuje Chrystusa jako Sługę, w którym Bóg ma upodobanie. Chrystus jako Syn Boży jest równy Bogu Ojcu, ale jako człowiek, chcąc stać się wzorem dla wszystkich wierzących — był Jego Sługą, pełniącym Jego wolę. To podporządkowanie się Chrystusa woli Bożej widoczne jest w całym Jego życiu ziemskim, od Betlejem poprzez Nazaret, aż po Kalwarię.

Co to znaczy naśladować Jezusa w tym posłuszeństwie? Przede wszystkim znaczy to, że wiara łamie przyjęte schematy i niszczy świątynie, które człowiek buduje dla siebie. Pokusa stania po środku i kreowania się — używając dzisiejszego języka — na idola czy przynajmniej na pana swego życia nie jest niczym nowym; zmieniły się jedynie środki i możliwości jej zaspokajania. I choć niektórym wydaje się, że sami otworzą sobie niebo, prawda pozostaje niezmienna: to Bóg przychodzi pierwszy do człowieka. On sam pragnie nam powiedzieć, że jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi. Mówi to nam nawet wtedy, gdy nie odnosimy sukcesów i gdy nikt nie zwraca na nas uwagi. W sposób zupełnie niezrozumiały i niespodziewany przychodzi do nas wtedy, gdy czujemy się niegodni Jego miłości — wtedy, gdy pragniemy usłyszeć, że jest Ktoś, kto „naprawdę nie ma względu na osoby, ale miły jest Mu ten, kto się Go boi”.

Można spojrzeć oczyma wiary na scenę chrztu Jezusa w Jordanie jako na moment niezwykłego obdarowania nas. Chrzest Jezusa pokazuje prawdę o naszej godności. To także dla nas jest to rozwierające się niebo i Duch Święty spoczywający na Jezusie.


Kontemplując ten obraz, mamy szansę zachwycić się wielkością daru, który otrzymał każdy z nas w chwili chrztu. Otwarte niebo – otwarty bok Chrystusa – to miejsce narodzin naszego życia w Bogu. Spróbujmy jeszcze obraz naszego chrztu połączyć ze słynnym obrazem Trójcy Świętej Rublowa. Przez nasz chrzest zostaliśmy zaproszeni, aby dosiąść się do stołu, przy którym zasiada Bóg. Wejść w komunię osób, w to doskonałe zjednoczenie.

Kontemplowanie tej tajemnicy musi prowadzić także do uświadomienia sobie, że na mocy chrztu świętego, przez uczestniczenie w życiu Bożym, mogę także i ja rozpoznać głos Ojca. Chrzest uzdalnia mnie do tak niezwykłej i głębokiej relacji, w której nie tylko mogę jak Jezus powiedzieć do Boga z czułością Abba – Tatusiu, ale rzeczywiście sprawia, że od tej pory Bóg jest moim Ojcem, kochającym, troskliwym, opiekuńczym. I jest niemożliwym, aby zostawił mnie kiedykolwiek samego bez czułej opieki. To do mojego serca dobry Ojciec pragnie na co dzień powiedzieć: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”.



Wypłyń na głębię swojego serca, tego sanktuarium Boga. I wsłuchaj się w głos, który wskrzesza do życia w miłości. To jest wezwanie, które Jan Paweł II dał Kościołowi na III tysiąclecie: „Wielka tradycja mistyczna Kościoła zarówno Wschodniego, jak i Zachodniego, potrafi nam wiele powiedzieć na ten temat. Ukazuje ona, że modlitwa może się rozwijać niczym prawdziwy dialog miłości i doprowadzić do tego, że człowiek zostanie całkowicie pochłonięty przez Boskiego Umiłowanego, że będzie wrażliwy na wszelkie poruszenia Ducha i z dziecięcą ufnością zawierzy się Ojcu” („Novo Millennio Ineunte” nr 33).

To wszystko o czym pisze bł. Jan Paweł II to nie jakaś bajka, to rzeczywistość, do której nie tylko mam prawo, ale która może stać się moim udziałem, jeśli tak jak Jezus będę miał odwagę poddać moje życie Bogu z ufnością.