Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Jesteśmy dziećmi przyzwyczajenia…

Jezus przyszedł z uczniami swoimi do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów».

A uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: «Ma Belzebuba i mocą władcy złych duchów wyrzuca złe duchy».

Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: «Jak może Szatan wyrzucać Szatana? Jeśli jakieś królestwo jest wewnętrznie skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc Szatan powstał przeciw sobie i jest z sobą skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i dopiero wtedy dom jego ograbi.

Zaprawdę, powiadam wam: Wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego». Mówili bowiem: «Ma ducha nieczystego».

Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać.

A tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze szukają Ciebie».

Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?»

I spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką». [Mk 3, 20-35]

Tajemnica zła, zawsze fascynowała człowieka, być może jest to wynikiem dziedzictwa grzechu, który w sobie nosimy!? Pismo Święte nie pozostawi jednak złudzeń – fascynacja tym, co dzisiejsza Ewangelia określa mianem „Belzebub”, „szatan”…  jest zawsze groźna i zawsze niebezpieczna dla człowieka.

Żyjemy w czasach, w których dużo trudniej mówić nam o osobowym złu niż poprzednim pokoleniom. Raczej jesteśmy skłonni myśleć o jakiejś symbolicznej personifikacji zła obecnego w świecie i wśród nas samych. Zwłaszcza, że współczesna kultura próbuje nas oswajać z szatanem, zakłamując prawdę, że jest on odwiecznym wrogiem Boga i człowieka (por. bijący rekordy film „Lucyfer”)

Księga Rodzaju przynosi nam dzisiaj cenną wskazówkę. Bóg pyta, zarówno mężczyznę, jak i kobietę o popełniony czyn i jego motywy, do węża, który ich sprowokował, nie ma żadnych pytań. Widać sprawa jest oczywista – tyle, że nie dla nas. Relacja między Bogiem i diabłem dzieje się poza nami. Stąd refleksja teologów: tragedia losu ludzkiego wzięła się stąd, że ludzie przyłączyli się do zła istniejącego na jakimś wyższym, niedostępnym poziomie, a zatem sami nie potrafią się już od niego uwolnić. I co gorsza, nasze tak dotkliwie bolesne uczestnictwo w tej tajemnicy zła ma charakter dziedziczny: nikt z nas (oprócz jednej Maryi) nie jest wolny od niego.

Greckie słowo „diabeł”, podobnie jak hebrajskie „szatan”, oznacza przeciwnika: w Piśmie Świętym jest to „przeciwnik” człowieka, który najpierw kusi go do popełnienia zła, a następnie oskarża przed Bogiem za to zło, do którego sam go namawiał. A skoro jest oskarżyciel potrzebujemy też obrońcy. I Bóg znając sposób działania złego ducha, daje nam najlepszego Obrońcę – Jezusa. Jan uzasadnia to mówiąc: „Syn Boży ukazał się po to, aby zniszczyć dzieła diabła” (1 J 3, 8).

Słowo Boże niesie nadzieję: „Ten, który wskrzesił Pana Jezusa, i nas wskrzesi razem z Jezusem i postawi przed sobą razem z wami. (…) Chociaż nasz człowiek zewnętrzny niszczeje, to nasz człowiek wewnętrzny odnawia się każdego dnia”. Ale warunkiem tej nadziei jest zawierzenie Bogu, które przejawia się w posłuszeństwie wiary: „Kto nie uwierzy, ten skazuje się na potępienie” (Mk 16, 16) tez zaś, „Kto wypełnia wolę Boga, ten jest moim bratem, siostrą i matką”.

Odmowa „przyjęcia wiary w Jezusa” blokuje człowiekowi drogę do przyjęcia zbawienia a i Boga czyni poniekąd bezsilnym wobec naszych wyborów, bo On nie chce działać wbrew naszej wolności, którą sam nas obdarował. Z postawą odrzucenia wiary łączy się grzech przeciw Duchowi Świętemu – o którym wspomina dziś Jezus – jest on wyrazem wewnętrznego oporu i świadomym odrzuceniem zbawienia z wszystkimi jego konsekwencjami.

Bardzo głęboko kwestię tę wyjaśnia św. Jan Paweł II w encyklice Dominum et vivificantem.

Tę odmowę wiary w Jezusa widać ze strony Jego adwersarzy – Uczonych w Prawie. Przeciwnicy Jezusa, żeby uzasadnić swoją niewiarę w Jego mesjańska misję wytaczają dziś inne, przedziwne a wręcz nielogiczne argumenty. Ich zdaniem, Jezus jest opętany. Działa wbrew Bogu, pod wpływem szatana. Dlaczego? Ponieważ ten dziwny Nauczyciel zaczyna wprowadzać nowe porządki: siada do stołu z celnikami – a więc burzy ustalone konwencje społeczne. W sytuacji kiedy uczeni w Prawie spędzają czas głównie na dzieleniu włosa na czworo i mnożeniu przepisów dotyczących szabatu, Jezus mówi, że szabat jest dla człowieka, a nie na odwrót. Zakłóca więc religijny porządek. Ponadto, trochę za dużo jak dla nich tych uzdrowień, cudów i tłumów ciągnących za Nim. To niewątpliwie wzbudzało w nich zazdrość z powodu możliwości utraty ich władzy i pozycji.

Oczywiście, uczeni i faryzeusze też działają w imię dobra, zgodnego z odczytaną przez nich interpretacją Prawa. Czują się wyzwani przez działania Jezusa. Przecież pilnują porządku, służą ludowi. Pofatygowali się do Kafarnaum aż z Jerozolimy, a na taką podróż potrzeba było wówczas kilka dni. A więc to dla nich ważna sprawa. Bronią dotychczasowych form religijności, szukają spokoju i stabilizacji. Działają jednak w zaślepieniu: dobro nazywają złem, aby wymówić się od własnego nawrócenia i otwarcia na to, co nowe.

To pokazuje jak daleko człowiek potrafi się posunąć dla zachowania swojego status quo.

Chrystus przestrzega jednak przed zbyt pochopną oceną ludzkiego działania, która rodzi się z zazdrości i zawiści. Ta nigdy nie będzie ani dobra ani obiektywna.

Niestety uczeni w Prawie bardzo przypominają nas samych w sposobie patrzenia na innych. Każde odejście od rutyny i schematu niepokoi. Jesteśmy dziećmi przyzwyczajenia…

Nadto szukamy szybkiego i nieskomplikowanego wyjaśnienia tego, co odbiega od normy, jakkolwiek byśmy ją pojmowali. Jesteśmy też podatni na impulsywne, często niesłuszne, skojarzenia, domysły i oskarżenia. Słowo Boże właśnie na to zwraca naszą uwagę, bo często nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Podobnej pokusie szybkiej i impulsywnej oceny zachowania Jezusa ulegają dziś Jego bliscy, którzy widząc Jego zaangażowanie, trud, zmęczenie mówią: „odszedł od zmysłów”. Tyle, że ich w przeciwieństwie do uczonych w Prawie można zrozumieć, bo robią to z troski o Jezusa i Jego zdrowie, ci drudzy zaś z czystej i wyrachowanej zawiści i zazdrości, która uspokoi się dopiero, gdy zaprowadzą Jezusa na krzyż.

Kiedyś myślałem, że to, co nas najbardziej oburza, to złe zachowanie ludzi. Dzisiaj nie jestem już tego taki pewien.

Jeśli jakiś uczeń zacznie się pilniej przykładać do nauki, koledzy i koleżanki w pierwszej chwili przykleją mu łatkę kujona.

Jeśli pracownik staje się bardziej sumienny i twórczy, to pewnie obrał taktykę lizusostwa, bo pragnie się przypodobać szefowi.

Jeśli ktoś chce częściej pojawiać się na Eucharystii, może zostać okrzyknięty dewotem.

Nasza chęć naśladowania Jezusa zawsze naraża nas na oskarżenia ze strony innych. Jezus nie był postacią neutralną. I ktoś, kto chce być Jego uczniem i naśladowcą też nie może taki być!

Pamiętajmy o tym, aby zbytni konformizm nie naraził nas na to, że zamiast stawać się czytelnymi świadkami Ewangelii staniemy się letnimi i szukającymi jedynie świętego spokoju i komfortu współpracownikami pana tego świata.