Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Noworocznie

Znów dawno mnie tu nie było. A tyle rzeczy się dokonało. Koniec starego roku. Początek nowego… W tym czasie drogi wielu osób prowadziły do Rotterdamu.
Lubię atmosferę tych modlitewnych spotkań. I nie tylko dlatego, że mają aspekt ekumeniczny. Myślę, że jest w nich coś z doświadczenia medytacji. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu.
CISZA…
MODLITWA SŁOWEM BOŻYM…
POCZUCIE WSPÓLNOTY I JEDNOŚCI…
OTWARTOŚĆ…
To niesamowite doświadczyć tego szczególnego rodzaju ekumenizmu, gdzie siedzą obok siebie osoby reprezentujące różne wyznania, choć tę samą wiarę, bez uprzedzeń, w otwartości na drugiego, który jest bratem lub siostrą podążającą tą samą Drogą wiary, choć może nieco innym szlakiem na szczyt, gdzie ostatecznie i tak będziemy wszyscy jedno.
Ci młodzi ludzie, spotykający się wspólnie na modlitwie i w radości reprezentując w ten sposób nową świadomość stającą w konfrontacji do świata. To także nowy sposób patrzenia na siebie, który wydaje się tak daleki od mentalności XX wieku – wieku wojen, zawiści. Może dzięki temu patrzeniu, które wyrasta z modlitwy, zwłaszcza wspólnej modlitwy mamy szansę zapoczątkować nową erę. A może raczej powtórzyć tę, która cechowała chrześcijan wiele wieków temu zanim zaczęli ze sobą walczyć, konkurować. Gdy wszystko wyrastało z jedności i do niej prowadziło i nikomu nie przeszkadzało to, że ta jedność przejawiała się w różnorodności. Móc modlić się razem! …

Myślę, że to odpowiedź na pragnienie jakie było w sercu o. Johna, gdy zapraszał swoich słuchaczy, by wczytując się w wersety Nowego Testamentu chcieli usłyszeć Chrystusa, który nauczał, że istnieje tylko jedna modlitwa – i jest to modlitwa Chrystusa. Jest to ta modlitwa, która wyrasta z naszego serca przepełnionego miłością, stając się nieprzerwaną modlitwą wpisaną w rytm bicia naszego serca. Serca, które żyje miłością, które tętni życiem samego Boga obecnego w nim. To jest ta niezwykła tajemnica, która tak mocno wybrzmiewa w tajemnicy wcielenia Boga, który stał się człowiekiem, włączając nas tym samym w relację miłości Osób Boskich. Od tej pory moje serce staje się miejscem przepływu strumienia miłości między Ojcem i Synem. Strumienia któremu na imię Duch Święty, Paraklet, Miłość. W nieustannym zstępowaniu, w którym realizuje się odpowiedź Boga na modlitwę człowieka, który woła MARANATHA!
Moim zadaniem, zadaniem człowieka wierzącego jest jedynie otworzyć się tak jak potrafię na ten strumień miłości, który Chrystus nazywa Źródłem Wody Żywej. Gdy bowiem otwieramy się nań doświadczamy, że modlitwa samego Boga, która jest modlitwą miłości Trójcy Świętej staje się naszą modlitwą. A wówczas człowiek zostaje porwany jej mocą i nie jest ważne, czy sam potrafi się modlić, czy też nie, gdyż doświadcza prawdziwości tego, że to Duch staje się źródłem naszej modlitwy i wszelkie nasze niedoskonałości zostają zatopione i dopełnione Jego mocą. To nic innego jak dać się porwać przez nurt tej jedynej w swoim rodzaju nieprzerwanej, ogromnej, płynącej przez pokolenia rzeki miłości jaką jest modlitwa samego Jezusa. A wówczas nie potrzeba już słów. Nie potrzeba niczego innego. Wystarczy po prostu być. Być otwartym, by doświadczyć, że to co było dotąd puste wypełnia się w sposób przekraczający nasze oczekiwania i że przestrzeń naszego serca staje się przestrzenią obecności Boga. I powoli On staje się rzeczywiście wszystkim we wszystkim.
Pozwólmy się porwać temu strumieniowi modlitwy w nadchodzącym roku. Niech ona stanie się w nas źródłem, z którego wypływa całość naszego życia, życia niezwykłego, bo czerpiącego swój sens i swoją siłę z miłości samego Boga.

Modlitwa głębi

Zaglądam tu od paru dni i nic…
Jakby autor zapadł się pod ziemię. Powodów może być wiele, ale znając autora mniemam, że teym razem jest to jeden z najbardziej prozaicznych powodów – lenistwo. 
Cóż, na usprawiedliwienie autora mogę jedynie przywołać pewną teorię, z którą zapewne nie wszyscy czytelnicy tego bloga się zgodzą, ale liczę i tak na głosy większości podzielających przekonanie, że lenistwo nie musi być wadą a może być nawet cnotą, gdyż płynie z wiary w przeznaczenie. Ciekawe czy podpisała by się pod tym duchowość nieautorytarna. Wszak to bardzo praktyczna teoria.
Ale przejdźmy do rzeczy.
W naszej chrześcijańskiej, dwudziestowiekowej tradycji wypracowano wiele wspaniałych metod modlitwy. Każdy chrześcijanin może czerpać nie tylko ze swojej tradycji lecz także z innych czyli katolik z prawosławnej, protestant z katolickiej i może to czynić bez poczucia, że „zdradza” swoje własne wyznanie. Od kilku lat pracując w dziele ekumenizmu to właśnie w tym dzielenie się różnymi formami modlitwy widzę ten szczególny wymiar wpisywania się w jedność, o którą modlił się Chrystus w Modlitwie Arcykapłańskiej (por j 17,21). Do piękny dowód na to, że życie duchowe nie zna granic podziałów i sięga tam, gdzie sięgnąć może jedynie Duch Święty, nawet poza osobiste urazy czy też dogmatyczne lub emocjonalne uprzedzenia.
Wkrótce przeżywać będziemy kolejny Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, gdzie to co łączy wybrzmiewa bardziej niż to co dzieli. A tym czymś jest zwłaszcza modlitwa i Słowo Boże.
Te spotkania pokazują jak bardzo ważne w doświadczeniu duchowym jest doświadczenie modlitwy wspólnej albo inaczej mówiąc modlitwy we wspólnocie. Mam tu na myśli jej duchowe owoce. Większość czasu, jaki poświęcamy na modlitwę przeżywane jest w samotności. To także ważny czas, gdy możemy schronić się w naszym pokoju, zamknąć za sobą drzwi  i być jedynie sam na sam z Bogiem. Aby jednak taka modlitwa była naprawdę skuteczna dla naszego życia duchowego, aby nas porywała i była dla nas tym szczególnym czasem, z ktorego szybko nie rezygnujemy ważne jest znalezienie właściwej metody modlitwy dla siebie. Doświadczenie konfesjonału podpowiada mi, że łatwość z jaką współczesny chrześcijanin rezygnuje z modlitwy wypływa właśnie z faktu, że w przeważającej części jego modlitwa ma więcej z obowiązku niż z bardzo osobistej relacji przeżywanej sam na sam z Bogiem. A wówczas łatwo się od niej dyspensować. Tylko czy życie bez modlitwy możemy nazwać jeszcze życiem chrześcijańskim?
Oczywiście odkrycie takiej formy modlitwy, która nam najbardziej odpowiada wymaga i czasu i poznania różnych jej form. Ważne jest jednak, żeby nie rezygnować zbyt szybko w formy, którą się wybiera, gdyż wdrożenie w doświadczenie modlitwy a zatem i odkrycie czy jest ona najbardziej odpowiednia dla nie czy też bardziej właściwym byłoby szukanie innej metody wymaga czasu. Zarówno moje własne doświadczenie jak i wielu innych osób podpowiada mi, że wdrażanie się w jakąkolwiek formę modlitwy bywa na początku trudne i wymaga nie tylko cierpliwości ale i wewnętrznej woli walki o jej czas i miejsce w naszym codziennym życiu. Dobrze byłoby, gdyby był to najlepszy czas i najlepsze miejsce, bo nierzadko spychanie modlitwy na mniej ważne chwile, gdy już jesteśmy zmęczeni i myślimy jedynie o spoczynku nie sprzyjają jej rozwojowi.
Ważne jest żebyśmy w tym poszukiwaniu metody modlitwy nie zamykali się na łaskę. Nawet gdy modlitwa bywa trudnym doświadczeniem. Jeśli zatem ktoś zaczął praktykować modlitwę głębi, w jaką wpisuje się medytacja, jaką proponuję na kartach tego bloga, to warto pamiętać, że nigdy nie dzieje się tak przez przypadek. Bowiem sposób w jaki się modlimy i w jakim najlepiej wyrażamy samych siebie, to nie tylko nasz wybór lecz również szczególny dar od Pana Boga. Dar, w którym wyraża się Jego miłość. A On zawsze szuka najlepszych sposobów byśmy z tego źródła Jego miłości mogli jak najowocniej zaczerpnąć.
Nawiązując dzisiaj do modlitwy, określanej mianem „modlitwy głębi” chciałbym przywołać pewne wskazówki dotyczące tej formy modlitwy naszkicowane przez Tomasza Keatinga. Do tego określenia odwołuje się także wielu innych duchowych mistrzów modlitwy jak chociażby Thomas Merton,  Basil Pennington, Wilfrid Stinissen, Henri Bourgeois, Jean-Pierre Schnetzler, Franz Jalics, Laurence Freeman i inni.
TŁO TEOLOGICZNE
Łaska Pięćdziesiątnicy potwierdza fakt, że Jezus jest obecny wśród nas jako uwielbiony Chrystus. Chrystus żyje w każdym z nas, jest obecny w każdym miejscu i w każdym czasie. Jest On żyjącym Mistrzem, który nieprzerwanie posyła Ducha Świętego, aby żył w nas i aby składał świadectwo o Jego zmartwychwstaniu. Ducha Święty wypełnia tą misję poprzez umożliwienie nam doświadczenia owoców Ducha oraz owoców Błogosławieństw, jak również dawanie nam siły do ich ukazywania zarówno w modlitwie jak i w działaniu.
 
LECTIO DIVINA
Lectio Divina jest najbardziej tradycyjnym sposobem pielęgnacji przyjaźni z Chrystusem. Polega ona na przysłuchiwaniu się tekstowi Pisma tak jakbyśmy rozmawiali z Chrystusem i tak jakby On sam proponował nam temat tej rozmowy. Codzienne spotkanie z Chrystusem i refleksja nad Jego Słowem prowadzi nas ponad zwykłą znajomość do przyjacielskiej relacji wypełnionej ufnością i miłością. Rozmowa staje się prostsza, stopniowo jej miejsce zajmuje przebywanie w obecności Pana, lub jak to określa Grzegorz Wielki (VI w.) podsumowując chrześcijańską tradycję kontemplacyjną, „odpoczywanie w Bogu”. Takie właśnie było klasyczne znaczenie modlitwy kontemplacyjnej przez pierwsze sześć wieków.
 
MODLITWA KONTEMPLACYJNA
Modlitwa Kontemplacyjna jest normalnym rozwojem łaski chrztu oraz regularnej praktyki Lectio Divina. Możliwe, że myślimy o modlitwie jako o słowach wyrażających nasze myśli i uczucia. Jednak jest to tylko jedno z wielu wyrażeń. Modlitwa Kontemplacyjna jest otwieraniem naszego rozumu i naszego serca – całego naszego istnienia – na Boga, Największej Tajemnicy, ponad myślami, słowami i emocjami. Otwieramy naszą świadomość na Boga, o którym wiemy poprzez wiarę, że jest bliżej nas niż nasz oddech, bliżej niż nasze myśli, bliżej niż nasze wybory – jest bliżej niż sama świadomość. Modlitwa Kontemplacyjna jest procesem wewnętrznego oczyszczenia, który, jeśli się na to zgodzimy, prowadzi do zjednoczenia z Bogiem.
 
METODA MODLITWY GŁĘBI
Modlitwa Głębi jest metodą, która ułatwia rozwój modlitwy kontemplacyjnej, poprzez przygotowanie nas do współpracy z tym darem. Jest to próba przedstawienia nauczania z wcześniejszych czasów (np. „Obłok Niewiedzy”) w uwspółcześnionej formie oraz wprowadzenia do tego nauczania pewnego porządku i systematyczności. Celem tej metody nie jest zastąpienie innych metod modlitwy, po prostu stawia ona inne rodzaje modlitwy w nowej i pełniejszej perspektywie. Podczas modlitwy zgadzamy się na Bożą obecność i Boże działanie w naszym wnętrzu. W innych momentach nasze skupienie przesuwa się na zewnątrz w celu odkrycia Bożej obecności w każdym miejscu.
 
WSKAZÓWKI
1. Wybierz duchowe słowo jako symbol twojej intencji zgody na obecność Boga i Jego działanie w twym wnętrzu.
2. Siedząc wygodnie z zamkniętymi oczami, wycisz się i w milczeniu wypowiedz duchowe słowo jako symbol twojej zgody na obecność Boga i Jego działanie w twym wnętrzu.
3. Kiedy uświadomisz sobie jakieś myśli, z wielką delikatnością powróć do duchowego słowa.
4. Po upłynięciu czasu przeznaczonego na modlitwę, mając oczy ciągle zamknięte, pozostań przez dwie minuty w ciszy.
 
WYTŁUMACZENIE WSKAZÓWEK
I. „Wybierz duchowe słowo jako symbol twojej intencji zgody na obecność Boga i Jego działanie w twym wnętrzu.”
1. Duchowe słowo wyraża naszą intencję przebywania w Bożej obecności i skupienia się na Boskim działaniu.
2. Duchowe słowo powinno być wybrane podczas krótkiej modlitwy, w której powinniśmy poprosić Ducha Świętego o inspirację i pomoc w wybraniu słowa, które będzie dla nas najbardziej odpowiednie. Przykłady: Pan, Jezus, Ojciec, Matka, Maryja. Lub w innych językach: Kyrie, Jesus, Jeshua, Abba, Mater, Maria. Inne możliwości: Miłość, Pokój, Miłosierdzie, Cisza, Spokój, Wiara, Ufność, Tak. Lub w innych językach: Amor, Shalom, Amen.
3. Po wybraniu słowa nie zmieniamy go podczas modlitwy, gdyż to oznaczałoby ponowne podjęcie myślenia.
4. Dla niektórych ludzi wewnętrzne spojrzenie na Boga może być bardziej odpowiednie niż duchowe słowo. W tym przypadku można wyrazić zgodę na Bożą obecność i Jego działanie w naszym wnętrzu poprzez wewnętrzne spojrzenie na Boga. Wszystkie uwagi odnoszące się do duchowego słowa, odnoszą się także do duchowego spojrzenia.
II. „Siedząc wygodnie z zamkniętymi oczami, wycisz się i w milczeniu wypowiedz duchowe słowo jako symbol twojej zgody na obecność Boga i Jego działanie w twym wnętrzu.”
1. Nasza pozycja modlitewna powinna być relatywnie wygodna, tzn. siedzenie powinno być na tyle wygodne, abyśmy podczas modlitwy nie musieli myśleć o niewygodzie naszego ciała. Zbyt wygodna pozycja może przyczynić się do zaśnięcia podczas modlitwy.
2. Niezależnie od naszego wyboru pozycji siedzącej, nasze plecy powinny być wyprostowane.
3. Jeśli zaśniemy, to o ile to jest możliwe, przez kilka minut po ocknięciu się kontynuujemy modlitwę.
4. Ponieważ naturalną konsekwencją praktykowanie tej metody modlitwy bezpośrednio po głównym posiłku jest duża senność, lepiej jest nie rozpoczynać Modlitwy Głębi wcześnie niż godzinę po posiłku. Modlenie się tą metodą bezpośrednio przed nocnym spoczynkiem, może wpłynąć negatywnie na nasz sen.
5. Zamykamy oczy po to, aby to, co się dzieje wokół nas oraz w nas samych nie angażowało naszej uwagi.
6. Duchowe słowo stosujemy wewnętrznie i z taką delikatnością jaka jest wymagana przy kładzeniu piórka na wacie.
 
III „Kiedy uświadomisz sobie jakieś myśli, z wielką delikatnością powróć do duchowego słowa.”
1. „Myśl” jest szerokim pojęciem określającym wszelkie wrażenie takie jak np. wrażenia zmysłowe, uczucia, wyobrażenia, pamięć, uwagi, komentarze itp.
2. Myśli są normalną częścią Modlitwy Głębi.
3. Wyrażenie: „z wielką delikatnością powróć do duchowego słowa” wskazuje na minimalny wysiłek jaki jest wymagany do reakcji na uświadomione myśli. Powtarzanie duchowego słowa jest jedyną czynnością, którą podejmujemy podczas Modlitwy Głębi.
4. Wraz z praktyką modlitwy duchowe słowo może stać się bardzo niewyraźne lub nawet zniknąć całkowicie.
 
IV. „Po upłynięciu czasu przeznaczonego na modlitwę, mając oczy ciągle zamknięte, pozostań przez dwie minuty w ciszy.”
1. Jeśli modlitwa praktykowana jest w grupie, podczas tych dodatkowych 2-3 minut lider może na głos odmówić modlitwę Ojcze Nasz, inni słuchają w milczeniu.
2. Te dodatkowe 2-3 minuty dają naszej psychice czas do dostosowania się do zewnętrznych wrażeń oraz umożliwiają nam wprowadzenie atmosfery ciszy do naszego codziennego życia.
 
KILKA UWAG PRAKTYCZNYCH
1. Na modlitwę powinniśmy poświęcić przynajmniej 20 minut. Polecane są dwie sesje na dzień. Jedna z samego rana po przebudzeniu i druga po południu lub wczesnym wieczorem.
2. Koniec modlitwy może być wskazany przez zegarek z timerem lub alarmem, pod warunkiem, że nie tyka i dźwięk alarmu nie jest zbyt głośny. (Można także użyć 60 minutową taśmę, na której nagrywamy muzykę ma pierwszych pięciu i ostatnich pięciu minutach taśmy, pozostawiając między tymi nagraniami dwudziestominutową nienagraną przestrzeń)
3. Główne efekty Modlitwy Głębi doświadczane są w codziennym życiu, a nie podczas samej modlitwy.
4. Fizyczne Symptomy
a.  Możemy odczuć delikatne bóle, swędzenie czy też drgania w różnych miejscach naszego ciała, lub ogólną nerwowość. Jest to zwykle konsekwencją rozwiązywania się w nas emocjonalnych węzłów, które istnieją w naszym ciele.
b.  Możemy także odczuć ekstremalną ciężkość lub lekkość. To jest zwykle spowodowane dużym skupieniem duchowym.
c.  W obu tych przypadkach, nie przywiązujemy do tych wrażeń naszej uwagi, lub ewentualnie możemy pozwolić naszemu rozumowi odpocząć przez krótką chwilę w tych wrażeniach, po czym wracamy do duchowego słowa.
5.  Lectio Divina jest źródłem intelektualnego podłoża dla rozwoju Modlitwy Głębi.
6.  Grupa, z którą możemy modlić się i dzielić naszymi doświadczeniami jest dużą pomocą w zachowaniu wierności praktyce tej modlitwy.
 
WSKAZÓWKI DLA DALSZEGO ROZWOJU
1.  Myśli, które pojawiają się podczas modlitwy można podzielić na kilka typów.
a. Normalny bieg naszej wyobraźni lub pamięci.
b. Myśli, które nas pociągają lub zniechęcają.
c. Pewne nowe zrozumienia lub przełamania psychiczne.
d. Samo refleksja jak np. „Jak mi idzie?” lub, „To poczucie pokoju jest wspaniałe!”
e. Myśli, które powstają na skutek rozładowywania się podświadomości.
2.  Podczas modlitwy unikamy analizowania naszego doświadczenia, pracy nad naszymi oczekiwaniami, próbę osiągnięcia jakiś specyficznych celów jak np.:
a. Nieprzerwane powtarzanie duchowego słowa.
b. Nie posiadanie żadnych myśli.
c. Opróżnienie rozumu.
d. Odczuwanie pokoju lub pocieszenia
e. Osiągnięcie duchowego doświadczenia.
3.  Czym Modlitwa Głębi nie jest:
a. Nie jest techniką.
b. Nie jest ćwiczeniem relaksującym.
c. Nie jest formą samo hipnozy.
d. Nie jest darem charyzmatycznym.
e. Nie jest doświadczeniem parapsychologicznym.
f. Nie jest ograniczona do „odczuwanej” obecności Boga.
g. Nie jest intelektualną medytacją, ani uczuciową modlitwą.
4.  Czym jest Modlitwa Głębi:
a. Jest jednocześnie relacją z Bogiem oraz dyscypliną pielęgnującą tą relację.
b. Jest ćwiczeniem wiary, nadziei i miłości.
c. Jest procesem przekraczającym rozmowę z Chrystusem,  prowadzącym do zjednoczenia.
d. Przyzwyczaja nas do języka Bożego, którym jest cisza.
 

Łamiąc się opłatkiem

Czekając, kiedy wzejdzie wigilijna gwiazda,
Do wpół zmarzniętej szyby przywarł chłopiec mały.
Patrzył – zimowe ptaki wracały do gniazda,
Jakby tego wieczoru też świętować chciały.

Niegdyś gwiazda z Betlejem mędrców prowadziła,
Dziś znak daje, by zasiąść do świętej wieczerzy,
By krucha biel opłatka skłóconych godziła,
A w sercu znów zamieszkał Ten, co „w żłobie leży”.

Dla tych, co żyli dawniej, co będą w przyszłości,
I dla nas, byśmy w każdym dostrzegali brata,
Odwieczny Bóg w Dziecięciu zesłał znak miłości,
Przemieniając oblicze człowieka i świata.

Łamiąc się tego wieczora duchowo opłatkiem z Wami wszystkimi, którzy tu zaglądacie  pragnę życzyć, aby Nowonarodzony Chrystus przyniósł Wam swoje światło rozświetlające drogi Waszej codzienności a każdy Wasz dzień napełnił swoją łaską i błogosławieństwem, wlewając w serca głęboki pokój i ufność. Radosnych i błogosławionych świąt.

the end of Advent


Wczoraj wieczorem po raz pierwszy poczułem zmęczenie. To znak, że czas Adwentu dobiega końca, bo dnie coraz krόtsze, niebo szare. A to wszystko, to zapowiedź, że zbliża się najdłuższa i najświętsza noc roku. Noc wigilijna.

Poczta (dziś często elektroniczna) przynosi życzenia z całego świata od przyjaciόł, kolegόw a także mniej znanych osób. Boże Narodzenie tuż, tuż.
Dla wielu z nas ze wszystkich dni roku najważniejsza była i jest Wigilia.
Mistyka wigilijnej wieczerzy, uroda i zapach choinki, tajemniczość nocy, najdłuższej w roku, delikatne , migające płomienie świec, aromat siana pod śnieżnobiałym obrusem tworzą ten z niczym nieporόwnywalny klimat.
Sceneria i obrzędowość Wigilii głęboko zapadają w świadomość. Trwają w nas…

Boże Narodzenie to dla wielu czas refleksji, osobistych wspomnień, powrotów do przeszłości.
Każdy miewa takie chwile, niektórzy chowają je głęboko w sobie, inni potrafią wyrazić je słowami.
Na początku było Słowo. Na ten temat napisano wiele prac teologicznych, filozoficznych i filologicznych. Czy jednak nie można wyrazić tego prościej – zwłaszcza kiedy się śpiewa kolędy: Na początku był Bóg, który wypowiedział się przez Jezusa. Tego niewidzialnego Boga tak łatwo odgadywać na początku życia, kiedy się w niego wierzy po prostu jak w tatusia i mamusię. Tak łatwo wierzyć na starość, kiedy w nim tylko pokłada się nadzieję, najgorzej z tą wiarą w środku życia, kiedy nie ma w nas ufności małego dziecka ani poczucia dziecięctwa Bożego. Może nie ta dziecięca wiara ani wiara starego człowieka, ale ta pośrodku jest najważniejsza?

I tej właśnie prostej wiary i prostego zaufania na wzór Maryi chyba nam wszystkim najbardziej dziś potrzeba.

Mam nadzieję, że tegoroczny Adwent spędziłem owocnie. Zapewne można by przeżyć go jeszcze lepiej, ale zgodnie z domeną duchowości nieautorytarnej trzeba się zgodzić na niedociągnięcia, żeby Pan Bóg też miał co rozbić w naszym życiu… 


A co ma nam dziś do powiedzenia Merton w tym przedostatnim dniu Adwentu. Dla niego Adwent był zawsze czasem wezwania do kontemplacji jako najlepszego sposobu poznania Boga.

Kontemplacja jest darem Boga, w którym dusza, oczyszczona pełnią Jego miłości, nagle, w niewytłumaczony sposób, doświadcza w sobie obecności Boga. To doświadczalne poznanie Boga jest wynikiem podobieństwa do Niego, jakie wykształciła w nas czysta miłość, czyniąc z naszej duszy zwierciadło, zdolne do odbijania tylko Jego obrazu. Kontemplacja jest dziełem łaski wewnętrznej jedności z Chrystusem, który z natury jest Synem Boga. Jest więc ona w pierwszym rzędzie pełnym i dojrzałym uczestnictwem w Jego Boskim Synostwie. W kontemplacji wyraźnie poznajemy Boga jako naszego „Ojca”, czyli – inaczej mówiąc – nie tylko jako naszego Stworzyciela w porządku naturalnym, lecz także jako żywe, działające w ukryciu źródło nadprzyrodzonego życia. Kontemplacja jest osobistą odpowiedzią na Jego mistyczną obecność i działanie w nas. Nagle uświadamiamy sobie, że stoimy wobec niewyczerpanego w swym bogactwie źródła wszelkiego Bytu i wszelkiej Miłości, i choć nie „widzimy” Go w sensie dosłownym, bo spotkania takie odbywają się w ciemnej nocy wiary, to owo zetknięcie się z Wszechmocnym Bytem powoduje, że we wnętrzu naszej istoty coś, co nazwać można sercem duchowego życia, zaczyna mocniej bić z uniesienia. Iskra zapalona w nas dotknięciem palca Bożego roznieca wielki płomień, który rozchodzi się, by głosić Jego obecność w każdym włóknie naszego jestestwa, a uwielbienie dla Niego przenika nas do szpiku kości. 
(„Chleb na pustyni”)
 

zaś w innym miejscu pisze jeszcze:

Cisza popołudniowa nasycona jest zupełnie inną tonacją. Słońce obeszło dokoła i pokój jest ciemniejszy i poważny. Godzina się wypełnia. Nie spieszę się. Przerywam, aby się modlić, i patrzę na obrazek Angelica, czując się jak koniec Adwentu, który wypada dzisiaj. Ecce completa sunt, quae dicta per angelum de V. Maria; była to antyfona po Benedictus dziś rano. Przez parę minut pozostawałem w ciszy, nie poruszając się, i słuchałem zegara oraz zastanawiałem się, czy może nie mógłbym zrozumieć czegoś z dzieła, które przygotowuje Matka Boska.
Jest to godzina ogromnych nadziei.
Pamiętam moje zmęczenie, moje obawy, brak zrozumienia, moje zaćmienie, mój grzech nadaktywności. Cóż Ona przygotowuje, czy obraziłem Ją? Co nadchodzi? Ona mnie kocha. Odrzucam wzruszenie z tego powodu. Jej miłość jest zbyt poważna na jakiekolwiek wzruszenie, do którego mogę być zdolny. Jej miłość kształtuje światy, kształtuje historię, kształtuje Apokalipsę we mnie i dokoła mnie: rodzi Miasto Boże. Znów pociąga mnie liturgia odczuciem wielkiej jej potrzeby. Patrzę na jasny, surowy portyk, gdzie anioł Fra Angelica mówi do Niej. Fra Angelico wiedział, jak ją malować. Jest szczupła, ogromnie szlachetna i nie wstaje, by przywitać anioła. Matko, uczyń mnie tak szczerym, jak ten obraz. Przez cały czas, do głębi mojej duszy szczerym, szczerym. Nie pozwól mi na żadną myśl, która by nie mogła uklęknąć przed Tobą na tym obrazie. Żadnych wyobrażeń. Żadnego cienia. Będę postępował jak na tym obrazie: Ecce completa sunt; jest koniec Adwentu i popołudnie ożywione jest nadzieją.
Ona tu jest i napełnia pokój czymś, co jest wyłącznie jej własne, zbyt czyste, bym mógł to ocenić. Ona tu jest, z barwą swego oczekiwania. Nie ma w tym nic złego, że piszę o tym, bo Ona mi każe to zapisać. 
( „Znak Jonasza” – zapisane pod dniem 23 grudnia 1949 roku)

Powrót do tematyki medytacyjnej

Ten blog miał zasadniczo służyć jako pomoc dla tych, którzy podejmują codzienną, wytrwałą praktykę medytacji. Mimo iż wiele różnych wpisów i dygresji powodowanych moją próżnością odbiega od zasadniczego tematu, to jednak pragnę wciąż pisząc tutaj wracać do tego, co jest zasadniczym tematem zamieszczanych tutaj refleksji i poniekąd sensem tego bloga.A ponieważ Adwent, to czas, w którym szczególnie mocno wybrzmiewa wezwanie do nawrócenia, wracam również do tematyki medytacji czyniąc zadość tym, którzy takich treści tutaj przede wszystkim szukają.

Abba Serafin porównuje modlitwę do postawy ptaka, który śpiewając, czyni to bezinteresownie na chwale Stwórcy.
Często jest tak, że naszą modlitwę traktujemy interesownie. Czegoś oczekujemy od Boga w zamian. Może nawet podświadomie. Gdy staję na modlitwie, zawsze spodziewam się jeśli już nie konkretnego wypełnienia moich pragnień, to przynajmniej łaski, którą Bóg da mi w zamian za to, że się modlę. Tymczasem św. Jan Kasjan zachęca: „Stawajcie na modlitwie w duchu całkowitej bezinteresowności, niczego się nie spodziewając, znajdując sens modlitwy jedynie w tym, by przynosić chwałę Bogu. Już samo to jest dla nas darem, że możemy przyczyniać się do chwały Tego, który jest Przedwieczny.”
W czasach św. Jana Kasjana modlitwę medytacyjną określano mianem ruminatio, co przetłumaczylibyśmy jako przeżuwanie. Św. Augustyn nawiązując do tego starego rozumienia modlitwy zachęcał do „przeżuwania” na płaszczyźnie rozumu ale i serca treści wiary i Słowa Bożego, dzięki czemu stajemy się innymi ludźmi, gdyż pozwalamy, aby one nas wewnętrznie kształtowały i przemieniały.
W tradycji hebrajskiej z kolei pojęcie medytacji zostało określone mianem haga. Izajasz posługiwał się tym słowem także wyrażając pomrukiwanie lwa, kwilenie gołębicy. Ojcowie Wschodu z Góry Athos w swoich komentarzach do modlitwy odwołujących się właśnie do proroka Izajasza podkreślali, że możemy uczyć się modlitwy od gołębicy, gdyż ptaki te uczą nas bezinteresowności, wolności, wznoszenia się ponad ziemię a więc tego wszystkiego, co powinno być owocem modlitwy. Nie wspominając już o tym, że gołębica jest symbolem Ducha Świętego, bez którego udziału żadna modlitwa nie może być owocna.
Nawiązując do tego Abba Serafin przestrzega prze pewnym duchowym niebezpieczeństwem szukania w doświadczeniu wiary gotowych odpowiedzi na wszystkie problemy. Lubimy mieć wszystko nazwane, określone i opisane, ale jest to choroba prowadząca do duchowej śmierci, tak jak ptak zamknięty w klatce traci swą wolność i umiera. Życie ludzkie a zwłaszcza życie duchowe jest Tajemnicą i musimy zgodzić się w nim na pewien rodzaj niewiedzy i niepewności, który jest niczym innym jak zaufaniem w prowadzenie Ducha Świętego.
Człowiek ze swej natury jest wolny jak ptak, więcej potrzebuje tej wolności, aby mógł się prawidłowo rozwijać. Potrzebuje wolności by żyć i objawiać w tej wolności radość swojego istnienia.
I nie chodzi wcale o wolność od zewnątrz. Dużo bardziej istotna jest wewnętrzna wolność, dziś tak bardzo zagrożona pomimo pozoru wolności zewnętrznej. Przestrzenią, w której zdobywamy i poszerzamy tę wolność jest medytacja.
Ciche, pozornie monotonne powtarzanie prostych słów, które przypomina śpiew ptaka sprawia, że na tym Słowie coraz bardziej opieram swoje życie zakorzeniając się w nie, a ponieważ jest to słowo samego Boga wchodzę w przestrzeń wolności, ponieważ jedynie w Bogu tę wolność w całej pełni mogę odnaleźć gdyż On jeden jest źródłem naszej wolności.
Św. Jan Kasjan mówił, że taka modlitwa nie tylko wpisuje w nasze serca Imię Boga, które nieustannie w nim wybrzmiewa, nawet wówczas, gdy wstajemy z medytacji, ale także – co wydaje się tu bardzo istotne – prowadzi do usunięcia wszelkich zewnętrznych środków pomocniczych, fałszywych oparć i zabezpieczeń i okazuje się drogą do jednego z najwyższych uniesień ducha, do nieustannej modlitwy wewnętrznej, która sprawia – jak mawiał z kolei św. Jan od Krzyża – że światło, które jest rozpalane w naszych sercach mocą działającego w nim Słowa rozświetla ciemności i drogi naszego życia, chroniąc nas przez zagubieniem i zejściem na manowce.
Na koniec wróćmy jeszcze raz do św. Jana Kasjana, który pisał do swoich duchowych synów i córek: Bardzo mało modli się ten, kto zwykł modlić się tylko wówczas, gdy klęczy. Całe nasze życie winno być modlitwą. Jacy więc chcemy być podczas modlitwy, tacy musimy być i przed modlitwą. Dla życia modlitwy ważne jest bowiem wszystko, co robimy w naszym życiu.
Siadając wygodnie w postawie medytacyjnej i powtarzając nieustannie słowo modlitwy: Maranatha, wejdźmy w tę przestrzeń wolności jaką niesie Duch Pana, który chce być naszym przewodnikiem zarówno w modlitwie medytacyjnej jak i w codziennym życiu i uczmy się wsłuchiwać w jego głos pozwalając, by on nas prowadził..