Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Dobrze jest się rozczarować…

Gdy Jezus ukazał się swoim uczniom i spożył z nimi śniadanie, rzekł do Szymona Piotra: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?” Odpowiedział Mu: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego: „Paś baranki moje”.

I powtórnie powiedział do niego: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?” Odparł Mu: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego: „Paś owce moje”.

Powiedział mu po raz trzeci: „Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?” Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: „Czy kochasz Mnie?” I rzekł do Niego: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego Jezus: „Paś owce moje.

Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz”.

To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: „Pójdź za Mną!” (J 21, 15-19)

Dzisiejsza Ewangelia to dobra nowina dla wszystkich zniechęconych. Dla każdego, kto przeżywa podobne emocje jak Piotr. Zderzył się on z bolesną prawdą o sobie, że zdezerterował wówczas, gdy winien był przyznać się do Jezusa przed światem. Historia Piotra to także smutna prawda o naszej kondycji duchowej, o naszym wycofywaniu się ze ścieżki dobra. Ta prawda ujawnia się w trudnych sytuacjach prób, którym nie umiemy podołać.

Mnie osobiście rozmowa Jezusa z Piotrem przypomina inną rozmowę – marnotrawnego syna z miłosiernym ojcem.

Być może Piotr odkrywa, że miażdżące poczucie winy nie pochodzi od Boga, ale jest owocem fałszywego obrazu siebie. Dzięki rozmowie z Jezusem Piotr ma okazję odkryć, że porażka to nieunikniona część naszego życia. Dzięki temu św. Piotr będzie mógł później napisać w swoim liście: „Miłość zakrywa wiele grzechów” (1 P 4,8). Właśnie miłość naprawiła w duszy Piotra to spustoszenie, jakie spowodował w nim grzech zaparcia się.

Na drodze życia duchowego dobrze jest się czasem sobą rozczarować, by móc potem za św. Pawłem powiedzieć nie przypisując sobie sukcesów: „To za łaską Boga jestem tym, czym jestem (…) pracowałem, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną. (por. 1 Kor 15,10) Jak bardzo te słowa pasują do doświadczenia medytacji.

Dobrze jest się rozczarować światem, żeby doświadczyć, że Tym, który człowieka nigdy nie rozczaruje jest jedynie Bóg.

Dobrze jest się też rozczarować swoją modlitwą, w której chcielibyśmy być autorami i reżyserami, po to, aby dać w niej większe pole do działania Bogu. Wówczas nasza modlitwa ma szansę stać się mniej dyskursywna a bardziej otwarta na kontemplację, czyli zatopienie się w Bogu przy którym – jak pisze Jan Kasjan – człowiek odkrywa tak wielką wolność, że zaczyna do tego doświadczenia tęsknić, chcąc trwać w nim bez końca.

Kasjan uważał, że najwyższa forma modlitwy odbywa się bez wyobrażeń i słów. To, co nam towarzyszy to prosta modlitewna formuła, która także jest jedynie narzędziem służącym dalszemu wstępowaniu. Jej działanie polega na tym, że wiążąc nasz umysł uczy nas ona przekraczać wszystko, co podlega zmysłom i podnosi modlącego się do wyższej świadomości. „Tą drogą dusza dochodzi do czystej modlitwy, w której umysł nie tworzy już żadnych obrazów, język nie wypowiada słów a dusza płonie ogniem pełnego miłości zachwytu. W tym stanie dusza wznosi się ponad to, co widzialne ku Bogu”. (Rozmowy z Ojcami) Tego właśnie doświadczamy w medytacji monologicznej, jaką praktykujemy.

Kiedy puszczamy stery modlitwy, pozwalając na to, aby tym, który nią kieruje był Duch, zaczynamy doświadczać – bez jakiegoś napinania się –  że pewne sprawy toczą się swoim naturalnym rytmem i biegną w określony sposób. Dzieje się tak dlatego, że ziarno modlitwy zostało już zasiane w nas w chwili chrztu i ono wie jak rosnąć. Najlepiej zatem nie komplikować – jak pisze Merton – a jedynie dbać o glebę. Robić to, co się robi, trzymać się każdego dnia tej modlitwy a wówczas Bóg będzie dokonywał reszty. Jak u św. Pawła teraz widzimy niewyraźnie, dopiero w przyszłości zobaczymy wszystko w pełni. Jednym z najpiękniejszych doświadczeń modlitwy monologicznej (Jezusowej) jest to, że najcenniejsze rzeczy powstają wówczas, kiedy sobie tego nie planujemy. Jeśli zatem czegoś teraz nie wiem i nie rozumiem, to najwyraźniej nie muszę.  Medytacja uczy najważniejszego – mieć spojrzenie utkwione w Jezusie. To On jest Przewodnikiem. Bez tego będziemy poruszali się w życiu po omacku. 

Niedosyt medytacji

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, zostaje wycięte i wrzucone w ogień. A więc: poznacie ich po ich owocach». (Mt 7, 15-20)

Ta Ewangelia wydaje się nader aktualna w dzisiejszych czasach pluralizmu, w jakich żyjemy. Jezus broniąc proroków obcych, którzy nie należą do Jego uczniów, przy okazji czego wypowiedział słynne zdanie: „Kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami” (Łk 9,50; Mk 9,43), zarazem ostrzega nas przed prorokami fałszywymi.

Chrystus odsłania w ten sposób różnicę między pluralizmem autentycznym i nieautentycznym. Pluralizm autentyczny wynika z wiary, że wszyscy ludzie są zdolni do poszukiwania prawdy i w różnorodny sposób ją znajdują (o tym pisał już św. Tomasz z Akwinu, czy konstytucja Nostra Aetate Soboru Watykańskiego II. Autentyczny pluralizm potrafi uszanować prawdę u innych, nie lęka się też asymilować cudzej prawdy, jeżeli tylko rzeczywiście jest to prawda.

Natomiast pluralizm nieautentyczny jest to otwarcie się na wszelkie możliwe poglądy – bez zastanawiania się nad tym, czy są one prawdziwe, czy nie, czy służą ludzkiemu rozwojowi, czy też destrukcji. Słowa Pana Jezusa o fałszywych prorokach przypominają nam, że niestety istnieje coś takiego jak zatruwanie dusz, rozbudzanie niskich namiętności, nazywanie białym tego, co czarne, i czarnym tego, co białe.

Podpowiedź jak rozróżnić fałszywych proroków znajdujemy już w Księdze Jeremiasza – „Fałszywi prorocy dodają otuchy złoczyńcom, by nie porzucili swej złości” (23,14). Jedni robią to z całą otwartością inni skrycie, ale podstawowym kryterium ich rozpoznawania jest to, że nie chodzi im o prawdę i dobro.

Innym kryterium, po którym można rozróżnić fałszywych proroków, jest to, że lubią oni schlebiać swoim słuchaczom, przytakiwać złym nawykom i je usprawiedliwiać. O ile prawdziwi prorocy, pocieszając, wzywają do większego wysiłku, to fałszywi uczą pustego samozadowolenia lub biernego oczekiwania na lepsze czasy.

Natomiast samą istotą fałszywego prorokowania jest odwodzenie ludzi od Boga prawdziwego i przekonywanie do ulegania bożkom (konsumpcjonizm, kariera, samozadowolenie, przejawy różnego rodzaju duchowości, które wydają się mniej wymagające a bardziej egzotyczne niż Ewangelia).

Niestety żyjemy w czasach, w których owo zwodzenie przez fałszywych proroków przybrało na sile i co jeszcze smutniejsze temu zwodzeniu ulegają nierzadko chrześcijanie, co de facto oznacza, że uwierzyli, że może ich nasycić i przynieść poczucie szczęścia i spełnienia coś poza Bogiem. Pięknie o tym pisze autor książki, którą właśnie czytam p. t. Hewel, wszystko jest ulotne oprócz Boga.

Odwołując się do nauczania Ojców Kościoła autor przypomina, że „dla duszy człowieka wierzącego najlepszy jest niedosyt, pewna niewystarczalność. Dzięki temu można pozbywać się diabelskiego przekonania, że wszystko zależy ode mnie, od mojej pracy, planów, decyzji.” Jakże kłóci się to z mentalnością fałszywych proroków, którzy głoszą coś wręcz przeciwnego i zachęcają nas do kolekcjonowania naszych sukcesów, przekonania o naszej mocy, samowystarczalności, które skutecznie odbierają nam pokój ducha, bo idąc za tą filozofią cierpimy na ciągły niedosyt i ciągle chcielibyśmy więcej i więcej pieniędzy, sukcesów, uznania, władzy, przyjemności…

Praktyka medytacji monologicznej uczy nas właśnie tego oderwania od „kolekcjonowania” osiągnieć naszego ego. W tej praktyce wiemy, że nic nie zależy od nas. Oparcie się na jednym, powtarzanym w kółko wezwaniu może przynosić poczucie pewnego niedosytu, ale uświadamia nam, że Pan Bóg nie potrzebuje wiele, potrzebuje jedynie otwartości naszego serca, po to, aby dokonać jego przemiany. A czyni to najskuteczniej wówczas, gdy jak pisze Mistrz Eckhart: „Potrafimy wyrzec się samych siebie, po to by powierzyć siebie z całkowitym zaufaniem działaniu Ducha Świętego, gdyż On lepiej niż my troszczy się o nasze życie wewnętrzne i On również wie jaką drogą doprowadzić nas do prawdziwego pokoju serca” .

„Każdy człowiek ma w sobie czystą, niezmąconą głębie, gdzie mieszka Bóg. Panuje tam całkowita cisza. Tu wszystko jest zdrowe, tu także goją się rany, jakie zadało nam życie. Do tego obszaru nie ma dostępu żaden inny człowiek, to najintymniejsza przestrzeń w nas. Dlatego nie jest możliwe w pełni żyć życiem Bożym (i uchronić się przed zgubnym wpływem fałszywych proroków współczesnego świata – przypis autora), jeśli się nie rozluźni kontaktów z zżyciem doczesnym. () Podobna zasada obowiązuje w sferze ducha. To proces stopniowego oczyszczania się, rezygnowania z czegoś na rzecz większego dobra”. (Hewel). A wszystko zaczyna się – jak uczy Jan Kasjan – od porzucenia „bogatych i rozległych myśli”, które łatwo nas zwodzą. To właśnie od porzucenia myśli rozpoczyna się wejście w doświadczenie medytacji, która uczy nas zgody na to że są w życiu sprawy, którym powinniśmy pozwolić umrzeć, aby móc żyć pełniej i przynosić obfitsze owoce.

ZAPROSZENIE NA FESTIWAL: DUCHOWOŚĆ – REKAPITULACJE

Zapraszamy do udziału w drugiej edycji festiwalu „Duchowość – rekapitulacje”, zatytułowanej „Jezus spotyka Buddę”.

Festiwal odbędzie się w dniach 22-26 czerwca w Kielcach. W ramach wydarzenia zapraszamy do uczestnictwa w odosobnieniu medytacyjnym „Cisza miasta”. Odosobnienie medytacyjne odbędzie się w Kielcach od czwartku, 23 czerwca, od godz. 20.00, do soboty, 25 czerwca, godz. 14.00. Prowadzącymi będą roshi Stefan Bauberger i Bogdan Białek.

Medytacje odbywać się będą w Instytucie Kultury Spotkania i Dialogu, przy ul. Planty 7, natomiast noclegi i posiłki należy zapewnić sobie we własnym zakresie. Udział w odosobnieniu jest bezpłatny, obowiązują jednak zapisy i limitowana liczba osób. Zapisy do 30 maja na adres stowarzyszeniekarskiego@gmail.com . Prosimy o podanie swojego numeru telefonu.

Plan całego Festiwalu:

22 czerwca, środa

Godz 17.00 wykład dr. Alexandra Poraj-Żakieja, „Zen, Mindfulness, Medytacja Chrześcijańska – co łączy, co dzieli?”

Godz. 18.30 rozmowa dr. Alexandra Poraj-Żakieja i dr. Jacka Prusaka SJ „Jezus spotyka Buddę”. Prowadzenie: Bogdan Białek.

23 czerwca, czwartek

Godz. 18.00 rozmowa roshiego Stefana Baubergera SJ, dr. Jacka Prusaka SJ, dr Jarosława Duraja SJ „Jezuita spotyka buddyzm”. Prowadzenie: Bogdan Białek.

23 czerwca, godz. 20.00 – 25 czerwca, godz. 14.00, odosobnienie medytacyjne „Cisza miasta”.

26 czerwca, niedziela

9.30 Medytacja dla Pokoju. Skwer przy pomniku „Menora” (ul. IX Wieków Kielc). Słowo wstępne: roshi Stefan Bauberger SJ.

11.30 Wernisaż wystawy zdjęć Andrzej Ziółkowskiego pt. „The Women and The Sacrum” („Kobieta i Sacrum”) i koncert Kinior & Makaruk.w Muzeum Dialogu Kultur (ul. Rynek 3)

Zaproszeni goście:

Stefan Bauberger – jezuita i mistrz zen, profesor filozofii, prowadzi swój ośrodek medytacyjny w Nordwald w Niemczech www.nordwaldzendo.de/index.php

Alexander Poraj- Żakiej – teolog i mistrz zen, następca Willgisa Jaegera, prowadzi ośrodek medytacyjny w Benediktushof www.benediktushof-holzkirchen.de/

Jacek Prusak – jezuita i psychoterapeuta, praktykuje medytację od wielu lat, pracuje w Akademii Ignacjanum i w Centrum Dobrej Terapii http://www.centrumdobrejterapii.pl/nasi…/jacek-prusak/

dr Jarosław Duraj SJ – jezuita, buddolog, uczeń mistrza Zen Kakichi Kadowaki SJ, wicedyrektor Macau Ricci Institute, wykłada na Uniwersytecie Św. Józefa w Macau (Chiny).

Andrzej Ziółkowski- fotografik, były członek Rady Przewodniej Światowej Wspólnoty Medytacji Chrześcijańskiej – WCCM

Katarzyna Rudkowska – jedna z pierwszych w Polsce kobiet ordynowana na księdza w Kościele Ewangelicko-Augsburskim, posługująca w Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Radomiu i Kielcach.

Małgorzata Kordowicz – pierwsza polska rabinka, posługująca w synagodze postępowej Ec-Chaim w Warszawie

Bogdan Białek – prezes Stowarzyszenia im. Jana Karskiego, założyciel i b. redaktor naczelny pism „Charaktery”, i „Medytacja”, prowadził Odrodek Medytacji i Dialogu „Melete”

Twórcza cisza

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. (Mt 6, 1-6. 16-18)

Ewangelia przewidziana na dziś jest nieco dłuższa, ale ja wybrałem fragment, który bezpośrednio dotyczy naszej praktyki a więc modlitwy.

Jezus uczący modlitwy jest praktyczny, podobnie jak Bóg, który stopniowo ukazuje nam prawdy o Nim i o nas. Gdyby Bóg się nie odsłonił przed człowiekiem, zarówno wiara, jak i teologia byłaby jedynie niej lub bardziej trafnym rozprawianiem o wytworach naszych wyobrażeń o Nim. Historia zbawienie począwszy od Abrahama to czas, kiedy Bóg coraz bardziej się zbliżał do człowieka, pokonując dystans, który nas od Niego oddzielał a który między innymi stał się skutkiem grzechu;  aż ostatecznie zbliżył się do nas najbardziej jak mógł – w Jezusie a potem w Duchu Świętym, o którym w ostatnią niedzielę Ewangelia mówi, że „On nas wszystkiego nauczy i doprowadzi nas do całej prawdy” [J 16,13] . Innymi słowy można powiedzieć, że z Boga, którego człowiek przez wieki szukał na zewnątrz stał się Bogiem, którego możemy odnaleźć w sobie, którego obecności możemy dotknąć dzięki działaniu Ducha Świętego w nas i modlitwie…

Dlatego też ta izdebka, o której mówi dzisiejsza Ewangelia obrazuje bardziej nasze serce niż jakieś zewnętrzne pomieszczenie. Boża obecność, którą możemy odnaleźć w sobie sprawia, że wszystko może być dla nas miejscem Boga, środowiskiem Jego obecności. Wystarczy, że wejdziemy do izdebki naszego serca, zamkniemy drzwi, czyli odetniemy się od tego, co chce odebrać naszemu sercu pokój i możemy stanąć wobec Jego obecności. Właśnie tego doświadczamy w medytacji.

Pamiętam, jak przez pięć lat jeździłem do technikum, w którym się uczyłem. Wtedy zaczynałem swoją drogę z medytacją. Droga zabierała mi blisko godzinę. Dokładnie od jednej pętli tramwajowej do drugiej. Wówczas siadałem sobie na ostatnim miejscu w wagonie, zamykałem oczy i medytowałem. Nie przeszkadzały mi żadne dźwięki na zewnątrz. Ten tramwaj, który każdego dnia dowoził mnie do szkoły i z powrotem był miejscem i czasem jednej z najpiękniejszych modlitw jakie wspominam.

Jeden ze starców z Góry Athos (starzec Efrem) w książce, którą ostatnio przeczytałem (Moje życie ze starcem Józefem) pisze, że jedną z postaw, która przybliża nas do Boga i niesie łaskę i pociechę dla duszy jest duchowa asceza umysłu i czujności – jest to droga, która rozpoczyna się od powstrzymywania się od nadmiaru hałasu i mówienia.

Dziś ta zasada wydaje się być prawdziwym wyzwaniem. Wyciszenie jest trudnym zadaniem dla człowieka, który większość swojego czasu pracuje umysłem. Służyć temu – zgodnie ze słowami starca – ma modlitwa Jezusowa. Ona jest doskonałą szkołą wyciszenia ludzkiego umysłu.

Dziś, gdy żyjemy w świecie rozbieganym, hałaśliwym, bombardującym licznymi informacjami, obrazami, słowami; nieustannie zmagamy się z problemem ciszy i skupienia.

Wszystko zdaje się przemawiać na naszą niekorzyść. Bardzo mało jest chwil wytchnienia, spokoju, czasu prawdziwego wyciszenia. Rzeczywistość wokół nas pędzi a my często dajemy się uwieść temu pędowi. Nie za bardzo wiadomo jak się do tego wszystkiego ustosunkować. Nikt nie chce zostać w tyle, a jednocześnie czujemy, że coś jest nie tak, że czegoś nam brakuje, że potrzeba zmiany proporcji, że człowiek potrzebuje spokoju, którego nie powinno się burzyć.

To wyciszenie znajdujemy w medytacji. I każdy, kto oddaje się tej praktyce na co dzień może powiedzieć jak bardzo ono na karmi. Siadanie w ciszy wypełnionej jedynie oddechem i powtarzanym w jego rytmie wezwaniem wprowadza stan spokoju, który pozwala by ustąpiły zewnętrzne i wewnętrzne przyczyn zamieszania. To przestrzeń bycia zanurzonym w Bożej obecności, która uświadamia nam, że wszystko poza Nim jest względne i że wszystkie rzeczy odnajdują sobie właściwe miejsce i znaczenie dopiero, gdy spoglądamy na nie z wewnętrznej perspektywy przenikniętej Bożą łaską.

Gdy przychodzimy na medytację ze świata naszej codzienności…

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.

Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim». (Mt 5, 17-19)

Medytacja to za każdym razem możliwość zbliżenia się do Jezusa, który formuje nas – swoich uczniów – przez swoje słowo. W medytacji siadamy tak jak kiedyś apostołowie obok Jezusa, aby Go słuchać. Dzisiaj mówi o przestrzegania i zachowaniu Bożego Prawa wyrażonego w Słowie Bożym. To ważne przypomnienie dla współczesnego człowieka, który ma pokusę kształtowania prawa i życia tak jakby Boga nie było. W tym kontekście tak bardzo znamienne są słowa papieża, który był świadkiem rodzącego się w Niemczech totalitaryzmu nazistowskiego – Piusa XI z Encykliki Mit brennender Sorge potępiającą system hitlerowski, ale upominającą się także o historyczną pamięć świata dla Pisma świętego: „Tylko ślepota i pycha – pisze papież – mogą zamykać oczy na skarby nauk, jakie mieszczą się w Starym i Nowym Testamencie. Kto chce wyrzucić z nauki i edukacji historię biblijną i mądrość Starego i Nowego Testamentu, ten ciasnej i ograniczonej myśli ludzkiej karze być sędzią planów Bożych względem historii świata, ten zaprzecza wierze w prawdziwego Chrystusa, takiego, jaki się pojawił w ciele, ale i godności człowieka jaką objawił i bronił Jezus”.

Medytacja pozwala uchwycić się mocno słów Jezusa, który uświadamia nam, że Prawo Boże jest dla nas nie tylko fundamentem wiary, ale też i dobrego, prawego życia, których nie wolno nam kształtować jedynie wedle własnego osądu. Jezus, jako dobry Nauczyciel uczy szacunku dla nienaruszalnych wartości.

Jezus będąc dla nas Nauczycielem i Przewodnikiem w praktyce medytacji przekonuje nas, abyśmy zawsze opierali się w życiu na Jego słowie. Wszystkie ideologie, filozofie środowisk naukowych przeminą. Jedynie Jego Słowo nie przeminie. I dlatego Jezus i Jego słowo jest dla nas – wierzących niezmiennym punktem oparcia, tak jak doświadczamy tego w praktyce medytacji, gdzie to słowo jest dla nas kotwicą, źródłem zakorzenienia w mądrości, która nie pozwala nam się zagubić, czy porwać różnego rodzaju myślom, które przychodząc chciałyby wykraść z naszych serc bezcenny skarb słowa. W tym sensie praktyka medytacji jest obrazem naszego życia. Tak długo, jak trzymamy się mocno słowa Jezusa jesteśmy bezpieczni.

Gdy przychodzimy na medytację ze świata naszej codzienności,  nasz umysł jest bardzo zajęty tym, czym się zajmowaliśmy. Nasza wyobraźnia jest napełniona obrazami, wrażeniami, myślami. Cały ten bagaż oddziałuje na nasze wnętrze odbierając często pokój naszym sercom. Kiedy jednak wchodzimy w ciszę medytacji i skupiamy się na modlitewnym wezwaniu powtarzanym w sercu w rytm naszego oddechu, doświadczamy tego, że dzięki słowu, które towarzyszy naszej praktyce i jest pokarmem dla naszego rozbieganego umysłu, nasze serca a wraz z nimi umysły zostają wyciszone. Ta kojąca cisza, która rodzi się w naszym wnętrzu dzięki działaniu i mocy słowa, które towarzyszy naszej praktyce kładą fundament pod kontemplację. Jak pisze św. Efrem Syryjczyk (którego wspomnienie będziemy obchodzili jutro): „Dzięki wezwaniu, które towarzyszy naszej wewnętrznej modlitwie możemy doświadczyć Bożej łaski pokoju, która przychodzi wraz ze słowem i odczuć w sobie bezmiar Bożej miłości, w którą zanurza na Duch Święty. A Boża miłość i łaska – jeśli się im powierzymy –  unoszą umysł tak, że przebywa on już nie po prostu w modlitwie, ale w kontemplacji Boga, w kontemplacji, która jest smakowaniem innego świata. W ten sposób nasza modlitwa przemienia się w modlitwę wewnętrzną, która otwiera naszemu umysłowi drogę do serca czyniąc naszą modlitwę wielkim świętem przebywania w Bożej obecności i nieustannego czerpania ze źródła, które Bóg przed nami otwiera w sercu”. [O modlitwie]

A Merton dodaje: „Modlitwa wypełnia się przez to, że czynimy ją wyrazem Miłości. Jeśli modlitwa nie jest wyrazem Miłości, to jest jakby „pusta” – jest podobna do człowieka bez serca (a zatem nie będzie nas ożywiała), gdyż to miłość będąca sercem modlitwy sprawia, że będzie ona w konsekwencji owocna i przemieniająca dla całego naszego życia” [Posiew kontemplacji].

Wchodząc w praktykę medytacji pozwólmy, aby była ona ożywiana miłością a wówczas wypełni właściwą jej rolę w naszym życiu.