[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=U2rrA4xLOJQ?fs=1]
Odcinek 1 – Reguła dla Ciebie – wprowadzenie
[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=hAZRvROPlbQ?fs=1]
Wakacyjne inspiracje
Pomyślałem sobie, że czas wakacji, to świetna okazja, by medytacji poświęcić więcej miejsca i czasu. Z jednej strony zachęcają do tego różne miejsca, które same z siebie wydają się zachęcać do medytacji a w których w naturalny sposób odkrywamy tę szczególną obecność Boga. Myślę o miejscach oddalonych od zgiełku miast, które przez swoją naturalną ciszę jak gdyby „zmuszają” by w tę ciszę wejść i niczym jej nie sprofanować. Podczas mojej ostatniej podróży znalazłem aż nazbyt wiele takich miejsc, zupełnie dziewiczych, gdzie można pobyć sam na sam z ciszą, w której przychodzi Bóg a także z samym sobą. Miejsc odpocznienia duchowego, miejsc psychicznej i duchowej rekonwalescencji, miejsc po prostu pięknych nie tylko w wymiarze zewnętrznym, ale również wewnętrznym, gdy spojrzeć na nie głębiej, przez pryzmat serca.
Ale myślę, że wakacje to także dobry czas poszukiwania rożnych duchowych przewodników, którzy na nowo pokażą nam ten bezcenny, wewnętrzny wymiar naszego życia, czasem zaniedbany przez codzienną rutynę i gonitwę.
Chciałbym zatem przez kilka następnych dni zaproponować taką duchowa podroż z jednym z mnichów tynieckich i moim serdecznym przyjacielem o. Janem Pawłem, który mówi o medytacji. Zapewne wiele osób już słyszało te jego krótkie rozważania na temat medytacji, gdyż można je było znaleźć między innymi na Yotube. Dla tych zaś, którzy nie mieli okazji pragnę przywołać je wszystkie w tym miejscu. Może o. Jan Paweł nie mówi w nich nic nowego, ale przecież nie zawsze o to chodzi. Niejednokrotnie w życiu duchowym jest tak, że usłyszanych już niejednokrotnie słowach nagle potrafimy dostrzec coś zupełnie nowego, jakąś nową treść, której dotąd nie odkryliśmy a która będzie stanowiła pewien rodzaj duchowego „oświecenia”. Dlatego serdecznie zachęcam do wsłuchiwania się w prostotę tych krótkich rozważań z ufnością, że przyniosą one każdemu, kto ich słucha duchowy pożytek.
Jeszcze dalej niż Północ…
Dawno mnie tu nie było, ale niestety za Kołem Polarnym nie rzadko trudno o Internet, choć i tak z techniką radzą sobie na tym odludziu całkiem nieźle. W końcu Finlandia to jeden z pionierów współczesnej myśli technicznej. W naszej podróży zupełnie nieoczekiwanie zboczyliśmy z trasy a to za sprawą jednego z ojców cystersów – Ojciec Dariusz bowiem pracuje na zupełnym odludziu w miejscowości Kirkenes pod względem geograficznym należącym już do regionu Arktycznego.
To zupełnie „tam, gdzie diabeł mówi dobranoc”, choć w najbliższym czasie powie tak dopiero 31 lipca, gdy znów zapadnie tam noc polarna. Kirkenes to niewielkie portowe miasteczko (bardzo północne) przez większość roku zupełnie zasypane śniegiem, do którego dostęp pozostaje jedynie drogą lotniczą jako że zatoka portowa, nad którą jest położone również zamarza.
Przekonałem się jednak, że Polaków nic nie odstraszy, gdyż jak wspomniał ojciec Dariusz ostatnio także tu dotarło siedem młodych polskich małżeństw z zamiarem osiedlenia się tu na stałe.
Ponieważ dalej na Północ już nie da się jechać, zatem pozostało nam jedynie zawrócić i przez bezkresne lasy Finlandii udać się na dól mapy. Wspominam o tych lasach, bo takiej ilości drzew ile naoglądałem się w Finlandii nie widziałem chyba przez całe moje życie. Jedziesz sto kilometrów, dwieście, tysiac a tu tylko lasy ciągnące się po obu stronach szosy poprzetykane gdzieniegdzie urokliwymi jeziorami. Poza tym cisza i spokój, zapraszające do medytacji…
no i oczywiście sauna, której nie sposób odmówić a zresztą odmówić finowi pójścia z nim do sauny to bardzo duży nietakt w tym cudownym, zielonym kraju otwartych ludzi.
Byłbym nieuczciwy, gdybym nie wspomniał o jednej atrakcji, którą zaplanowaliśmy sobie w drodze powrotnej. Mam na myśli spotkanie z prawdziwym św. Mikołajem. Otóż dokładnie na granicy koła podbiegunowego, w okolicach Rovaniemi znajduje się wioska św. Mikołaja.
Wprawdzie św. Mikołaj nie był chętny do medytacji – jak to świety ma swoje humory – ale w swoim zabieganiu znalazł czas na chwilę rozmowy i wspólna fotkę (oczywiście nic za darmo!), ale wydatek ów złołyłem na karb tego, że przecież zbiera na prezenty dla dzieci.
Nasza droga powrotna wiodła przez Finlandię i Szwecję. Ostatecznie bowiem jednym z celów naszej podróży było odwiedzenie klasztoru sióstr karmelitanek w Szwecji i zatrzymanie się tam na trochę. To już drugi klasztor karmelitanek na naszej trasie. Jeden z nich był w norweskim Tromso, ale tam nie było nam dane zatrzymać się na dłużej, bo czas naglił. Natomiast w szwedzkim Karmelu mam znajomą siostrę zakonną, którą obiecałem po drodze odwiedzić. Poza tym praktyka medytacji bardzo często poprzez swoją specyfikę konfrontowała mnie z mistrzami Karmelu, zwłaszcza ze św. Janem od Krzyża, w którego testach znajdowałem zawsze duchowy pokarm dla medytacji.
Dla św. Jana od Krzyża medytacja posiada dwie charakterystyki, nie chodzi jednak o dwie różne formy medytacji, lecz dwa „akcenty” tej samej modlitwy. Pierwszy, dokonuje się w oparciu o naturalne możliwości człowieka, jego możliwości psychiczne i duchowe w odniesieniu do skupienia, zdolności intelektualnych i wrażliwości uczuciowej. W drugim wchodzi w grę udzielanie się Boga i „duchowe pociąganie” człowieka z Jego strony.
Niemniej zawsze celem doświadczenia medytacji „jest nabycie pewnego stopnia poznania i miłości Boga. Każdorazowe wchodzenie w doświadczenie medytacji stanowi pewien akt. Jest to przede wszystkim akt woli, bez którego niemożliwa jest miłość. To zaangażowanie woli ze strony człowieka pozwala jednak również na pełniejsze udzielanie się Ducha Świętego osobie medytującej. Ciągłe podejmowanie takich aktów miłości – jakie realizują się między innymi przez doświadczenie modlitwy medytacyjnej (kontemplacyjnej) sprawia, że stają się one pewnego rodzaju sprawnością osoby medytującej a zatem pewnym stanem ducha, który pozwala na to, aby doświadczenie medytacji i otwartości, jaka się w niej pogłębia przenosić na język codziennego życia i w ten sposób pogłębiać codzienną wrażliwość na różne rodzaje objawiania się Boga w naszym życiu.
Rozmyślanie kontemplatywne – jak zwykł czasem określać medytację św. Jan od Krzyża – wsparte jest zawsze działaniem Ducha Świętego: To On bowiem wspomaga nasz umysł swym światłem i jakby otwiera bramy dla lepszego poznania Boga i bezmiaru Jego miłości.
Można mówić o aktywnym poddawaniu się działaniu Ducha Świętego, które decyduje o tym, że medytacja jest rozumiana w duchowości jako etap przejścia do kontemplacji ofiarowanej człowiekowi jako dar..
Św. Jan nazywa tę medytację ciemną, miłosną i uciszoną, w której dusza spija mądrość, miłość i słodycz. Chodzi o modlitwę ogólnego miłosnego ogarnięcia, zwierającego miłość, poznanie, obecność, całkowitość, udzielanie się oraz osobowe uczestniczenie w Bogu. Konieczny jest tu jednak zdaniem świętego pewien trud, który polega najpierw na cierpliwym i wytrwałym wchodzeniu w doświadczenie modlitwy medytacyjnej oraz na pokonaniu pokusy rozumowego ogarnięcia Tajemnicy Boga. Przedarcie się przez tę pokusę sprawia, że zostajemy wprowadzeni przez Ducha Świętego w taki obszar modlitwy, w którym owo poznanie dokonuje się pozarozumowo i zostaje niejako wlane bezpośrednio do serca człowieka.
O kontemplatywnym nastawieniu w medytacji decyduje tzw. miłosna uwaga, jak to wyraża św. Jan od Krzyża lub też pragnienie ciągłego trwania w obecności Boga jak to z kolei ujmuje św. Teresa od Jezusa – jego wierna uczennica.
CISZA PROWADZACA DO OTWARCIA.
Jak ostatnio wspomniano językiem, jakim posługuje się Medytacja Chrześcijańska jest cisza. Celem Medytacji Chrześcijańskiej jest „druga strona ciszy” lub też „czysta modlitwa” albo czystość serca, jako owoc oderwania się. U św. Jana od Krzyża „czystość serca i kontemplacja są w istocie tym samym”. Tak jak są nimi czystość serca i pełnia chrześcijańskiego życia w nauczaniu Johna Maina. Ten widział te dwa aspekty jednocześnie jako środek i jako cel, jako drogę i jej kres, najbliższy zamiar (skopos) i obiektywny koniec (telos) życia duchowego. Także w nauczaniu Kasjana oba te elementy, przy pomocy Bożej łaski, są jednym i tym samym.
Recytacja mantry jest przyznaniem się do słabości, gestem poddania się i uznania własnej ograniczoności tak, by wywołać prawdziwą relację z Bogiem. Jest to sygnał, jaki dajemy Bogu, że na serio wzięliśmy słowa św. Pawła z listu do Rzymian (8, 26): „Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami.”
Podczas Medytacji Chrześcijańskiej nie doszukujemy się znaczenia w słowie „ma-ra-na-tha”, nie ma teologizowania o nim, jedynie jego artykułowanie, jako znak pozawerbalnej komunikacji. Celem tej modlitwy jest relacja osoba-osoba, która jest czymś większym, niż myślenie o Bogu, czy też o sobie samym.
Codzienna Medytacja Chrześcijańska nie kończy się empirycznym, albo może odczuwanym za pomocą zmysłów, doświadczeniem Bożej Obecności. Takie mistyczne dary zdarzają się, lecz nie leżą one w kręgu bezpośredniego zainteresowania tej modlitwy. Medytujący zadowalają się ciszą. Z wiarą akceptują fakt, że przesuwają się na coraz to głębsze poziomy ich relacji z Bogiem. Wierzą, że pozostają z Nim w kontakcie, chociaż bardzo rzadko mają na to dowody w postaci natychmiastowo odczuwalnych wrażeń. Co jest, to tylko zwykła cisza. Dowody na działanie modlitwy pojawią się później w postaci przyjaznego nastawienia do życia i dobrych uczynków, jakimi ono zaowocuje.
Choć z daleka, to jednak łączę się ze wszystkimi, którzy medytują, dziękując Bogu za to, że dane mi jest odkrywać ten niezwykły dar ciszy jaką niosą bezkresne tereny dzikiej przyrody… Tutaj nie ma obaw, że ktoś tę ciszę zakłóci, nawet gdyby się tego chciało.
Tak, miejsca, które przemiarzam sprawiają, że zupełnie inny wydźwięk mają słowa starej piosemki-modlitwy:
Nim zmrok obudzi noc
dotykiem ciepłych mgieł.
Panie przyjdź!
Słucham ciszy.
Tym bardziej, że tutaj zmrok zapadnie dopiero 31 lipca :-)








