Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Zaczerpnąć ze zdroju zbawienia

Jan Chrzciciel tak głosił: «idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby schyliwszy się, rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym».

W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na Niego. A z nieba odezwał się głos: «Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie». (Mk 1, 7-11)

Święto Chrztu Pańskiego kończy liturgiczny obchód okres Bożego Narodzenia. Pomyślałem sobie, że minął tak szybko, jak minie i nasze życie… Medytacja dzisiejszych czytań przenosi nasze spojrzenie z niezwykłego przyjścia na świat Jezusa i wczesnego dzieciństwa na same początki Jego działalności publicznej rozpoczętej właśnie od chrztu udzielonego Mu przez Jana Chrzciciela w wodach Jordanu. Jezus nie musiał tego robić – co słusznie zaznacza Jan w Mateuszowej odsłonie tej historii. Poddanie się temu obrzędowi podkreślało Jego solidarność ze mną i z Tobą, którzy potrzebujemy chrztu. Solidarność w miłości i lekcję pokory… I znów jako pierwszy doskonale odczytuje tę lekcję Jan Chrzciciel stwierdzając: „Trzeba, aby On wzrastał, ja natomiast abym się umniejszał” (J 3, 30) To również program na nasze życie, na nasze chrześcijaństwo…

Czytanie z Księgi Izajasza, które nawiązuje do codziennych ludzkich potrzeb, podkreśla, że nie można poprzestać jedynie na ich zaspokajaniu. Istnieje bowiem w człowieku głębszy głód, a mianowicie głód Boga. Przynaglając do zaspokojenia tego głodu, prorok woła: „Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko!” (Iz 55, 6). Szukanie Boga jest odpowiedzią na Jego miłość, uzdalniającą do przyjęcia przebaczenia i miłosierdzia, ale też do odkrywania Jego obecności w naszym życiu. Bez zaspokajania tego wewnętrznego głodu ryzykujemy, że staniemy się duchowymi anorektykami, próbując go oszukać i uciszyć jedynie substytutami, które nas nie nakarmią. Czy czasem nie postępujemy podobnie. Tymczasem łaska Boża nigdy nie jest bezowocna. Nawet jeżeli jedni odmawiają jej przyjęcia, to wydaje ona owoce w życiu tylu innych. Czy wydaje je także w moim życiu?…

Dzisiejsza Ewangelia według św. Marka z jednej strony uwypukla pokorę Jana Chrzciciela. Przypominają mi się w tym miejscu słowa z najnowszej płyty Marcina Stycznia, które wyśpiewał wprawdzie dla innego świętego (bł. Michał Giedroyć): „Mistrz drugiego planu”. Czy nie można by tych słów z powodzeniem odnieść do św. Jana Chrzciciela. To piękne powołanie. Także nasze powołanie. Być mistrzem drugiego planu, aby Jezus mógł być zawsze na pierwszym miejscu.

Z drugiej strony dzisiejsza Ewangelia ukazuje prawdziwą tożsamość Jezusa: „Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1, 11). U progu swej działalności Jezus zostaje uwiarygodniony na dwa sposoby: przez Jana – po ludzku – oraz przez Boga – w sposób nadprzyrodzony. Potem potwierdzeniem prawdziwości mesjańskiej misji Chrystusa stanie całe Jego życie, Jego działalność aż po osiągnięcie apogeum w Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu.

Papież senior Benedykt XVI powiedział: „O ile Boże Narodzenie i Objawienie Pańskie mają przede wszystkim uczynić nas zdolnymi do widzenia, otworzyć nam oczy i serca na tajemnicę Boga, który przychodzi, aby być z nami, to święto chrztu Jezusa wprowadza nas, rzec można, w codzienne osobiste relacje z Nim. Istotnie, przez zanurzenie się w wodach Jordanu Jezus zjednoczył się z nami”. Przez chrzest w Jordanie Jezus zbudował most między sobą a nami. Żyjąc zgodnie ze zobowiązaniami przyjętymi na chrzcie, mamy kroczyć drogą Jezusa, drogą nieustannego szukania Boga i pokornego posłuszeństwa Jego świętej woli, która – zgodnie ze słowami św. Jana z jego Pierwszego Liście – „nie jest ciężka” dla kogoś, kto kocha Boga.

Jak wspomniano Jezus nie potrzebował chrztu, ale przyjął go ze względu na nas. Mówi bowiem św. Paweł: „To zaś, co niegdyś zostało napisane, napisane zostało i dla naszego pouczenia” (Rz 15, 4; por. 1 Kor 10, 11). Przez ten ewangeliczny opis możemy lepiej zrozumieć, co się dzieje w czasie udzielania sakramentu chrztu nam. Niebo się otwiera, Duch Święty zstępuje, a Bóg mówi: „Tyś jest moim umiłowanym dzieckiem, w Tobie mam upodobanie”. Dawniej nie myślałem w ten sposób o moim chrzcie, że było to tak niesamowite wydarzenie, do którego wciąż mam się odnosić i do niego powracać. Dzisiaj przeżywam go co roku, jako rocznicę powtórnych urodzin!

Dzisiejszy dzień jest okazją do tego, żeby podziękować za nasz chrzest. Zresztą, gdybyśmy byli świadomi tego, co nam przyniósł, nie przestawali byśmy dziękować!

Przez chrzest zanurzeni zostaliśmy w Jezusa, w życie Jezusa, w misję Jezusa, w Jego śmierć i zmartwychwstanie. Zanurzeni w Jego chwałę. Jest to niezwykła tajemnica naszej wiary i naszego życia: naszego życia w Jezusie – życia Jezusa w nas. Pięknie ubierze to w słowa św. Paweł: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie”. (Ga 2,20) W moim cierpieniu, przed którym przecież nie ucieknę, jest Jego zbawcze cierpienie. W śmierci, której się czasem boję, będzie Jego umieranie. Tam spotkam Jezusa, gdzie są krzyż, cierpienie i śmierć. On przeszedł ze śmierci do życia i mnie przeprowadzi, będzie to też moje przejście, moja pascha. Głęboko w to wierzę.

Chrzest włącza nas w najprawdziwszą relację jaka istnieje między Bogiem a człowiekiem. Ważne jest tylko byśmy jej nie zaniedbywali.

Chrzest daje nam prawo zwracać się do Boga: „Abba, Ojcze”. Dlatego, że Jezus jest naszym Bratem, a my jesteśmy dla siebie rodzeństwem, zrodzonym we Krwi i w Ciele Jezusa, choć tak często o tym zapominamy. Tymczasem św. Jan powie, że to wystarczający powód do wzajemnej miłości i jedności między nami. Jakże inny był by świat, jakże inaczej wyglądałby nasze domy, miejsca pracy, spotkania rodzinne, gdybyśmy podzielali myślenia św. Jana. Myślę, sobie, że dopiero w tym kluczu możemy zrozumieć wszystkie wydarzenia naszego życia. Wiara i miłość dają nam klucz do właściwej realizacji naszego życia. Temu, kto próbuje to robić wedle innego klucza nie może się udać. Owszem może w wymiarze doczesnym, ale nigdy w wymiarze duchowym i wiecznym. Pierwsza w tym kluczu swoje życie przeżyła Maryja, stając się dla nas Nauczycielką życia.

Tegoroczne święto Chrztu Pańskiego przeżywamy w dziwnym klimacie: naznaczonym pandemią, ale i dającą się coraz bardziej słyszeć agresją (już nie tylko słowną), nie rzadko – jak w przypadku naszego kraju – także antychrześcijańską czy antykościelną naznaczoną atakami na kościoły, mnożące się apostazje (często nieprzemyślane i sterowane przez argumenty skopiowane z Internetu, co daje się odkryć w rozmowach z wypisującymi się z Kościoła). Argumenty są różne i wciąż te same: hipokryzja Kościoła czy ludzi Kościoła, księża i ich postawy etc. W takich sytuacjach zawsze przypominają mi się mądre zdanie, że „kto odchodzi z Kościoła z powodu człowieka nigdy nie wszedł tam ze względu na Chrystusa”. A ja kocham mój Kościół ten pełen ludzkich słabości, potykający się o grzechy swoich dzieci, bo dla mnie fakt, że ludzie ze swoimi słabościami jeszcze nie rozwalili Kościoła jest najlepszym dowodem na to, że jest on dziełem Ducha Świętego i nie jest muzeum dla świętych, ale przystanią dla grzeszników, którzy dopiero dzięki mocy działającego w nim Boga mają szansę stać się świętymi, ale nigdy bez Niego!

Mnie zawsze zadziwia to, jak łatwo niektórzy ochrzczeni odrzucają to, co pochodzi od Boga. Idą natomiast za podszeptami ideologów uzurpujących sobie Jego miejsce w ich życiu i w świecie… Oczywiście każdy choć trochę znający historię człowieka i dzieje zbawienia wie, że u początków tej uzurpacji znajduje się aroganckie nieposłuszeństwo pierwszych ludzi wobec Boga. Zatem spoglądając na to, co można zaobserwować w dzisiejszym świecie chciałoby się rzec: nihil novi! Wprawdzie sprzeciw wobec Boga ma bardzo dawny rodowód, ale za to nie ma żadnej obiecującej przyszłości!

Żeby jednak zakończyć to rozważanie czymś optymistycznym i nie dać się ściągnąć w dół tym, którzy wieszczą koniec epoki chrześcijaństwa: dziękujmy za dar chrztu świętego i jakby na przekór panu tego świata, który na różne sposoby próbuje pokazać swoje kły i pazury, żeby nas nastraszyć starajmy się jeszcze obficiej czerpać ze zdrojów zbawienia. Tam jest nasza ostateczna nadzieja i nasze zwycięstwo!