Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Paraklet

W ostatnim, najbardziej uroczystym dniu Święta Namiotów Jezus wstał i zawołał donośnym głosem:

«Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Rzeki wody żywej popłyną z jego wnętrza».

A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był dany, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony. (J 7, 37-39)

Gdyby policzyć wszystkie zesłania Ducha Świętego opisane w Ewangeliach i Dziejach Apostolskich, zebrałoby się ich przynajmniej kilka. I nie są to analogiczne opisy tego samego wydarzenia. Każde z nich jest inne, jedyne i niepowtarzalne.

Ewangelia Jana zaprasza nas dziś ponownie do Wieczernika w dniu zmartwychwstania. Jesteśmy świadkami spotkania, podczas którego Jezus „tchnie” na Apostołów, mówiąc do nich: „Weźmijcie Ducha Świętego”.

Dlaczego właśnie to wydarzenie, jakim było zesłanie Ducha Świętego przykuwa naszą uwagę równie mocno jak Zmartwychwstanie? Otóż najprostszą odpowiedzią byłaby ta, że jest to wydarzenie niezwykłe, oryginalne i z tej racji doskonale wpisuje się w mentalność współczesnego odbiorcy.

Bo czy nie jest trochę tak, że żyjemy w czasach mających obsesję na punkcie oryginalności i niepowtarzalności!? Im bardziej coś jest niezwykłe, niespotykane, jeszcze nieodkryte, a najlepiej szokujące swoją nowością, tym lepiej i tym łatwiej przyciąga uwagę innych. Taka musi być sztuka, taka musi być popkultura, technologia i – co najważniejsze – taki musi być człowiek.

Nie tak dawno słyszałem (chyba dosyć smutną) odpowiedź pewnej nastolatki, maturzystki z renomowanej szkoły społecznej w Warszawie, która zapytana o to „dlaczego tak bardzo chce być oryginalna, chce być – jak to się mówi w języku ludzi młodych – trendy?”, stwierdziła wprost, że: „Jeśli jesteś zwyczajny, niczym się nie wyróżniasz i nie nadążasz za współczesnymi trendami, to nic nie znaczysz!”.

Oczywiście nie chodzi o oryginalność dla samej oryginalności, chodzi o odkrycie własnego „ja”, własnej niepowtarzalności, czegoś wyjątkowego, co jest w każdym gdzieś głęboko schowane.

Jakiś czas temu odwiedzając mojego kolegę kapłana pracującego w duszpasterstwie akademickim w Londynie zauważyłem, że na autobusach miejskich umieszczono hasło: „Słuchaj własnego serca i podążaj za jego natchnieniami”.

W sumie brzmi nieźle i zapewne udałoby się ten slogan obronić niejednemu religijnemu liderowi, gdyby nie fakt, że słowo Boże mówi na ten temat zupełnie coś innego.

W dzisiejszej Ewangelii stoi bowiem czarno na białym, że Duch Święty po odejściu Jezusa do nieba nie będzie mówił niczego od siebie, tylko będzie powtarzał po Synu Bożym. Z ludzkiego punktu widzenia może nam się wydawać, że Duch Święty nie da ludziom nic oryginalnego i swojego, ale weźmie z tego, co Jezusowe i tym będzie ich obdarzał.

Co ciekawe, gdybyśmy sięgnęli do wcześniejszych fragmentów Ewangelii okazałoby się, że z Jezusem sprawa miała się bardzo podobnie. Wielokrotnie powtarzał, że mówi tylko to, co usłyszał od Ojca, i robi tylko to, co widział u Ojca.

Przeciętna uniwersytecka komisja egzaminacyjna słuchając tych słów mogłaby z czystym sumieniem orzec, że w Trójcy Świętej są sami plagiatorzy i odtwórcy. Jezus mówi to, co Ojciec; Duch Święty mówi, to co Jezus i Ojciec… Gdzie tutaj miejsce na ulubioną przez współczesne pokolenie oryginalność i innowacyjność?

Otóż ta oryginalność polega właśnie na tym, że dzięki Duchowi Świętemu dowiadujemy się, że prawda jest tylko jedna, a jej oryginalna wersja, jest w Bogu Ojcu, który jest początkiem wszystkiego, jest stwórcą każdego bytu, a więc wszystkie pomysły – nawet te najbardziej innowacyjne – pochodzą od Niego.

Ten fakt daje nam – chrześcijanom – poczucie ogromnej wolności, wypływającej z faktu, że niczego nie musimy udowadniać i niczego bronić. Prawda jest jedna i nie da się jej zakrzyczeć różnego rodzaju przemijającymi pseudo-filozofiami. Już w latach 60-tych XX wieku, kanadyjski filozof Herbert McLuhlan prorokował: „rozwój mass-mediów uczyni ze świata globalną wioskę, a tym, co może okazać się największą przeszkodą w zrealizowaniu tego projektu na modłę określoną przez największe światowe koncerny oferujące poczucie pseudo-wolności ukrytej pod hasłem globalizacji jest… PRAWDA”.

Jedyne, co powinniśmy zrobić, jako uczniowie Chrystusa, to żyć prawdą, której źródłem jest Duch Święty działający w naszych sercach. A możemy to uczynić jedynie wówczas, gdy staniemy się ludzi autentycznej modlitwy i kontemplacji, które zapraszając nas do „zejścia w głąb” siebie pozwolą Duchowi Świętemu prowadzić nas do prawdy. I w tym sensie warto słuchać własnego serca, pod warunkiem, że ono też słucha Boga, który do niego przemawia.

Jak zwykł mawiać znany niemiecki teolog XX-wieku Karl Rahner: „Chrześcijanin XXI wieku, albo będzie człowiekiem kontemplacji, albo go w ogóle nie będzie” i pozwoli się ponieść prądom współczesnych ideologii i konsumpcji.

Warto dziś zadać sobie pytanie: Czy wolę gonić za nowinkami i newsami, którymi nieustannie świat karmi nieposkromioną ludzką ciekawość – czy wolę zasłuchać się w szept Ducha Świętego, który jest jedynym źródłem prawdy?

Tylko żyjąc prawdą, której źródło odnajdujemy w Bogu i w Jego Słowie, w które wsłuchujemy się wytrwale każdego dnia możemy oprzeć się kłamstwu współczesnego świata i pana tego świata i autentycznością naszego życia opartego na prawdzie, wierze i miłości zmusić do milczenia niewiedzę ludzi głupich – do czego zachęca nas św. Piotr Apostoł w swoim Liście (por. 1P 2,15).  

I tylko ktoś, kto szuka w Bogu, może znaleźć w bliskości z Nim swoją prawdziwą oryginalność i wyjątkowość. Szukając potwierdzenia naszej wyjątkowości w świecie lub w sobie, znajdziemy jedynie skrawki tego, kim naprawdę jesteśmy.

Twórczość i kreatywność Boga Ojca nie mają końca, więc każdy Jego byt i dzieło są niepowtarzalne – dlatego ktoś, kto szuka u Niego, nigdy nie przestanie się dziwić.

Jak wspomniano na początku Zesłanie Ducha Świętego nie było jednorazowym aktem, który miał miejsce w dniu Pięćdziesiątnicy.

Gdyby spojrzeć na historię Kościoła, także tego, którego częścią jesteśmy my sami, nie sposób policzyć wszystkich zesłań Ducha.

Z tego rodzi się jeden wniosek: Duch Święty jest pośród nas i nieustannie zstępuje na kolejne pokolenia uczniów Chrystusa. I tak, jak różni jesteśmy my sami i zadania, przed którymi stajemy, tak różne są dary Jego łaski, jakiej nam nieustannie udziela.

Byle byśmy na te Jego zesłania, w których On pragnie się nam udzielać zawsze pozostawali otwarci.