Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

W rocznicę…

Dzisiaj dane mi jest przeżywać szczególny dzień – kolejną rocznice moich święceń kapłańskich. Az trudno uwierzyć, że to już 15 lat!!!  A jednak! Tak wiele się przez te piętnaście lat wydarzyło: kolejne miejsca pracy, a w każdym z nich ludzie – niezwykli i niezapomniani.
Otrzymałem od wielu z Was życzenia. Serdecznie za nie dziękuję, dziękuję za pamięć – zwłaszcza tę najważniejszą – w modlitwie, za to, że jesteście! I zapewniam, że nosze Ws wszystkich w moim sercu, w mojej modlitwie a zwłaszcza w tej najważniejszej i najpiękniejszej, gdy każdego dnia staję przy ołtarzu.
Tak było przed piętnastu laty….
To zdjęcie z pierwszej Mszy św, która odprawialiśmy wraz z księdzem Prymasem zaraz po święceniach.

W pewnym człowieku narodził się Chrystus.
Ale ów człowiek nie słyszał
Anielskich harf,
Ani śpiewu pasterzy,
Ani nie przyniósł Chrystusowi w darze
Złota i mirry
Na podobieństwo trzech Mędrców.
Nie miał złota i mirry.
Ani nie uważał się za mędrca.
Ofiarował Mu natomiast
Swoją samotność,
Swoje cierpienia,
Swoje grzechy,
Swoją biedę,
Swoje upadki,
Po prostu
Wszystko, co posiadał.
Powiedział:
– Ty zawsze polujesz na człowieka, Panie.
Upodobałeś sobie mnie,
Chociaż nie wiem dlaczego…
Tak narodził się Chrystus w pewnym człowieku.
                                                          R. Brandstaetter

Czyż nie zalewa nas fala wzruszenia, gdy wspominamy, z jakim entuzjazmem wypowiedzieliśmy pierwsze «tak» w dniu święceń kapłańskich? «Oto jestem!» Odpowiedzieliśmy Temu, który nas powoływał do pracy dla swego Królestwa. «Oto jestem!» Powinniśmy to powtarzać codziennie świadomi, że zostaliśmy w sposób szczególny posłani, by służyć wspólnocie zbawionych in persona Christi.

«Dar i tajemnica», które otrzymaliśmy, są zaprawdę nadzwyczajne. Codzienne doświadczenie poucza nas, że musimy je zachować poprzez niewzruszone przylgnięcie do Chrystusa, umacniane stałą modlitwą. Lud chrześcijański pragnie nas widzieć przede wszystkim jako «ludzi modlitwy». Tym, którzy nas spotykają, nasze słowa i czyny powinny ukazywać wierną i miłosierną miłość Bożą.
                                                                                                                      Bł. Jan Paweł II

Medytacja – oddychanie miłością i obecnością

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=xlwIOAx69Yg?fs=1],
Nie jest prostym wyzwaniem praktyka modlitwy, która domaga się od nas zakwestionowania myślenia. Nie było to łatwe już dla mnichów, którzy praktykowali te formę modlitwy w pierwszych wiekach chrześcijaństwa – jak donosi św. Jan Kasjan. Wypracowanie owego sposobu modlitwy wymagało cierpliwości i dyscypliny. Jeszcze trudniejsze wydaje się to dla nas – chrześcijan XXI wieku – ludzi, których myśli wydaja się być aktywne a czasem i nadaktywne przez blisko 24 godziny na dobę.

Dodatkową trudność stanowić może fakt, że nie da się tutaj nauczyć jakiejś szczególnej techniki, która czyniła by te modlitwę łatwiejszą. Owszem pewne elementy takie jak siedzenie z wyprostowanym kręgosłupem, rytmiczny, głęboki oddech sięgający aż do przepony czy słowo, jakie wypowiadamy podczas owego siedzenia – określane nieraz mantrą – takie jak: Jezus, Maranatha, Jezu ufam Tobie, czy Jezusie Synu Boży zmiłuj się nade mną grzesznikiem są niewątpliwie pomocą w jej praktykowaniu. Lecz to tylko tyle, ile można by określić mianem techniki. Nauczyć się tej modlitwy możemy jedynie przez wytrwałe ćwiczenie, cierpliwe zatapianie się w obecność, gdyż jest to przede wszystkim modlitwa obecności. Modlitwa, która uczy nas odkrywać, że tu i teraz jest miejscem obecności Boga w moim życiu i jego działania. Jest to modlitwa, która zwraca nam to, co jest najcenniejszym bogactwem naszego życia – chwile obecną i umiejętność życia i delektowania się chwilą. Gdyż jedyne co posiadam to moje teraz zanurzone w wieczne teraz Boga.

To modlitwa, która polega na tym – jak mówił o niej Thomas Merton – by ciągle odkrywać tę obecność Boga bez względu na to gdziekolwiek teraz jestem i właśnie w tym miejscu i w tej chwili oddychać Jego miłością, która nas otacza i staje się źródłem naszego życia i sił.

I jeszcze jedna rzecz, która niech będzie zachęta do praktyki medytacji – wchodząc w tę przestrzeń modlitwy, w której moje myślenie pozwalam zając brzmiącemu w moim umyśle Słowu Boga jest wchodzeniem w blisko dwutysięczną tradycje modlitwy, którą praktykowali mnisi pierwszych wieków i która nieprzerwanie trwa. Wyciszając nasze myśli pozwólmy po prostu porwać się jej nurtowi.

Medytacja jako bycie

Medytacja to praktyka, która zakorzenia nas w wieczność – jak zwykł nauczać o. Srafin z Góry Athos. To co wprowadza nas w to transcendentne doświadczenie ducha, który przekracza to co ludzkie, dokonuje się nie przez myślenie o tej rzeczywistości, nawet nie przez słowo, ale przede wszystkim przez bycie.
Najważniejszą postawą konieczną do wejścia w doświadczenie medytacji, w doświadczenie bliskości z Bogiem jest postawa bycia. Być tu i teraz, bo tu i teraz jest miejscem doświadczenia Boga, jest przestrzenią Jego obecności. Tak często rozmijamy się z Bogiem, który „przechadza” się przez nasze życie dlatego, że uciekamy od bycia tu i teraz, od życia chwila obecną. Zapatrzeni w przeszłość lub w przyszłość tracimy to, co najbardziej istotne w naszym życiu, zarówno w jego wymiarze duchowym jak i ludzkim. Owszem, możemy sięgając wstecz patrzeć na nasze życie jako miejsce działania Boga i Jego łaski, ale owo spoglądanie z wdzięcznością wstecz, które uczy nas odkrywania śladów obecności Boga w naszym życiu nie może zastąpić nam odkrywania Boga tu i teraz. W przeciwnym razie nie sposób będzie odczytać Jego wolę, która objawia się tu i teraz poprzez wydarzenia, poprzez znaki czasu, poprzez subtelne działanie Boga w teraźniejszości.
Jedynie Boże teraz, w które potrafimy się zakorzenić przez doświadczenie medytacji, służące praktykowaniu naszej uważności, pozwoli nam przeżywać i nasze życie jako przestrzeń Boga, jako doświadczenie tego o czym Paweł mówi w Dziejach Apostolskich: W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy.
Medytacja, a wiec otwarcie się na Bożą obecność tu i teraz sprawia, że prawda o Bogu żywym i prawdziwym nie jest już tylko rozumowym przeświadczeniem, ale doświadczeniem rzeczywistej obecności i działania Boga. Wówczas mogę za Psalmistą powiedzieć z ufnością i bez leku:
Bądź dla mnie skałą schronienia,
warownią, która ocala.
Ty bowiem jesteś moją skałą i twierdzą,
kieruj mną i prowadź przez wzgląd na swe imię.
W ręce Twoje powierzam ducha mego Ps. 31, 3-5
Najważniejsze jest zatem być. Być tu i teraz. Jedynie wówczas, gdy nauczę się żyć doświadczeniem tej obecności Boga będę stawał się rzeczywistym świadkiem Boga. Nie idei Boga, nie wiary w sensie jakiejś tradycji i praktyk, które pielęgnuję, ale wiary jako rzeczywistości przeżywania obecności Boga żywego i działającego we mnie i przeze mnie. 

,

Medytacja jako trwanie w miłości

Istotą medytacji w rozumieniu chrześcijańskim jest trwanie w miłości Trójcy Świętej. Medytacja chrześcijańska jest jakby „naśladowaniem” Osób Trójcy Świętej, które „nieustannie” wzajemnie siebie kontemplują. Każda z Nich stanowi oddzielną Osobę, a jednocześnie trwa w nieskończonej jedności, wspólnocie.

 
Podstawową szansą medytacji w ujęciu chrześcijańskim jest więc jedność — komunia z Osobami Trójcy Świętej. Tak naprawdę trzeba by najpierw mówić, nie tyle o zagrożeniach samej medytacji chrześcijańskiej, ale raczej o zagrożeniach jej braku dla życia duchowego.

Brak medytacji w życiu chrześcijanina stwarza niebezpieczeństwo płytkości duchowej. Bez medytacji, czyli — mówiąc nieco inaczej — bez przedłużonej modlitwy osobistej tak naprawdę nie można założyć fundamentów głębszego, „systematycznie prowadzonego” życia duchowego. To stwierdzenie wypływa z prostego faktu, że człowiek potrzebuje czasu, aby móc doświadczyć miłości. Jeżeli ludzie, którzy siebie nawet głęboko kochają, nie mają dla siebie czasu, to ich miłość, choćby największa i najpiękniejsza stopniowo będzie zamierać, stawać się coraz płytsza.
Istotą życia duchowego jest miłość. Doświadczenie miłości Boga wymaga czasu. Właśnie dlatego do życia duchowego konieczna jest przedłużona modlitwa — medytacja. A więc pierwszą szansą medytacji chrześcijańskiej jest coraz głębsza jedność z Bogiem. Z owej jedności z Bogiem wynikają inne szanse: wewnętrzna spójność człowieka oraz jedność z bliźnimi.
Medytacja chrześcijańska integruje człowieka wewnętrznie, czyni go coraz bardziej spójnym, ponieważ podporządkowuje to, co psychiczne i zmysłowe wartościom duchowym. Medytacja wprowadza w ludzkie życie harmonię i jedność wewnętrzną. „Ta szansa” medytacji chrześcijańskiej jest niezwykle ważna w naszych czasach.
Zauważmy, iż podstawowym problemem współczesnego człowieka jest życie w ciągłym stresie, który tworzy w wielu ludziach trwałe zachowania nerwicowe. Dzisiaj — nie bez racji — stwierdza się, iż wszyscy jesteśmy znerwicowani. Bardzo łatwo i szybko dochodzimy do naszych granic psychicznych i emocjonalnych. Na skutek „dotykania naszych granic” stajemy się nierzadko przemęczeni, łatwo popadamy w zniechęcenie i stany depresji lub też stajemy się bardzo drażliwi i agresywni wobec naszych bliźnich. Jesteśmy wówczas kuszeni, aby oskarżać „cały świat” za przeżywany „stan swojego nieszczęścia”.

Stan większego czy mniejszego znerwicowania zawsze wynika z rozbicia wewnętrznego, które polega głównie na braku minimalnej choćby harmonii i jedności pomiędzy sferą emocjonalną i zmysłową a światem ducha. W stanach nerwicy nasz świat emocjonalny i zmysłowy funkcjonuje w oddzieleniu od świata duchowego, ponieważ brak jest jakiejkolwiek komunikacji pomiędzy nimi.

Na problem nerwicy człowieka trzeba patrzeć nie tylko pod kątem psychicznym i opisywać ją jedynie językiem psychologii, ale także z punktu widzenia duchowego. V. E. Frankl określa nerwicę, jako przejaw ucieczki od odpowiedzialności za własne życie. Tam gdzie brak jest doświadczenia duchowego, głębszego doświadczenia sensu i celu życia, łatwo zrodzi się nerwica.

W tej sytuacji wewnętrznego rozbicia współczesnego człowieka niezwykłą szansą jest właśnie medytacja, która może go wewnętrznie zjednoczyć, zintegrować. Owo jednoczenie i integrowanie dokonuje się poprzez podporządkowanie wszystkiego, czym człowiek żyje, życiu duchowemu.


[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=nuHDgCHhzQE?fs=1]

Medytacja jako obumieranie

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=SrXjLTnZ6Rw?fs=1]

Gdy się modlisz wejdź do swej izdebki – mówi Jezus.
W doświadczeniu medytacji tą izdebką jest moje wnętrze – miejsce mojego osobistego spotkania z Bogiem. Moje serce – miejsce doświadczenia Jego miłości…
W ciszy i ufności leży wasza siła – powie Izajasz. Doświadczenie medytacji to zaproszenie do zanurzenia się w tę ciszę, w której wyciszając moje zmysły i moje myśli, w której rezygnując z mówienia zgadzam się, aby tę zawładniętą zwykle przez moje „ja” przestrzeń wypełnił Bóg swoją obecnością, swoją ciszą. Ta wewnętrzna cisza jest warunkiem niezbędnym do tego, aby z niej mogło zrodzić się słowo, ale słowo nie ludzkie, bo choć wypowiadane w naszym umyśle to jednak przepełnione Boża obecnością, Boża mocą. W ten sposób to słowo modlitwy jakim posługujemy się w medytacji, powtarzając je w rytm oddechu staje się sakramentem – widzialnym znakiem niewidzialnej łaski. Otwarcie na nią pozwala, by medytacja stała się miejscem doświadczenia obecności żywego  i działającego w nas i przez nas Boga.
Doświadczenie medytacji, które zaprasza nas do rezygnacji z tego co tak bardzo ludzkie i codzienne – a wiec do wyciszenia naszej sfery zmysłowej – prowadzi nas do sfery pozazmysłowej, w której rządzą inne prawa niż te, do których przywykliśmy pośród codziennej aktywności:
Doświadczenie medytacji jest przejawem tego co tak dobitnie wyraził św. Paweł w Liście do Kolosan: Umarliście bowiem i wasze życie ukryte jest z Chrystusem w Bogu [Kol 3, 1-4]
Medytacja – szkoła umierania dla siebie, dla własnego „ja” po to aby narodzić się i pełniej żyć dla Boga.
To obumieranie polega na tym, że:
miejsce mówienia zastępuje słuchanie,
miejsce racjonalnej analizy zastępuje kontemplacja
miejsce rozproszonych myśli zajmuje skupienie;
miejsce interesowności zajmuje bezinteresowne otwarcie;
miejsce ludzkiego planowania zajmuje całkowite zaufanie;
miejsce oparcia się na sobie ustępuje miejsca oparciu się na Bogu i Jego łasce;
miejsce kontroli zastępuje powierzenie się bez zastrzeżeń prowadzeniu Ducha Świętego.
To dopiero w tym stanie umysłu i ducha możemy ufać, że wypowiadane przez nas „Maranatha” stanie się modlitwą spełniającą się tu i teraz. Jeżeli bowiem pozwolimy, by doświadczenie medytacji jak chce tego św. Paweł – było ukryciem się i zanurzeniem w Chrystusie a wraz z Nim i dzięki Niemu w Bogu, wówczas spełni się Jego obietnica, że o cokolwiek prosić będziecie w imię Moje to się spełni…