Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Błogosławiony, kto we Mnie nie zwątpi

Jan przywołał do siebie dwóch spośród swoich uczniów i posłał ich do Jezusa z zapytaniem: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” Gdy ludzie ci zjawili się u Jezusa, rzekli: „Jan Chrzciciel przysyła nas do Ciebie z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? „W tym właśnie czasie wielu uzdrowił z chorób, dolegliwości i uwolnił od złych duchów; oraz wielu niewidomych obdarzył wzrokiem. Odpowiedział im więc: „Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi” (Łk 7,18-23).

W życiu są różne momenty. Bywają takie, kiedy wydaje się, że wszystko burzy się i przemija. W takich sytuacjach trudniej niż w chwilach pomyślności uwierzyć nam, że Jezus jest wiernym towarzyszem naszej drogi, że jest przy nas, aby nas wspierać swoja obecnością i łaską.

„Błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi”. Te słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii zawierają głęboka naukę. Chrystus przychodząc na świat ukazuje się nie jako potężny i chwalebny Zbawiciel, ale jako pokorny, ubogi i łagodny Sługa Jahwe. I tak też działa przez wieki. Każdy, kto spodziewa się z Jego strony spektakularnych interwencji w historię świata i człowieka musi się rozczarować. Takie oczekiwania jednak są zwykle oczekiwaniami ludzi małej wiary, którzy bardziej ufają ukształtowanemu na swoją modłę obrazowi Boga, który w sobie noszą niż słowu Bożemu, w którym Bóg opowiada nam o sobie.

Aby znaleźć Chrystusa prawdziwego i uwierzyć w Niego trzeba najpierw bezgranicznego zaufania do Jego słowa. Wiara bowiem nie daje jasnego widzenia rzeczywistości nadprzyrodzonych (czasem w takim widzeniu udział mają mistycy), lecz w głównej mierze opiera się na słowie Boga, które jest Miłością.

Święty Jan od Krzyża, patron dnia dzisiejszego choć sam był mistykiem zachęcał: „Wsłuchaj się w słowo pełne znaczenia i najgłębszej prawdy: szukaj Go przez wiarę i miłość, nie zadowalając się żadną inną rzeczywistością” [PD1, 11] To zdanie doskonale oddaje ducha medytacji, w której opierając się jedynie na prostym wezwaniu – słowie pozwalamy się prowadzić droga wiary najlepszemu Przewodnikowi na tej drodze, jakim jest Jezus.

Praktyka medytacji uczy nas, że życie w zjednoczeniu z Bogiem nie opiera się na uczuciach, czy nawet najpiękniejszych przeżyciach, które jej towarzyszą, ale na wiernym podążaniu drogą słowa; drogą często trudną, opartą na akcie woli a jednocześnie uczącą nas odrywania się od wszelkich duchowych przyjemności i pociech a także wyobrażeń, pragnąc nas prowadzić ścieżką tzw. „czystej wiary”.

Doświadczenie wiary, jeśli jest prawdziwe – pisze Mistrz Eckhart, przedstawiciel mistyki nadreńskiej – ukazuje Boga takim jakim On jest. Nie dozwala Go oglądać za pomocą naszych zmysłów, lecz uczy zaufania, że jest On Kimś bardziej uchwytnym przez miłość i wiarę niż przez rozum [Dzieła wszystkie, t. 4].

Jezus pozwala na pytania w wierze. Nie dziwi się wątpliwościom Jana. Wiara zakłada pytania i zmagania z wątpliwościami. Ważne jest tylko, czy i gdzie próbujemy te wątpliwości rozwiewać.

Jezus przyjął i uważnie wysłuchał pytań skierowanych do Niego przez Jana za pośrednictwem uczniów, ale na zadane pytania nie odpowiedział wprost, to znaczy jednoznacznym potwierdzeniem albo zaprzeczeniem. Cechą Chrystusa jest bowiem to, że zawsze postępuje w sposób sobie właściwy, suwerenny i zaskakujący. Nie zawsze odpowiedzi, jakich udziela nam Chrystus na nasze wątpliwości i pytania będą zgodne z naszymi oczekiwaniami. Niejednokrotnie będą nas zaskakiwać, gdyż Bóg, w którego wierzymy jest zaskakujący.

Merton w komentarzu do dzisiejszej Ewangelii pisze: „W swojej odpowiedzi udzielonej Janowi ukrył Jezus serdeczną prośbę i perswazję. Można by ją tak wyrazić: «Janie, zaufaj Mi! Wszystko dzieje się zgodnie z wolą Ojca i w kolejności przez Niego określonej. Bądź spokojny». Jezus chce, aby Jan oparł się na słowie Jezusa, które zawsze się spełnia i nigdy nie zawodzi” [ Codzienne medytacje]

To wskazówka także dla nas idących droga wiary. Ewangelia dzisiejsza chce nas przekonać, że w sytuacjach, gdy nasza wiara w Jezusa zostaje wystawiona na próbę i być może zrodzą się w nas wątpliwości i  odczucia podobne do Janowych –  nie powinniśmy zostawać sami z naszymi wątpliwościami i pytaniami. W sytuacjach bardzo trudnych powinniśmy jak Jan zwracać się do Jezusa i prosić Go o „wyjaśnienia”, o światło, o umocnienie.

Jezus zawsze znajdzie sposób, by upewnić nas w wierze i wewnętrznie uspokoić. A najpełniej ów pokój przynosi naszym sercom przez swoje słowo i łaskę. Dobrze wiedza o tym ci, którzy w codziennej medytacji ten pokój serca odnajdują. W słowie, które nieustannie towarzyszy tej praktyce Chrystus udziela nam też najlepszych odpowiedzi na nasze wątpliwości w wierze, choć ważne, aby te podpowiedzi przyjąć nie intelektem, ale sercem, bo tylko na tym poziomie będą one dla nas w pełni zrozumiałe.

Odpocząć w Bożej obecności

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie. (Mt 11,28-30)

Jezus zostawia nam w dzisiejszej Ewangelii słowa, które są obietnicą i pocieszeniem na nasze troski i obciążenia.

„Przyjdźcie do mnie wszyscy…”. „Wszyscy”… . Możemy do Jezusa przyjść wszyscy. On nie robi wyjątków. Nie wybiera sobie tych, którym pragnie ulżyć. Jezus domaga się tylko jednego, aby nasze serce było pokorne, bo tylko wtedy może nam udzielić w pełni swojej łaski.

Ponadto – jak słyszymy – Jezus chce, abyśmy do Niego przychodzili, takimi jakimi jesteśmy. Z naszym życiem, z całą naszą biedą, z trudnościami. Na przekór temu, co najbardziej przeszkadza nam przychodzić do Niego.

Chce abyśmy odpoczęli w Jego obecności. Czy spoglądamy na codzienną medytację, jak na odpoczynek w obecności Jezusa?

Kiedy człowiek sam siebie zredukuje do poziomu jakiejś istoty produkcyjno-konsumpcyjnej, odpoczynek ma dla niego już tylko dwa sensy: odpoczywamy po to, żeby zregenerować siły do dalszej pracy, oraz po to, żeby choć trochę uciec od naszej szarej rzeczywistości.

Tymczasem biblijne pojęcie odpoczynku jest bez porównania bogatsze. Odpoczynek w Piśmie Świętym kojarzy się przede wszystkim z takimi wartościami, jak pokój, bezpieczeństwo, powszechna sprawiedliwość i życzliwość, poczucie sensu.

Pierwsze biblijne wspomnienie o odpoczynku dotyczy odpoczynku Boga Stwórcy. Wspaniale skomentował je święty Ambroży – dzisiejszy patron. Mówił tak: „Stworzył Bóg niebo i ziemię, ale nie znalazł w nich odpoczynku. Stworzył słońce, księżyc i gwiazdy, stworzył rośliny i zwierzęta, ale nie znalazł w nich odpoczynku. Wreszcie stworzył Bóg człowieka – i dopiero w nim mógł odpocząć.”

To niezwykłe, że sam Bóg chce odpocząć w człowieku, chce znaleźć w nim przyjaciela i kogoś kochającego. Jeśli zaś Bóg znalazł w jakimś człowieku odpoczynek, to rozumie się samo przez się, że także człowiek może i powinien chcieć odpocząć w Bogu.

Medytacja – mój codzienny odpoczynek w Bogu!

Mówi Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy utrudzeni i obciążeni, a Ja was pokrzepię i znajdziecie ukojenie dla dusz waszych”. Ale nie zapominajmy o tym, że dlatego my możemy przyjść do Niego, że On pierwszy przyszedł do nas. Dlatego utrudzeni mogą znaleźć w Nim pokrzepienie, że On pierwszy doświadczył trudu ludzkiego życia.

Dlatego każdy z nas jest dla Niego kimś bardzo drogim. Czasem zwierza się ktoś, że z powodu swoich grzechów czuje się nikim w oczach Bożych. Prawda jest jednak taka, że to tylko naszymi grzechami Pan Jezus się brzydzi, ale nas kocha bezgranicznie i żaden grzech tego nie zmieni, i właśnie dlatego się brzydzi się naszymi grzechami, że każda i każdy z nas jest Mu bardzo drogi a grzech zawsze nas degraduje człowieka, rani i okrada z tego co najcenniejsze – z łaski.

Jezus obiecuje nam, że jeśli zaufam Mu całym sobą, doświadczymy łagodności i pokory. To dwa z wielu owoców, jakie przynosi codzienna, wytrwała medytacji. Przebywanie w obecności Jezusa zmienia nas powoli, ale skutecznie i trwale, jak kropla która drąży skałę nie siłą, lecz wytrwałością.  Nasze serca w praktyce medytacji stają się podobne do Jezusowego serca. Zamieniajmy swoją medytację w modlitwę całkowitego oddania Jezusowi. A On w zamian będzie nam dawał głębokie doświadczenie ukrycia w Jego sercu. Trwać przy Jezusie, to najlepsza i najbardziej skuteczna metoda przemiany ludzkiego serca i życia.

Pozostawić, aby pójść

Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci, Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami.

I rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. (Mt 4, 18-22)

Aby pójść za Jezusem nie zawsze konieczne jest pozostawienie ojca, łodzi, dotychczasowych zajęć, czy innych rzeczy, które stanowią o naszym trybie życia. Potrzebna natomiast jest zgoda na wielkie zmiany w postrzeganiu siebie – swojej tożsamości.

Doświadczenie medytacji to wielka szkoła zmiany postrzegania siebie i otaczającej nas rzeczywistości. Z perspektywy chrześcijańskiej nosimy w sobie przekonanie, że nikt nie odsłoni nam naszej tożsamości tak dobrze jak Jezus. Dlatego nasza medytacja staje się Modlitwą Jezusową – zgodą na to, żeby to Jezus był naszym przewodnikiem zarówno w świecie wżycia wewnętrznego, jak i w naszej codzienności. Sami z siebie bardzo jesteśmy skłonni do redukowania siebie, swojej roli i swoich możliwości. Również inni ludzie nierzadko przeszkadzają nam niż pomagają odkryć siebie. A od odkrycia siebie, swojej tożsamości, swojego prawdziwego JA ogromnie dużo w naszym życiu zależy. Bez tego możemy je zmarnować.

Zwróćmy uwagę na kontekst wydarzenia powołania uczniów. Pierwsze słowa, jakimi Jezus zwraca się do ludzi od początku swej misji w Galilei brzmią: „Nawracajcie się”. Doświadczenie powołania jest ściśle związane z doświadczeniem nawrócenia. Aby słuchać i przyjąć Jezusa, potrzeba nawrócenia serca: odwrócić się od własnych pragnień i zwrócić je ku tym pragnieniom, jakie Bóg ma wobec nas. Ale żeby tak się stało potrzeba nam ogromnego zaufania w wierze, które buduje się przez żywą relację z Jezusem – także w doświadczeniu medytacji, gdzie to budowanie relacji z Jezusem wydaje się szczególnie głębokie.

Serce, w którym dominują ludzkie i często przyziemne pragnienia, nie będzie zdolne w pełni otworzyć się na Jezusa. Święty Jan Apostoł przestrzega: „Nie miłujcie świata* ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia* nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki”. [1 J 2,15-17]

Zaproszenie Jezusa do pójścia za Nim nigdy nie jest jednorazowe. On nieustannie zaprasza nas do kroczenia Jego śladami, zwłaszcza gdy nie zawsze chętnie na to zaproszeni odpowiadamy. Z naszej strony ta odpowiedź też nigdy nie jest tylko jednorazowa. Św. Augustyn zwykł mawiać w kontekście swojego własnego wyboru Chrystusa – które ci, którzy znają jego historię wiedzą, że dokonało się późno – „Raz wybrawszy, codziennie wybierać muszę”. W tym kontekście codzienne, wytrwałe siadanie do medytacji jest także codziennym potwierdzaniem tego wyboru i odpowiedzą na zaproszenie nas do pójścia za Jezusem.

W słowach Jezusa „Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi” ukryta jest nie tylko tajemnica powołania apostolskiego, ale również wezwanie skierowane do nas wszystkich, byśmy byli świadkami wiary. Myślę, że dzieje się tak za każdym razem, gdy przyprowadzamy kogoś na medytację chcąc podzielić się z nim naszym doświadczeniem i owocami tej praktyki. Jest coś naturalnego i na wskroś ludzkiego, że ten kto spotyka Jezusa, doświadcza Jego obecności w swoim życiu, dzieli się tym doświadczeniem z innymi. Przyprowadza ich do Jezusa. Tak jak św. Andrzej pierwszy wezwany.

Ten wymiar świadectwa w dzisiejszych czasach wydaje się bardzo potrzebny. Gdyż czasy, w których żyjemy cechuje to, że powszechne tempo życia sprawia, że wielu osobom bardzo trudno znaleźć jakiś głębszy, choć tak bardzo istotny wymiar ich życia, jak również ich prawdziwą tożsamość.

Życie z Bogiem nie gwarantuje nam spokoju i braku kłopotów, ale pokój serca

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie mógł się oprzeć ani sprzeciwić.

A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie spadnie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie». (Łk 21, 12-19)

O tym, że często bardzo osobiście odbieramy Ewangelię świadczy fakt, że po przeczytaniu pierwszego zdania z dzisiejszej Ewangelii pomyślałem o tych, którzy „prześladowali” naszą formę medytacji (nie będę przywoływał tu żadnych nazwisk), ale przed paru laty przewinęła się przez Polskę (sięgając nawet Episkopatu) prawdziwa fala krytyki wobec medytacji monologicznej, pokazująca, że osoby ślepo osądzające modlących się tą formą medytacji – stanowiącą ich zdaniem zagrożenie naleciałościami Wschodu dla chrześcijańskiej duchowości – nie miały pojęcia o jej pochodzeniu i źródłach. A przecież wystarczyło zajrzeć do historii tej modlitwy, żeby zobaczyć, że wszystko zaczęło się od ojców Pustyni Kasjana i Ewargiusza z Pontu.

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje prawdę o tym, że życie z Bogiem nie gwarantuje nam spokoju i braku kłopotów. Jak naucza Jan Kasjan: „Motywem trwania w komunii z Bogiem nie powinna być chęć łatwego i przyjemnego życia. Chodzi bowiem o zwycięstwo nad złem, a to wymaga walki, nie ucieczki. W tej walce nie jesteśmy jednak sami. I mamy moc, o jakiej nawet nie śniło się tym, którzy Boga nie znają – mamy moc i mądrość. Ważne jest tylko to, abyśmy w tej walce nie próbowali polegać tylko na sobie. Nasze zwycięstwo jest przede wszystkim sprawą Boga. A skoro tak, to jesteśmy na nie skazani, o ile nasze życie będzie trwaniem w Bogu”. Tego trwania uczy nas praktyka medytacji monologicznej, gdyż: Po pierwsze przez swoją prostotę i skupienie się na Słowie, jako narzędziu działania Bożej łaski w nas przenosi ciężar z naszej aktywności na całkowite zaufanie Bogu. Po drugie uczy nas cierpliwości, gdyż w życiu duchowym na owoce trzeba niejednokrotnie czekać bardzo długo. Po trzecie wreszcie uczy nas przenosić doświadczenie Boga z modlitwy na całe nasze życie. Jednym z owoców praktykowanej wytrwale modlitwy monologicznej jest hezychia (stan spokoju, wyciszenie ciała, serca i ducha, wewnętrzne skupienie i milczenie, będący także stanem jedności ciała, ducha i duszy, gwarantujący wewnętrzny pokój, który jest owocem nieustannego otwarcia na Ducha Świętego). Ten stan rodzi się z powtarzanego w sercu wezwania, które towarzyszy tej modlitwie a które z czasem tak mocno zrasta się z naszym sercem, że możemy usłyszeć, jak wybrzmiewa ono w nas także przy innych czynnościach dnia codziennego uświadamiając nam w ten sposób, że jesteśmy nieustannie zanurzeni w obecność Boga, „w którym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”[por Dz 17,28].

Jezus mówi w dzisiejszej Ewangelii: «Podniosą na was ręce i będą was prześladować». Niektórzy mówią, że chrześcijaństwo jest czymś wymyślonym przez ludzi, żeby dać trochę pocieszenia tym, którzy nie dają sobie rady z trudną codziennością (Lenin nazwał chrześcijaństwo „gorzałką kiepskiej jakości”). A tymczasem jak czytamy w Ewangelii, że to właśnie z powodu Jezusa wierzący w Niego będą mieli, delikatnie mówiąc, kłopoty, których by nie mieli, gdyby w Niego nie uwierzyli. To jak to w końcu jest? Wiara w Jezusa daje złudne szczęście, czy raczej ryzyko dodatkowego cierpienia?

Jezus daje coś, czego żaden człowiek dać nie może. Daje szczęście, którego nic nie jest w stanie zmącić, nawet nienawiść najbliższych nam osób. Uzdalnia nas też do robienia rzeczy wielkich, których nigdy byśmy nie zrobili, gdybyśmy nie uwierzyli w Jezusa. I to jest dowód na to, że Jezus naprawdę jest Bogiem.

„W istocie modlitwa jest sposobem kontaktu z Bogiem, która nie ma na celu chęci zmiany rzeczywistości. Takie próby są przedmiotem żartów niewierzących. Prawdziwa modlitwa przynosi przede wszystkim zmianę samym modlącym się, zmianę naszego nastawienia, aby mogły w nas rozbrzmiewać takie rzeczy jak: nieskończoność, tajemnica, przebaczenie. Można powiedzieć, że modlitwa jest dostrajaniem naszego umysłu i serca do Boga. I dlatego staje się źródłem innego sposobu patrzenia, którego nic nie potrafi zmącić: także trudności, odrzucenie czy prześladowanie.  Bez modlitwy jedynym sposobem poznania pozostaje porównanie, kalkulacja, patrzenie z ograniczonego, osobistego punktu widzenia. Modlitwa poprzez udział w widzeniu Boga uczy nas poznawać rzeczywistość w zupełnie inny sposób. Zamiast zajmować się dobrze strzeżonym ego, porzuca obronę lub promowanie swoich pomysłów czy przeżyć, porzuca wszelkie nieprzyjazne nastawienia oraz lęki i oczekuje, spodziewa się wszystkiego od Boga.”  (Richard Rohr „Nagie teraz”)

Oddać pokłon Żyjącemu na wieki wieków

Ja, Jan, ujrzałem: oto drzwi otwarte w niebie, a głos, ów pierwszy, jaki usłyszałem, jak gdyby trąby rozmawiającej ze mną, powiedział: «Wstąp tutaj, a to ci ukażę, co potem musi się stać». Doznałem natychmiast zachwycenia: A oto w niebie stał tron i na tronie Ktoś zasiadał.

A Zasiadający był podobny z wyglądu do jaspisu i do krwawnika, a tęcza dokoła tronu – podobna z wyglądu do szmaragdu. Dokoła tronu – dwadzieścia cztery trony, a na tronach dwudziestu czterech siedzących Starców, odzianych w białe szaty, a na ich głowach złote wieńce. A z tronu wychodzą błyskawice i głosy, i gromy, i płonie przed tronem siedem lamp ognistych, które są siedmiu Duchami Boga.

Przed tronem – niby szklane morze podobne do kryształu, a pośrodku tronu i dokoła tronu cztery Istoty żyjące, pełne oczu z przodu i z tyłu: pierwsza Istota żyjąca podobna do lwa, druga Istota żyjąca podobna do cielca, trzecia Istota żyjąca mająca twarz jak gdyby ludzką i czwarta Istota żyjąca podobna do orła w locie.

Cztery Istoty żyjące – a każda z nich ma po sześć skrzydeł – dokoła i wewnątrz są pełne oczu, i bez wytchnienia mówią dniem i nocą: Święty, Święty, Święty, Pan Bóg wszechmogący, Który był i Który jest, i Który przychodzi. A ilekroć Istoty żyjące oddadzą chwałę i cześć, i dziękczynienie Zasiadającemu na tronie, Żyjącemu na wieki wieków, upada dwudziestu czterech Starców przed Zasiadającym na tronie i oddają pokłon Żyjącemu na wieki wieków, i rzucają przed tron wieńce swe, mówiąc: «Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, odebrać chwałę i cześć, i moc, bo Ty stworzyłeś wszystko, a z woli Twojej istniało to i zostało stworzone». (Ap 4, 1-11)

Teksty liturgiczne ostatnich dni roku liturgicznego (a ten trwać będzie jeszcze ponad tydzień) porywają nas często ku wizjom wieczności. Szczególne miejsce wśród tych, którym została odsłonięta tajemnica życia wiecznego ma św. Jan Apostoł z jego apokalipsą. Wprawdzie podobnie wizje znaleźć możemy już w Starym Testamencie w Księdze Ezechiela i Daniela, ale Jan, jako współautor Nowego Testamentu jest nam bliższy, choć jego wizje nie są wcale łatwe do interpretacji. Pojawiają się oczywiście tu i ówdzie komentarze do Apokalipsy, jak choćby komentarz Abp-a Rysia do „Listów do siedmiu kościołów Apokalipsy”.

Problem w tym, jak pisze ojciec Rohr, że: „Wizje nieba i piekła – pedagogiczne obrazy, które pojawiają się w różnych formach w prawie wszystkich religiach – stały się głównie geograficznymi miejscami nagrody i kary. Z tego powodu nie potrafimy zobaczyć, że są to przede wszystkim przestrzenie w nas i wokół nas, istniejące tu i teraz. (Richard Rohr, Nagie teraz)

Simon Wail (francuska filozofka, mistyczka oraz aktywistka polityczna żydowskiego pochodzenia, o której Thomas Merton mówił, że „godziła w sobie bycie gnostyczką i katoliczką, żydówką i albigensem, mediewistką i modernistką, racjonalistką i mistyczką, buntowniczką i świętą) pisała w Świadomości nadprzyrodzonej: że „niebo i piekło są przede wszystkim stanami świadomości, gdzie niebo wyraża wewnętrzną komunię z Bogiem zaś piekło brak tej komunii. Z punktu widzenia logiki koncept piekła jest pilnym ostrzeżeniem przed zgubnymi i wiecznymi konsekwencjami braku przemiany w komunię w naszym życiu. Bo brak życia w komunii rzeczywiście zabija duszę. Nie oznacza to bynajmniej, że cokolwiek jest przesądzone, gdyż Bóg wszystkich bez wyjątku zaprasza do nieba, czyli do życia w komunii z Nim, czyli do zanurzenia się w miłość. Oczywiście odpowiedź na to zaproszenie leży po stronie człowieka. „Gdy tylko zmieniamy się w komunię, natychmiast jesteśmy w niebie. Zatem wszystkim nam wyjdzie na dobre, gdy osiągniemy biegłość w przemianie sera i w zjednoczeniu go z Bogiem!”

W tym sensie jak wyraziła to św. Katarzyna ze Sieny: „Niebem jest już cała droga do nieba, a piekłem jest cała droga do piekła.

Jak czytamy w dzisiejszym fragmencie Apokalipsy: „Ja, Jan, ujrzałem: oto drzwi otwarte w niebie…” Dla mnie osobiście te drzwi otwierają się za każdym razem gdy zanurzamy się w przestrzeń modlitwy, jako przestrzeń relacji z Bogiem, komunii miłości – jak określa to Simon Wail. Oznacza to, że nie może być ona wymuszona, ale dokonuje się zawsze w doświadczeniu wolności. Tak bez wątpienia dzieje się w praktyce medytacji.

A jakby ktoś pytał skąd wzięła się modlitwa monologiczna, czy hezychazm, a nawet praktyka metanii to wystarczy zajrzeć do Apokalipsy, gdzie znajdujemy wzór takiej modlitwy w postawie istot, które stojąc przed tronem Bożym oddają Bogu chwałę:  „bez wytchnienia mówią dniem i nocą: Święty, Święty, Święty, Pan Bóg wszechmogący, Który był i Który jest, i Który przychodzi. A ilekroć Istoty żyjące oddadzą chwałę i cześć, i dziękczynienie Zasiadającemu na tronie, Żyjącemu na wieki wieków, upada dwudziestu czterech Starców przed Zasiadającym na tronie i oddają pokłon Żyjącemu na wieki wieków”.

Zatem jeśli ktoś chce być przygotowany do tej rzeczywistości, która opisuje Apokalipsa warto praktykować modlitwę monologiczną!