Z Mertonem przez życie…
ADWENT – RADOSNE OCZEKIWANIE…
Pielgrzym
Jezus nie zaczął od obdarowania uczniów Duchem Świętym, tylko od powołania, rozmów, wydarzeń, przeżyć, które miały za cel doprowadzenie uczniów do takiego formatu, który pozwolił im przyjąć w końcu Ducha Świętego i żyć w odnowionej naturze człowieka. Mówił, dużo mówił! Nauczał. Słowa Jezusa rozpychały wnętrza uczniów, poszerzały ich serca do granic wytrzymałości, egzorcyzmowały ich z egoizmu i demonicznych reliktów, inicjowały wzrost i dawały śmiałe poznanie ludzkiej bezsilności i pychy. Ale Jego nauka wyciągała także z uczniów pragnienie Boga i dopiero w to pragnienie oddawał im swoją miłość, która czyniła ich życie spełnionym, nie – pustym. Słuchając Go wydobywali na powierzchnie swej świadomości swoje najgłębsze pragnienia, a także uczyli się interpretować w Jego mądrości swoje istnienie i jego sens odkrywać. W pierwszym, więc etapie, był dla nich wychowawcą: Nauczycielem. Zacznijmy od tego w ogóle, co to znaczy wychowywać?
Amadeo Cencini tłumaczy to pojęcie jako wydobywanie z kogoś tego wszystkiego, co nieświadome, bowiem słowo educere: wychowywać, tłumaczy się przecież jako wydobywanie, wyciąganie. „Wydobywać prawdę z kogoś, to jest pierwsza posługa. Jest to autentyczny czyn miłosierdzia: pomóc człowiekowi odkryć własną prawdę, to znaczy odkryć, kim on jest(…)
I rzeczywiście, w ewangelii Św. Jana, Jezus często pyta swoich uczniów, zadaje im pytania, które zmuszały do uświadomienia sobie prawd, które ich zaskakiwały i prowokowały przemiany. Ludzie nie chcą znać prawdy o sobie, ani kogoś, kto jest zbyt prawdziwy choćby tylko w stosunku do siebie samego. Trzeba pamiętać, że nie chcieć znać prawdy o sobie, to utrudnić sobie szansę na poznanie Tego, który jest PRAWDĄ! Zachodzi tu istotna korelacja: im lepiej poznajesz Jezusa, tym obficiej jawi ci się prawda o tobie samym i na odwrót: im bardziej siebie przed Nim odsłaniasz, tym obficiej objawia Ci się Jezus! Miejscem na takie wzajemne poznawanie jest na pewno spotkanie z Biblią w rozmyślaniu, w medytacji, w wspólnotowym dzieleniu, w lectio divina, ale też eucharystia, albo adoracja czy wreszcie szczera spowiedź. Modlitwa zdejmuje z nas zasłony lęku, jak delikatny lekarz zdejmuje opatrunek z rany.
Chyba żadna ewangelia nie poświęca tak dużo miejsca rozmowom, jakie Jezus przeprowadzał z uczniami, jak ewangelia Jana. Wychowywanie pytaniami prowokuje do poszukiwania własnych odpowiedzi, a te nie tylko pozwalają wejrzeć w głębinę własnego ducha, ale też stają się siłą do podejmowania nowych działań. Jezus nie zawsze objawiał, ogłaszał, proklamował, wcale nierzadko pytał i zmuszał do samodzielnego szukania, do tego, by człowiek objawił swoje wnętrze Jemu, bez lęku przed odrzuceniem czy potępieniem.
Oczyszczał serca swych wybrańców, nie wzbudzając tumanów kurzu, aby je przygotować na zamieszkanie Ducha Świętego. Choć niektóre jego interwencje przypominały te, której dokonał w świątyni jerozolimskiej, gdzie powywracał stoły. Tak się dzieje tylko wtedy, gdy naszą nadzieje pokładamy w zielonym bożku, na którym jest napisane IN GOD WE TRUST! Jego stanowczość nie przekreślała łagodności, nie wałczył na argumenty, tylko wewnętrzną walkę człowieka uspokajał argumentami. Nie gorszył się, tylko wyjaśniał, przekonywał, bez wymuszania postaw. Wielu ludzi nie dlatego żyje w braku prawdy o sobie, bo chcą być zakłamani, tylko dlatego, bo pewne prawdy są dla nich za trudne, za ciężkie, nie wyjaśnione przez nikogo. Żeby mieć prawo do wyjaśniania komuś mroków, trzeba być światłością, albo przynajmniej lampką oliwną. Nikt z ludzi nie ma prawa do brutalnego demaskowania czyichś prawd, nawet jeśli istnieje słuszne przypuszczenie, że ktoś żyje w iluzji. Kiedy ktoś żyje przez długie lata w jaskini, to nagłe wyprowadzenie go na światło, może go oślepić. Potrzeba stopniowego wyprowadzenia. W tym Jezus był naprawdę mistrzem, nauczycielem. Trzeba w tym miejscu wyłowić na jaw pewien paradoks, jeden z licznych, jakie istnieją w chrześcijaństwie. Im bardziej szukam wzoru w Chrystusie, tym bardziej mam obowiązek a jednocześnie dyspozycję sam stawać się wzorem dla innych.
Jezus nie chciał mieć uczniów, którzy nie wiedzą, o co im chodzi w życiu, nie wiedzą, co ukrywają w sobie i po co żyją. Nie lubimy się zastanawiać głębiej, wolimy żyć płytko, powierzchownie, zjeść, wyspać się, pośmiać się, zaliczyć egzaminy, nacieszyć się przygodowym filmem, wypełnić obowiązki, itd. Kiedy dowcipkujemy, jesteśmy ożywieni, kiedy plotkujemy, nie chce nam się spać, ale wystarczy poświęcić piętnaście minut na czytanie Biblii, albo zaryzykować duchową rozmowę z kimkolwiek, i nagle odczuwamy opór albo senność. Irytujemy się, kiedy zmuszeni jesteśmy odpowiadać na trudne pytania, zdobyć się na jakąś trudną decyzję, określić się, zastanowić się, zanim coś się powie, w ogóle myśleć, rozmyślać a nie kalkulować, rozmawiać a nie gadać, działać z rozmysłem, a nie działać mechanicznie. Jeszcze większa złość wydobywa się z nas, gdy ktoś nam uświadamia prawdy, których wcale byśmy nie chcieli sobie uświadomić: na przykład, gdy ktoś znienacka ujawnia naszą chciwość, albo, kiedy czyjeś pytanie wydobywa z nas dumę, zazdrość, pożądanie, nieuczciwość, kłamstwo…wtedy potrafimy nawet wybuchnąć złością. To jest bardzo trudne. Jeszcze niebezpieczniejsze jest, gdy ktoś obnaża nasz wstyd, albo zranienie. Po czymś takim można się nie poskładać. Nie o to chodziło Jezusowi, by wszystkim wytknąć kłamstwa i uświadomić zapomniane rany. Był nauczycielem, ale też wspierającym lekarzem ludzkich serc, ciał, dusz i umysłów. Zaczynał od delikatnych pytań, ale jakże fundamentalnych. Rozmowa z Nim jest zawsze aktualna. Biblia zawsze mówi tym samym głosem, którym przemawiał Jezus. Możesz zawsze z Nim rozmawiać, jeśli tylko chcesz poznać o sobie prawdę. Poznać prawdę o sobie, to przygotować się bezpośrednio na intronizacje Prawdy o miłosierdziu Jezusa. Kiedy więc zasiądziesz przed bramami Biblii, na pewno już po kilku minutach zaczniesz odczuwać opór, który będzie ci się wydawał nudą, ale to jest po prostu lęk przed głębią, niepokój ryzyka poznania siebie i Jego. Strach przed pojawieniem się relacji z samym Jezusem. Szukasz Jezusa, ale najpierw musisz znaleźć siebie. Tym bardziej, że zapewne męczy Cię ciągłe UDAWANIE KOGOŚ I NIEUSTANNE UCIEKANIE PRZED SOBĄ.
Doświadczenie medytacji jest jednym z najbardziej cennych doświadczeń, uczących pielgrzymowania z drugim człowiekiem. Uczy obecności, otwartości, uwagi a jednocześnie zamyka usta przypominając nam o tym, że wcale nie zawsze najważniejsze jest to, co mówimy, ale to, że jesteśmy.
Droga do światła
Wyrywanie z ciemności nie jest łatwe, ale moc światła jest najsilniejsza. Aby przejść proces oczyszczania, być uwolnionym należy się otworzyć na miłość i chcieć zastosować do jej prawd. Na drodze naszego nawrócenia bardzo ważne jest realizowanie w najdrobniejszych codziennych wyborach pragnienia aby służyć Bogu w miłości i prawdzie. Takie pragnienia otwierają drogę do światła, prowadzi do przezwyciężenia mocy ciemności w naszym życiu.
Przemień nasz niepokój w kojącą ciszę.
Przemień nasze zatroskanie w spokojną ufność.
Przemień nasz lęk w nieugiętą wiarę.
Przemień naszą gorycz w słodycz Twej łaski.
Przemień mrok naszych serc w delikatne światło.
Przemień naszą obojętność w serdeczną życzliwość.
Przemień naszą noc w Twoje światło.
Przemień zimę naszych dusz w Twoją wiosnę.
Wyprostuj nasze krzywe drogi, wypełnij naszą pustkę.
Oczyść nas z pychy, pogłębij naszą pokorę.
Rozpal w nas miłość, zgaś w nas zmysłowość.
Spraw, abyśmy widzieli siebie, jak Ty nas widzisz.
Abyśmy mogli poznać Ciebie, jak to obiecałeś.
I byli szczęśliwi według Twego słowa:
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Droga do Tajemnicy
* * * * * * *










